Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

STREFA LOTNICZA

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Article Index

Przełomowy lot

 

Są w życiu lotnika loty przełomowe. Ten niewątpliwie do nich należał, lecz który to był lot w moim życiu? Bóg raczy wiedzieć, lecz na pewno zaawansowany, czterocyfrowy. Nie był to bynajmniej lot, wzbogacający doświadczenie pilota o przeżyte nowe sytuacje kryzysowe. To krótki, lecz przełomowy lot, wieńczący wysiłek wielu ludzi...


 
Autror: Edward Margański
LOTNIK 1/2008


Pogoda w tym dniu (a było to 8 listopada 2007) w pełni potwierdzała tezę, że latanie to przede wszystkim… czekanie. Z jednej strony lot był pilny i niezwykle ważny, z drugiej strony pogoda najbardziej wredna z jesiennych, zmieniająca się wręcz, co kilkanaście minut.

Lot miał być krótki, gdyż tylko z Bielska-Białej do Czechowic-Dziedzic, lecz wręcz historyczny. Zakończyć się miał pierwszym lądowaniem na świeżo wyasfaltowanym pasie, budowanego właś-nie Bielskiego Parku Techniki Lotniczej. Okoliczności sprzysięgły się przeciw mojej skromnej osobie i w efekcie, gdy zapadła decyzja, że lecimy, znalazłem się nie w kabinie Orki jako pilot, lecz w kabinie Cessny 172GR, właściwie jako pasażer. Przypadek sprawił, że miał to być nie tylko mój pierwszy lot tym typem, lecz również po raz pierwszy wsiadłem do tej odmiany Cessny.

 

Moje zapoznawanie się kabiną, mimo wszystko znacząco odmienną od klasycznej 172, zostało przerwane przyspieszonym zajęciem lewego miejsca przez Piotrka Jafernika, właściciela tegoż urządzenia latającego, a jednocześnie koronnego uczestnika niniejszej historii. Rozruch silnika, kołowanie, kontrola przed startem (fachowa i solidna) – no i ruszamy. Lotnisko grząskie, koła malutkie (przecież to wersja GR z chowanym podwoziem), lecz mimo że błotko nas szarpie do tyłu, w połowie lotniska jesteśmy w powietrzu. Zakręt w prawo i już na kursie do odległych o kilkanaście kilometrów Czechowic-Dziedzic. Przez radio słyszymy od Wojtka Gorgolewskiego, że nad nowym lotniskiem przechodzi właśnie szkwał. Rzeczywiście na horyzoncie, na prawo od miasta, tam, gdzie Biała wpada do Wisły, chmura, która była łaskawa tam się znaleźć, jest wyraźnie ciemniejsza i jakby sięgająca do ziemi.

LĄDOWANIE NA TWARDYM

Dziękujemy za informację i kontynuujemy lot, gdyż można przypuszczać, że gdy tam za kilka minut dolecimy, to przy tym wietrze już jej tam nie będzie. Mijamy znajome meble, a to komin ciepłowni (tym razem nie zaglądaliśmy do środka), stawy nad Białą, rafinerię i już jesteśmy na wprost błyszczącego od dopiero spadłego deszczu pasa 3 zero. Mała runda nad lotniskiem, przelot nad pasem i już jesteśmy na pozycji z wiatrem. Po konsultacjach radiowych z Wojtkiem, po chwili jesteś-my na prostej do lądowania. Dla nas, którzy latamy nad przyszłym lotniskiem, dość często podejście do lądowania jest banalne, lecz dla kogoś, kto będzie tam po raz pierwszy lądował, nieco... dziwne. Dziwność polega na fakcie, że lotnisko znajduje się na kilkudziesięciohektarowym płaskowyżu, wznoszącym się 14–18 m ponad otaczający teren. Tak więc przecinamy Białą, której lewy brzeg jest wysoką skarpą, od której za kilkadziesiąt metrów zaczyna się pas i po kilku sekundach charakterystyczny pisk opon, które weszły w kontakt z asfaltem, wyznacza moment pierwszego lądowania.

 

Dobieg i kołowanie po nowym pasie to po prostu czysta przyjemność. Zatrzymujemy się na utwardzonej, lecz jeszcze nie wyasfaltowanej płycie postojowej i obserwujemy jak naszym śladem lądują kolejni nasi przyjaciele z Bielska i okolic, którzy nie mogli sobie odmówić takiej frajdy. Ląduje również Eurocopter, pilotowany przez Darka Piecucha, niezwykle zasłużoną osobę dla sprawy nowego lotniska. Wzajemne wymiany poglądów i emocji w towarzystwie tych, którzy budują Park Techniki Lotniczej, a wszystko na tle montowanej konstrukcji pierwszej z czterech hal, która wzniosła się ponad poziom gruntu.

PRZYBYWAJĄ GOŚCIE

Darek leci Eurocopterem do Bielska po tych, którzy przyczynili się do realizacji tej inwestycji, a my wspominamy, że przed połową sierpnia, gdy budowlańcy postawili swe pierwsze baraki, była tu tylko, od prawie 20 lat, usypana przez kopalnię Silesia, hałda o powierzchni ponad 30 ha.

 

Wspominamy o trudnościach tych rzeczywistych i tych urojonych, które należało i należy pokonać, aby powstało tu centrum małego lotnictwa z prawdziwego zdarzenia. Wspominamy te tysiące ton mułu węglowego, które zalegały tuż obok projektowanego pasa, a które trzeba było wykopać i wywieźć, a to miejsce wypełnić odpowiednim materiałem, o betonowym gmaszysku tuż obok pasa, który w następnym tygodniu ma być wysadzony, no i o bardzo wielu sprawach związanych z tą inwestycją. Zanim dyskusja rozgorzała na dobre, zanim zbratanie z branżą budowlaną było dostateczne, na horyzoncie znów Eurocopter z oficjelami. Wysiadają: starosta bielski Andrzej Płonka, wicewojewoda śląski Wiesław Maśka, przewodniczący Rady Powiatu Roman Migdał, szef Kompanii Węglowej Grzegorz Pawłaszek. Krótka mowa gospodarza Wiktora Kałata, prezesa Bielskiego Parku Techniki Lotniczej, pamiątkowe zdjęcie i wspólny spacer do końca pasa (700 m) i z powrotem. Symboliczna lampka szampana i... interesy. Ustalenia, co i jak należy zrobić, aby budowę zakończyć na wiosnę i ją rozliczyć do końca czerwca przyszłego roku.



FALSTART

8 listopada się kończy, lotnicy wrócili do domu, warto więc w skrócie przypomnieć, jak to się zaczęło, o co tu w tym chodzi, a przy okazji co chcielibyśmy w przyszłości osiągnąć.



Aby pisać o początkach należy się cofnąć o co najmniej kilka lat. Zmiany w naszym kraju to również zmiany w naszych aeroklubach, a szerzej zmiana pokoleniowa i mentalna tych, którzy latają. W owym czasie pierwsze kroki w lataniu czyni w Bielsku m.in. Dariusz Piecuch. Że nie był to lotnik banalny świadczył o tym choćby fakt, że mimo młodego wieku był wschodzącą gwiazdą administracji państwowej, będąc naczelnikiem Urzędu Skarbowego. Wspólnie z gronem naszych kolegów z Aeroklubu Bielskiego zaangażował się w ideę budowy betonowego pasa startowego na lotnisku w Aleksandrowicach. Przedsięwzięcie zaczęło nabierać realnych kształtów, dzięki m.in. zaangażowaniu absolwenta wydziału MEiL Politechniki Warszawskiej, a wówczas prezydenta miasta Bogdana Traczyka. Przygotowano projekt spółki miasto Bielsko-Biała–Aeroklub Polski, która administrowałaby lotniskiem, znaleziono w kasie miejskiej stosowne fundusze z rezerwy budżetowej, lecz opór materii ludzkiej, partykularne interesy (a raczej interesiki), brak wyobraźni spowodował, że nie dość, że pieniądze poszły się paść, to nawet nie doszło do założenia spółki. Nie miejs-ce tu na ocenę w tej materii zasług (AP, ABB, władz Bielska), lecz można się zgodzić, że w dniu, w którym rezerwa budżetowa poszła się paść, zaangażowani w sprawę koledzy byli, delikatnie rzecz ujmując, nieco zdegustowani.

NOWA KONCEPCJA

Jak prawdziwy lotnik odreagowuje niepowodzenia na ziemi? Oczywiście, latając. Ponieważ powstała kilkanaście miesięcy wcześniej firma Normal Piotrka Jafernika rozwinęła się na tyle, że zaczęła szkolić pilotów na śmigłowcach, zaś Darek swój lotniczy życiorys na tyle wzbogacił, że kolejnym wyzwaniem stało się zdobycie licencji pilota śmigłowcowego, więc następny akt zaczął się na pokładzie śmigłowca.

Dla celów narracji przyjmijmy, że w dniu, w którym pieniądze na pas poszły się paść, w śmigłowcu przelatującym nad Czechowicami-Dziedzicami znaleźli się właśnie Piotrek i Darek.

W trakcie tego wydłużonego nieco lotu (krążenie nad upatrzonym miejscem) wykrystalizowała się idea, której realizacja doprowadziła do zdarzeń z 8 listopada 2007. Nie jest tu chyba ważne, czy był to akurat ten dzień, czy kolegom latającym intensywnie wokół Bielska już wcześniej to miejsce wpadło w oko. W każdym razie wspólne zeznania pozwalają na taką interpretację.

Uwzględniając, że:

  • dla osiągnięcia poziomu starej Europy musimy wybudować w Polsce 8–10 razy więcej lotnisk dla samolotów lekkich niż posiadamy;
  • w Bielsku i okolicach istnieje kilkanaście małych prywatnych przedsiębiorstw lotniczych, dla których brak dostępu do lotniska funkcjonującego przez cały rok stanowi jedną z głównych barier ich rozwoju;
  • budowa lotniska na nieużytkach pokopalnianych (hałda) jest wręcz modelowym przykładem sensownego i ze wszech miar pożytecznego ich wykorzystania;
  • Bielsko aspiruje do statusu stolicy Euroregionu, więc niezależnie od wspomnianego wyżej doganiania Europy konieczne jest posiadanie w najbliższej okolicy lotniska dla samolotów dyspozycyjnych i to lotniska z prawdziwego zdarzenia, czynnego przez 24 h na dobę i 365 dni w roku.

Nowa koncepcja okazała się bardzo na czasie. A że do jej realizacji wzięli się kompetentni ludzie to i sprawa nabrała tempa.

OD POMYSŁU DO REALIZACJI

Kilka powyższych zdań zostało napisane z perspektywy roku 2007, lecz wtedy owe uzasadnienie dopiero się krystalizowało. Obowiązującym wtedy, na początku 2007, był pomysł na skojarzenie dwóch okoliczności: stworzenie lotniska dla centrum kryzysowego dla Euroregionu Beskidy oraz sensowne zagospodarowanie terenów pokopalnianych. W tym momencie w historii przedsięwzięcia pojawia się nasz znakomity kolega Wiktor Kałat, z którym Darek wybrał się aż do Katowic na rozmowy z ówczesnym dyrektorem Wydziału Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego. Pomysł został życzliwie przyjęty, lecz przed powrotem do Bielska-Białej Wiktor miał kilka spraw do załatwienia w Górnośląskiej Agencji Przekształceń Przedsiębiorstw. W trakcie rozmowy zapoznali prezesa Agencji, Bogdana Holeksę z przedsięwzięciem – trzeba powiedzieć, że jego bystre spojrzenie na projekt zostało kupione.


Pomysł zaczął się rozwijać, zamierzenia rozszerzać, a przy okazji przechodzenia do konkretów wracać do Bielska. A jak wraca do Bielska, to oczywiście poprzez pierwszą osobę w powiecie (niestety już nie województwie), czyli starostę bielskiego. Opatrzność chciała, że trafiliśmy na urzędnika o naprawdę szerokich horyzontach, umiejętnościach i zaangażowaniu, czyli Andrzeja Płonkę. Okolicznością korzystną dla naszych zamierzeń był również fakt, że starosta od niedawna stał się właścicielem znacznej części upatrzonej hałdy. Uwzględniając fakt, że działalność biels-kich przedsiębiorstw lotniczych w owym czasie zaczęła być zauważalna w środowisku, więc można było sformułować koncepcję realnej pomocy dla nich poprzez organizację Bielskiego Parku Techniki Lotniczej. Uzasadnienia przedstawiłem kilka zdań wcześniej, a w realizację przedsięwzięcia zaangażowały się GAPP i starosta bielski. Powstała prywatna spółka Air Business Sp. z o.o. oraz Federacja Firm Lotniczych Bielsko. Pomysł pomysłem, ale przygotowanie fachowego wniosku o dofinansowanie 75% przedsięwzięcia ze środków unijnych i 12,5% z budżetu państwa, to dzieło naszego kolegi, Witka Załęskiego z Warszawy.

Odpowiedni wniosek i własny wkład materialny to tylko część sukcesu. Inna i nie mniej znacząca część tego sukcesu to lobbing, a lobbing w wykonaniu lotników to oczywiście latanie. Trudno dziś zliczyć te loty z różnego rodzaju decydentami, wykonane na własny koszt przez Piotra Jafernika oraz po części przez Jurka Wawrosza. Droga do przyznania środków była bardzo wyboista, pełna zakrętów i zaskakujących zwrotów akcji. W zakresie zdobycia środków finansowych osobiste zaangażowanie się prezesa GAPP, Bogdana Holeksę, jest nie do przecenienia. Naprawdę było trudno, lecz załapaliśmy się na ostatnią transzę unijnych pieniędzy w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw, lata 2004–2006, Priorytet 1: Rozwój przedsiębiorczości i wzrost innowacyjności poprzez wzmocnienie instytucji otoczenia biznesu, Działanie 1.3 Tworzenie korzystnych warunków dla rozwoju firm. Załapanie się na ostatni moment to tylko część sukcesu.



Pieniądze trzeba sensownie wydać i rozliczyć do końca II kwartału 2008. W normalnych polskich warunkach byłaby to rzecz nie do zrobienia. Bez osobistego zaangażowania się bielskich urzędników, na czele ze starostą Andrzejem Płonką, prezesa GAPP, projektantów i oczywiś- cie Wiktora Kałata – prezesa Parku, nie byłoby możliwe osiągnięcie takiego stanu zaangażowania prac, aby w miarę spokojnie patrzeć w przyszłość.


Pozytywne wyniki w działalności formalno-prawnej na nic by się oczywiście zdały, gdyby wyżej wymienionym nie udało się pozyskać właściwych wykonawców. Pracę skutecznie realizują Tritex, Borga Hale, Kombest i muszę powiedzieć, że obserwując ich poczynania, zaangażowanie i organizację, odzyskuję wiarę w polskich budowlańców. Wszystko wskazuje na to, że jeżeli nadchodząca zima nie będzie absolutnym przeciwstawieniem tej z przełomu 2006/2007, to na wiosnę zaczniemy przeprowadzać się do nowych hal.
CEL PRZEDSIĘWZIĘCIA
Na zakończenie kilka zdań, co do tego, czym ma być Bielski Park Techniki Lotniczej.
Od strony materialnej to:
w pierwszym etapie lotnisko z asfaltowym, oświetlonym pasem startowym o długości 700 m i szerokości 22 m, drogami kołowania i płytą postojową;
w drugim etapie pas przedłużony do 1350 m;
4 hale fabryczne, zblokowane z hangarami, o sumarycznej powierzchni ponad 10 000 m2;
wieża kontroli lotów oraz zaplecze biurowe o powierzchni 300 m2;
w kolejnym etapie rozbudowa powierzchni biurowych, aby ulokować biuro konstrukcyjne.

Treścią wypełniającą te obiekty ma być:
  • miejsce działalności kilkunastu przedsiębiorstw lotniczych, produkujących samoloty lekkie i ultralekkie;
  • docelowo miejsce zaplecza badawczo-rozwojowego dla dynamicznie rozwijających się przedsiębiorstw tej branży w Polsce, głównie w zakresie badań w locie, badań wytrzymałościowych itp.;
  • miejsce działalności różnego rodzaju podmiotów gospodarczych, świadczących usługi lotnicze od tych, co szkolą w powietrzu i na ziemi, poprzez tych, co obsługują sprzęt lotniczy, a kończąc na tych, co spełniają najbardziej specjalistyczne życzenia.
Lotnisko budowane jest w celu umożliwienia pełnej działalności firm produkcyjnych i usługowych zlokalizowanych w Parku, lecz zdajemy sobie sprawę, że w najbliższej przyszłości, szczególnie po przedłużeniu pasa, stanie się – z racji swego położenia – najbardziej ruchliwym lotniskiem dla lotów dyspozycyjnych w Polsce i nie tylko.

 

Zdjęcia: Wojciech Gogolewski