1 1 1 1 1 Rating 0.00 (0 Votes)

Stewardesy i piloci zatrudnieni w PLL LOT na umowę o pracę otrzymali propozycję 14-procentowych podwyżek.

Na osobę ma przypaść od kilkuset do ponad sześciu tysięcy złotych miesięcznie brutto. Związki zawodowe nie przyjęły jednak oferty.

 

3864089-dreamliner-lot-657-323.jpg

Fot.Shutterstock

 

 

Spółka poinformowała, że w środę zakończył się formalny etap negocjacji między związkami zawodowymi a pracodawcą, co zakładało porozumienie z 1 listopada 2018 roku.

Spór LOT ze związkami zawodowymi. Bez porozumienia

 

Jak czytamy, do tej pory stronom nie udało się wypracować porozumienia. "Pracodawca złożył propozycję podwyżek wynagrodzeń o łącznej wysokości ponad 25 milionów złotych" - czytamy. W komunikacie LOT napisał:

 

„Spółka zaoferowała stewardesom i pilotom podwyżki na średnim poziomie ok. 14 proc. W praktyce oznacza to, w zależności od zaszeregowania stanowiska i stażu pracy danego pracownika, że wzrost wynagrodzeń miesięcznych wynosi od około 550 zł brutto do 1700 zł dla stewardes i od około 1600 zł do 6300 zł dla pilotów.”

 

''Zgodnie z założeniami około 70 proc. zaproponowanego budżetu zostałoby przeznaczone na wzrost wynagrodzeń, a około 30 proc. na wzmocnienie systemu premiowego- podobnego do działających systemów premiowych w innych liniach lotniczych, takich jak American Airlines czy United''- tłumaczy LOT.

 

Związki zawodowe odrzucają propozycję

Wiceprzewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego Agnieszka Szelągowska powiedziała w czwartek, że związki zawodowe nie zgodziły się na propozycję, ponieważ była ona niekorzystna dla pracowników:

 

„Na razie mamy parę dni na przemyślenia. Mam nadzieję, że przemyślenia drugiej strony będą pozytywne- w sensie, że zmieni on swoje podejście. My się z naszą propozycją mieścimy w budżecie, tylko jest to kwestia rozdzielenia środków. A pracodawca ustalił swój sposób, który uważamy, że jest niesprawiedliwy.”

 

Szelągowska przypomniała, że propozycje związkowców na początku były wyższe i były wyliczone na poziomie ok. 70 mln zł, potem na 50 mln zł. - Uznaliśmy, że te 25 mln zł w minimalnym stopniu mogłoby usatysfakcjonować ludzi. Tylko, że nam zależało na podniesieniu pensji - powiedziała.

 

Dodała, nie do przyjęcia jest kwestia premiowania. - Jest ono oparte o punktualność (przylotów i wylotów), na którą my nie mamy wpływu. Ale też pracodawca zamraża jedną trzecią środków, które powinny być przeznaczone na podstawowe uposażenie. Zarząd chce w ten sposób nas motywować. Ale my jesteśmy zmotywowani - powiedziała.

 

Związkowcy w LOT nie wykluczają akcji prestacyjnych

Szelągowska zaznaczyła również, że związkowcy nie wykluczają akcji protestacyjnych.

  • Decyzje co do ich przebiegu będziemy podejmować w przyszłym tygodniu. Aczkolwiek, liczę na to, że strona pracodawcy weźmie pod uwagę to, że więcej tracą nie podpisując tego w takiej formie, która by nas satysfakcjonowała - oceniła.

 

Protest w LOT

Początkowo postulatem strajkujących było przywrócenie do pracy przewodniczącej ZZPPiL Moniki Żelazik, która została dyscyplinarnie zwolniona, potem także przywrócenia do pracy 67 osób dyscyplinarnie zwolnionych po rozpoczęciu protestu oraz dymisji prezesa PLL LOT. Zarząd zgodził się na przywrócenie zwolnionych do pracy.

 

Strajkujący domagali się też m.in. powrotu do regulaminu wynagrodzeń z 2010 roku.

 

Źródło: PAP