Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Jean Mermoz - urodził się 9 grudnia 1901 r. Z chwilą uzyskania dyplomu pilota otrzymał przydział do lotnictwa wojskowego. Stacjonował ze swoją eskadrą w Syrii. Po skończonej I wojnie światowej podobnie jak wielu pilotów wojskowych został bezrobotnym. Nie chciał wiązać się z wojskiem. Po dłuższych poszukiwaniach znalazł pracę dla siebie w lotnictwie cywilnym. Znalazł zatrudnienie w Tuluzie dla Towarzystwa Lotniczego. Początkowo pracował jako mechanik przy konserwacji i naprawach silników w warsztatach Latecoére. Aby przejść dalej do montowani samolotów. Dzięki temu budowa jednego i drugiego nie stanowiła dla niego tajemnicy. Tak właśnie zdobyte doświadczenia miał wykorzystać w przyszłości. Prawie przez przypadek nie wyleciał z pracy. Kiedy uzyskał od szefa pilotów na samodzielny lot. Poleciał. Ale przy tej okazji dal pokaz akrobacji. Nie zdobył tym uznania. Szef miał do niego słabość, nakazał powtórzenie lotu tylko bez cyrkowych wygłupów. Wiedział, że to jego ostatnia szansa. Skorzystał z niej.

Od 1925 r. Jean rozpoczął pracę już jako pilot tego właśnie Towarzystwa Lotniczego w Hiszpanii. Latał jako powietrzny listonosz. Na pokładzie Breguet` a XIV woził pocztę. Obsługiwał połączenie Tuluza – Alicante, Alicante – Casablanca. Następnie przeszedł do lotów między Casablancą a Dakarem. Nowy odcinek nie należał do łatwych. Zdarzyło się, że przymusowo lądował na pustyni. Został wykupiony z niewoli jednego z afrykańskich plemion. Po dwóch latach pracy został przeniesiony do pracy na ziemi. Został szefem lotniska w Agadirze. Nie za bardzo odpowiadała mu praca na ziemi. Zdecydowanie lepiej czuł się w powietrzu. Gdy w Tuluzie zdecydowano otworzyć połączenie przez południowy Atlantyk jemu powierzono funkcję szefa pilotów nowo powstałej linii lotniczej. Tak się rozpoczęła jego praca z Aeropostale. Linia miała swoje biura po drugiej stronie oceanu w Rio de Janeiro.


1 marca 1928 r. swoim lotem zapoczątkował transport drogą powietrzną poczty z Ameryki Południowej przez Afrykę do Europy a w tej do Francji. Linię obsługiwał on sam wraz z kolegami. Pokonywali bez radia i podobnego zaplecza miesięcznie 10 000 km. Ryzykowali. Co więcej latali nocami. Do poznania warunków na trasie Mermoz wystartował w dniu drugiej połowie kwietnia. 16 kwietnia 1928 r. po północy ruszył na start z Rio aby tej samej nocy lądować w Santos. Następnego dnia kontynuował lot w ciągu dnia. Lądował w godzinach wieczornych w Montevideo. Po zatankowaniu paliwa i chwilowym odpoczynku leciał dalej. Czekało na niego nocne lądowanie w Buenos Aires. On i koledzy w swoich lotach obsługując tę linię korzystali z pięciu lotnisk. Czas dostarczenia poczty uległ bardzo znacznemu skróceniu. Korespondencja wysłana z jednego miasta do drugiego docierała od nadawcy do adresata w ciągu jednej albo dwóch dób. Gdyby płynęła statkiem, docierałaby po blisko tygodniu. Jean Mermoz w czasie tych długich lotów rzucił wyzwanie Andom. Pokonał samolotem wysokość 7 000 m. Na świadka swojego szaleńczego przelotu zabrał pasażera którym był prezes FAI. Ten miał bardzo poważne obiekcje co do możliwości wykonania tego czego się podjął się Francuz. Nie pozbył się tych kiedy silnik odmówił posłuszeństwa. Lądowali na pochyłej skalnej półce leżącej na wysokości 3000 m o wymiarach 300 m długiej i 6 m szerokiej. Jean własnym ciałem hamował samolot przed stoczeniem się w przepaść. Udało się. Wcześniej zdobyte umiejętności, które zdobył w Tuluzie okazały się przydatne. Naprawił i uruchomił silnik. Nie był to jedyny wypadek kiedy na podobnej wysokości lądował i zakasywał rękawy. Andy skapitulowały przed francuskim lotnikiem. Pokonał je. Otrzymał od rodaków do transportu poczty Proteza 25. Mógł nim mijać szczyty na wysokości 6 000 m.


14 1ipca 1929 r. poleciał nad szczytami ze swoim następcą. Inaugurował tym samym nową linię jedną z czterech powstałych w Ameryce Południowej. Teraz w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku mógł wrócić do ojczyzny. Wracał do Francji nie na pokładzie samolotu a statku. Razem z nim płynęła poczta. Rejs z Nasalu do Dakaru zajął 10 dni. Nie spodobało mu się to. Postanowił skrócić czas używając do tego wodnopłatowca. Tak się też stało. Ruszył do podboju Atlantyku. Ten niebawem uznał jego wyższość nad sobą. Stal się rekordzistą w pokonaniu oceanu. To jego zasługą stało się to, że od grudnia 1935 r. a przy tej okazji Europa korzystała z poczty lotniczej do Brazylii i z powrotem. Z dawał się być niepokonanym. Ocean jednak upomniał się o tego, który go pokonał.


7 grudnia 1936 r. wystartował do następnego już lotu nad południowym Atlantykiem. Po dwóch godzinach musiał wrócić. Awaria jednego ze śmigieł została usunięta. Raz jeszcze on i jego załoga pożegnała się z Dakarem. Kiedy według obliczeń czterosobowa załoga miała się znajdować 800 m od lądu radio odebrało ostatni meldunek z latającej łodzi. Radiotelegrafista powiadomił, że są zmuszeni wyłączyć prawy tylny silnik. Na tym skończyła się komunikacja z lądem. Prowadzone poszukiwania okazały się daremne. Jean Mermoz zginął śmiercią lotnika w 24 locie przez Atlantyk na pokładzie latającej łodzi 7 grudnia 1936 r. Razem z nim śmierć ponieśli II pilot Alexandre Pichodou, mechanik Jean Lavidalie, nawigator Henri Ezan i radiotelegrafista Edgar Cruveilher.


 

Oprac. Konrad Rydołowski