Logowanie

Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Dwaj bracia Wright przyszli na świat w rodzinie anglikańskiego. Wilbur urodził się 16 kwietnia 1867 r. w Millville ( stan Indiana ) a Orville 19 sierpnia 1871 r. w Dayton ( stan Ohio ). To właśnie w nim zamieszkali po skończeniu szkolnej edukacji. Razem z nim do miasteczka przeprowadziła się ich siostra, Catharine. Bracia swoją działalność zaczęli od…sklepu z rowerami. Zachowując tak dobrze prosperujący interes powiększyli go o własną wytwórnię jednośladów.

Wilbur, gdy mieszkał w Richmond zajmował się drukarstwem. Wydawał czasopismo dla kolegów. Następnie był wydawcą gazety i tygodnika dla dorosłych. Czasopisma drukował przy użyciu maszyny drukarskiej swojej konstrukcji. Jednak konkurencja była zbyt silna. Musiał więc zrezygnować z tego zajęcia.

 

Mimo, że mieszkali w Stanach Zjednoczonych interesowali się tym co się dzieje w Europie. Szczególnie chłonęli wszelkie nowinki dotyczące prac Niemca, Otto Lilienthala. Znajdowali czas na obserwowanie ptaków. Konsekwencją była budowa dwupłatowego szybowca. Znalazły w nich zastosowanie ruchome krawędzi skrzydeł. Z tyłu za nimi znajdował się pionowy ster kierunku. Przed nim znalazły się w poziomie płaszczyzny sterujące. Całość opierała się na pionowych słupka o łączeniach z naciągniętym drutem. Tak wykonana konstrukcja nie była przeznaczona do lotów załogowych. Odbywała próby w locie na uwięzi. Wynikiem tych stał się następny szybowiec o większej powierzchni nośnej skrzydeł. Bracia wyszli z założenia, że odpowiednio zwiększając i zmieniając ich profil szybowiec może unieść człowieka. Podobnie jak w pierwszym występowały trudności ze startem. Uporali się jednak z tym kłopotem. Ale co najważniejsze maszyna oderwała się od ziemi. Nie za długo utrzymywała się w powietrzu. Zdawała się w nim skakać. W ten sposób pokonała dystans od 40 do 100 m. Początek był zrobiony. Oznaczał on również zmniejszeniem rozbitych modeli w czasie prób. Na przełomie roku 1901 i 1902 zimą powstał następny szybowiec. Budując ten uwzględnili wcześniejsze swoje doświadczenia. Nowa konstrukcja pokonała zawrotną odległość w tamtych czasach 600 m. Unosiła się w powietrzu dwie minuty.

 

Wilbur i Orville zdawali sobie sprawę aby oderwać się od ziemi potrzebny jest silnik. Do tej pory start dla drugiego szybowca odbywał się, że obaj biegli pod wiatr obok szybowca. Trzymali go za uchwyty przymocowane do skrzydeł. Biegli do chwili kiedy powstała odpowiednia siła nośna. Za jej sprawą szybowiec wyrywał się z rąk. Dalej już mógł się poruszać samodzielnie. Silnik będzie niezbędny aby lecieć dalej. Tylko kto mógł taki wykonać. Nie było takich po obu stronach oceanu. Dlatego ten również zbudowali sami. Czterosuwowy chłodzony wodą o mocy 12 kM o niebagatelnej wadze 110 kg. Gdy mieli silnik zaistniała potrzeba wykonania śmigła. Doszli do wniosku, ze jedno to za mało. Trzeba dwóch, które nadałyby odpowiednią szybkość. Ta pozwalała na oderwanie się od ziemi i utrzymanie w powietrzu. Tak powstała silnikowa wersja trzeciego szybowca. Pilot zajmował pozycję leżącą z przodu. Leżał na linii łączenia skrzydeł przed silnikiem. Rozruch rozpoczynało ręczne obrócenie łopat śmigła. Napęd na te z silnika przenosił zwyczajny łańcuch rowerowy. Znów nie uniknęli kraks. Nie zniechęcali się. Wierzyli w swój sukces.

 

17 grudnia 1903 r. Orville zajął miejsce w „kabinie”. Wilbur zakręcił śmigłem. Silnik zaskoczył. Podszedł do skrzydła aby te przytrzymać. Na początek szedł wolno. Po chwili zaczął biec. Nie nadążał. Puścił końcówkę skrzydła. Silnik nie zawiódł. Oderwał się od ziemi. Wzbił się w powietrze. Leciał samodzielnie. Zadowoleni z tego co zrobili w Kitty Hawk wrócili do Dayton.

 

Nie poprzestali na zadowoleniu z tego co właśnie zrobili. Zbudowali samolot o mocniejszym silniku. Próby swojego najnowszego wynalazku postanowili odbyć jednak w nowym miejscu. Ufni w to co zbudowali na pokaz zaprosili nie tylko przyjaciół. Wśród gości znalazła się grupa dziennikarzy. Niestety, mocniejszy silnik odmówił pracy. Przyjaciele i przedstawiciele prasy nie ukrywali swojego rozczarowania. Ale ci dwaj wierzyli, że chwilowy pech minie. Tak się właśnie stało. Samolot latał. Co więcej efektem przemyśleń z tej ostatniej kraksy było skonstruowanie urządzenia, które wspomagało start. 15 września samolot pokonał odległość 800 m w czasie blisko 1 minuty. Pięć dni po tym udało się nie tylko wrócić do miejsca startu ale także okrążyć pole wzlotów.

 

11 grudnia 1904 r. samolot barci w czterech okrążeniach przeleciał 4612 km. Utrzymał się w powietrzu pięć minut i kilka sekund. Nadchodzącą zimę wykorzystali na pracę na tym co już zrobili. Efektem stała się znów nowsza konstrukcja. Ta ze starej miała tylko silnik i śmigła. Całkowicie nowe było wzmocnienie skrzydeł i odpowiednio zwiększona powierzchnia stateczników i skrzydeł. Tak przygotowani czekali na stosowną porę do startu.

 

5 października w czasie 38 minut i 3 sekund pokonali niebagatelny dystans 39 kilometrów 965 metrów. Z tak zbudowanym płatowcem i z takim rekordem udali się do wojskowych. Chcieli go wykorzystać do celów obserwacyjnych. Ministerstwo nie poznało się na tym co dostaje. Dlatego po tej porażce udali się do Europy. W tej przyjęto ich chętnie. Tym bardziej, że na Starym Kontynencie co pewni już latali. Teraz z chęcią skorzystali aby podpatrzeć jak pewne ich problemy rozwiązali Amerykanie.

1908 r. to rok kiedy Wilbur i Orville wzięli ze sobą „rozwód”. „Rozwiedli się” aby ze swoim wynalazkiem dotrzeć do większej ilości odbiorców. Wilbur miał go prezentować w Europejczyków. Orville zainteresować rodaków w Ameryce. Tak więc gdy pierwszy z nich przebywał we Francji ustanowił nowy rekord. Pokonał w locie odległość 50 km.

 

21 września pobił swój wcześniejszy rekord. Utrzymał się w powietrzu ponad półtorej godziny. Natomiast 31 grudnia bił kolejny. Był w powietrzu 2 godziny i 20 minut. W czasie swoich podróży po Europie w „ kabinie pilotów” znalazło się miejsce dla wielu VIP- ów. Między nimi znajdował się następca cesarza Niemiec. Ten razem z nim oraz jego poddani podziwiali śmiałka. Osiągnął rekordową wysokość lotu. Sięgnął 300 metrów.

Wilbur był pierwszym instruktorem lotnictwa we Francji i Włoszech. Należał to tych pilotów, którzy latają z pasażerami. Francuzi w dowód uznania jego zasług przyznali mu dyplom rodzimego aeroklubu. Po powrocie z Europy do Stanów Zjednoczonych w drugiej połowie listopada 1909 r. został prezesem The Wright Company. Towarzystwo zajmowało się budową zakładów lotniczych nie tylko na nowym ale także na Starym Kontynencie. Po siedmiu latach istnienia zmieniło nazwę na Wright – Martin Company. W 1920 r. działała w zespole Curtiss – Wright jako Wright Aeronautical Corporation. Jej prezes ostatni raz znalazł się w Europie w marcu 1912 r. Przebywał we Francji i Niemczech. Zmarł w Deyton 30 maja 1912 r.

 

Orville podobnie latał z pasażerami. Pierwszym z nich był porucznik Selfridge. W czasie pokazu 17 września 1908 r. w Fort Myer doszło do wypadku. Pęknięta linka, która owinęła się wokół śmigła. Unieruchomiła silnik. Samolot spadł. Pilot odniósł bardzo poważne obrażenia. Selfridge zginął na miejscu. Lotnik trafił do wojskowego szpitala. Po roku przerwy za sterami znalazł się z siostrą w Europie. Gościł we Francji. W jej stolicy odebrał tak samo jak Wilbur dyplom pilota. Następnie rodzeństwo się udało do Włoch. Tego samego roku jeszcze dwukrotnie znalazł się na Starym Kontynencie. Z chwilą śmierci Wilbura zastąpił go na stanowisku prezesa The Wright Company. Orville był rekordzistą przelotu na trasie Dayton – Belmont Park. Rozwinął na niej rekordową szybkość 106 km/ h. Kiedy Europa zaczynała dostrzegać jakie korzyści może przynieść nowy wynalazek rodacy konstruktorów mieli opory. Ministerstwo Wojny znów nie potrafiło doszukać się zastosowania na większą skalę dla swoich potrzeb. Przeżył brata o trzydzieści sześć lat. Zmarł w Deyton 30 stycznia 1948 r.

 

Konrad RYDOŁOWSKI