Łódka, która potrafi latać

Czy może być coś bardziej fascynującego niż latanie samolotem? Tak – latanie łodzią. Poważnie! To jest możliwe i nie trzeba jechać do USA by wypróbować starty i lądowania na wodzie. Na czym to warto u nas polatać? Niewielkim ultralekkim dwupłatowcem, który potrafi więcej niż można by sądzić. Przedstawiam Wam Super Petrela vel Seabird produkcji Edra Aeronautica z Brazylii. To ultralekka łódź latająca spełniająca polskie wymogi co do maksymalnej masy startowej (do 495 kg). Napędza go znany i ceniony silnik Rotax 912 ULS o mocy 100 KM i polskie śmigło Aerosail – Peszke.
Brazylijczycy zastosowali tutaj śmigło pchające co zapewniło zwartość konstrukcji. Projekt tego samolotu wywodzi się z Francji. Mieszkający w Bastii na Korsyce francuski inżynier Claude Tisserand, znany z wcześniejszych konstrukcji trimaranów, zbudował w 1983 roku swoją pierwszą drewnianą, jednomiejscową amfibię Hydroplum I, którą napędzał 40 konny Hirth. To jednak nie zadowoliło ambitnego konstruktora, który postanowił rozwinąć pomysł do dwumiejscowej amfibii z siedzeniami ustawionymi obok siebie.


Technologię drewnianą zastąpiły częściowo kompozyty, aby ułatwić seryjną produkcję. Tak powstał Hydroplum II już jako dwupłatowiec z 65 konnym silnikiem Rotax 532, który odbył swój dziewiczy lot w listopadzie 1986 roku. Prawa do obu konstrukcji nabył André Wydaw i jego Societe Morbinannaise d'Aero Navigation (SMAN) z Bretanii. SMAN rozpoczął z niemałym trudem sprzedaż zmodyfikowanych, dwuosobowych kitów pod nazwą Le Petrel. W 1989 roku André postanowił sprzedać prawa do produkcji i sprzedaży samolotów brazylijskiej firmie Edra Helicentro należącej do André de Reyniera oraz jednocześnie Seabird Aviation z Ohio, USA. Ze względu na koszty amerykański dystrybutor zaczął sprowadzać podzespoły z Indii. Zamknięto więc produkcję we Francji a część europejskich klientów przeniosła zamówienia ze SMAN do USA.


Burzliwy proces dochodzenia tak do opracowania procesu produkcji jak i uporządkowania spraw własnościowych zakończył się wraz z zakupieniem pełni praw przez wspomnianego wcześniej André de Reyniera notabene z pochodzenia Szwajcara. André jako mechanik i pilot śmigłowcowy miał spore doświadczenie lotnicze. Wraz synem Rodrigo i zespołem młodych inżynierów opracowali technologię laminowania kadłuba w jednym procesie. Zastąpiono dwusuwowego Rotaxa czterosuwowym o mocy 100 KM. Wprowadzono też szereg zmian konstrukcyjnych i tak powstał model Edra Paturi. Do roku 1999 klienci zakupili 135 Paturi, w tym 65 kitów i 70 samolotów gotowych do lotu. Na rynek kanadyjski i USA sprzedawano wersję o nazwie AAC Seastar z większą kabiną i ze systemem bezpieczeństwa. Wreszcie w 2001 roku Edra, współpracując z Prolazer Ultraleves, opracowała całkowicie odnowiony dwupłatowiec nazywając go Super Petrel . Najważniejsze zmiany dotyczyły skrzydeł. Płaty otrzymały dodatnie zwichrzenie na końcówkach i nowe winglety. Skrócono dolne skrzydła. Zmieniono także kąty zaklinowania statecznika poziomego oraz skrzydeł. Silnik został obniżony o 12 cm i obrócony, co zmieniło kierunek ciągu. Dzięki tym i innym jeszcze modyfikacjom latająca łódka uzyskała bardzo bezpieczną charakterystykę przeciągnięcia. Doskonałość wzrosła z 7 do 10. Zmieniono koła i hamulce. Zadbano o bardziej komfortowe wykończenie kabiny. Obniżono także masę pustego samolotu z 345 na 315 kg.
Do Polski 180 egzemplarz produkcyjny Super Petrela trafił za sprawą firmy Profi Polska z Krakowa. Ponieważ nasze przepisy rejestracyjne są bardziej restrykcyjne niż w krajach sąsiednich postanowiono zarejestrować samolot na Litwie, tym bardziej, że 179 bliźniak został tam właśnie oblatany. Jak lata Super Petrel? Po prostu wspaniale. Wyobraźcie sobie, że jeszcze przy 45 km/h nie wykazuje tendencji do przeciągnięcia. Poniżej tej wartości mięknie na sterach i łagodnie opuszcza swój kaczy dziób bez tendencji do zwalania się na skrzydło.


Dobrze znosi turbulencje. Trzyma zakręt. Latanie nim to przyjemność, a jeszcze większa gdy kilkoma ruchami pozbawimy go bocznych szyb-drzwi. Ukształtowanie przedniej szyby pozwala bez nadmiernych zawirowań w kabinie podziwiać krajobraz z „zimnym łokciem” i uśmiechem na twarzy. I do tego jeszcze ten czar i romantyka dwupłatowca! Kabina jest wygodna, wyposażenie nowoczesne czego więcej trzeba? Trzeba doświadczyć latania na wodę. To dopiero przygoda! Na Dzierżnie Dużym koło Gliwic, bezpiecznym akwenie o wystarczającej szerokości w każdych warunkach jeśli chodzi o kierunek wiatru, udało się pokazać co ten maluch potrafi i do czego tak naprawdę został zaprojektowany. To dziwne uczucie, gdy do lądowania nie wypuszczamy podwozia i ten dreszcz emocji jak to będzie.
Powiem Wam, że było cudnie! Samolot pięknie siada na wodzie i choć małe umiejętności jeszcze powodują, że czasem podskoczy lekko to okrzyki radości towarzyszyły nam przy każdym lądowaniu. Petrel pięknie pływa, zgrabnie manewruje i… po wypuszczeniu podwozia wyjeżdża na brzeg by zabrać pozostałych chętnych, którzy na plażę dojechali samochodem. Zmiana na fotelach i łagodny wjazd do wody. Podwozie schowane i można startować. Trzeba tylko pamiętać by łagodnie dodawać mocy i samolot pięknie wchodzi w ślizg jak rasowa motorówka. Potem wyczekać aż nabierze właściwej prędkości i pociągnięcie drążka na siebie z szybką korektą powrotną odrywa nas od wody. Tak – sam tego doświadczyłem i nie chcę tu używać słowa, którego rosyjskie pierwotne znaczenie mnie jednak krępuje, ale powiem Wam, że było właśnie tak.
Teraz czekam na wiosenne słońce, by znów tam polecieć.

Janusz Grzywa

foto: Janusz Grzywa, Dawid Nosalski, Janusz Moczulski


Więcej przeczytacie na www.superpetrel.pl