1 1 1 1 1 Rating 0.00 (0 Votes)

Jeden z silników samolotu tajwańskich TransAsia Airlines uległ awarii, a drugi najprawdopodobniej został wyłączony przez pilota - takie są wstępne wnioski po odczytaniu danych z czarnych skrzynek samolotu, który w środę runął do rzeki w Tajpej. Zarząd Lotnictwa Cywilnego zarządził egzamin dla pilotów tej linii z obsługi samolotu z jednym uszkodzonym silnikiem.

Według wstępnych danych z rejestratorów lotów wynika, że samolot stracił moc w jednym z silników zaraz po starcie z lotniska w Songshan w Tajpej - podała tajwańska Rada Bezpieczeństwa Lotniczego.

Załoga musiała popełnić błąd

Dwusilnikowy ATR 72-600 jest w stanie bezpiecznie lecieć na jednym działającym silniku. Załoga jednak - jak dowodzą śledczy - postanowiła wyłączyć drugi, pracujący silnik, chcąc go zrestartować. Krótko po tym, maszyna runęła do rzeki, zginęło co najmniej 40 osób.

Śledczy nie wskazują, dlaczego załoga tak postąpiła. Znawcy lotnictwa twierdzą, że piloci mogli przez pomyłkę wyłączyć pracujący silnik, w rzeczywistości chcąc zrestartować ten niedziałający.

- Załoga musiała popełnić błąd - powiedział agencji Reutera przedstawiciel tajwańskiego Zarządu Lotnictwa Cywilnego (CAA), który pragnął zachować anonimowość. - To spory problem, kiedy wyłącza się jeden z silników zaraz po starcie. To musi być dwukrotnie sprawdzone przez załogę - dodał.

 

TVN24