Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Guy Gibson Guy Gibson

 

Guy Gibson - urodził się 12 sierpnia 1918 r, Po skończeniu szkoły średniej wstąpił wojska. Wybrał służbę w RAF. Od najmłodszych lat chciał latać. RAF umożliwiał zrealizowanie tych chłopięcych marzeń. 17 kwietnia 1938 r. podporucznik Guy Gibson został zwolniony ze służby w RAF. Od tego dnia miał rozpocząć pracę zawodową. Oczywiście taką, która miałaby związek z lotnictwem. Gibson zadecydował, że zostanie pilotem doświadczalnym. Zbrojna interwencja Włochów pod rządami Mussoliniego w Albanii sprawiła, że armia nie miała zamiaru pozbywać się ludzi ze swoich szeregów. Guy musiał pozostać w wojsku. Służył w 83 dywizjonie bombowym.

 

Kiedy Wielka Brytania wypowiedziała wojnę hitlerowskim Niemcom razem ze swoją jednostką ruszył na front. Latał bojowo. Początkowo zasypywał linie wroga ulotkami aby na koniec minować porty niemieckiej marynarki wojennej. W październiku 1940 r. otrzymał przydział do nocnych myśliwców. Kapitanowi Gibsonowi powierzono dowodzenie eskadrą. Rok później w lutym 1941 r. odniósł swoje pierwsze zwycięstwo. Nocą zestrzelił bombowca Luftwaffe. Tego samego roku awansował do stopnia majora. Nie był zwolennikiem powietrznych pościgów za wrogiem. Szukał okazji aby wrócić do załóg bombowych. Wykorzystał okazję po następnym awansie. Przeszedł do dywizjonu bombowego. Razem z nim uczestniczył w nalotach na cele w Niemczech i Włoszech.

 

Po trzech miesiącach 1943 r. służby w wieku 25 lat ze 173 lotami bojowymi otrzymał polecenie… napisania podręcznika dla kadry oficerskiej lotnictwa bombowego. Jednocześnie został przeniesiony z 106 dywizjonu bombowego do 5 Grupy Bombowej. Polecenie i zmiana była dla niego była bardzo dużym zaskoczeniem. Jeszcze większym był rozkaz od dowódcy Grupy. Miał zebrać w krótkim czasie najlepszych pilotów bombowych z RAF. Przeszkolić i w lotach nocnych na bardzo niskiej wysokości. Z tak dobranych przez siebie ludzi sformować nowy dywizjon. Rozkaz wykonał. Miał dla siebie 700 ludzi. Teraz pozostawało ich przeszkolić. Zabrał się energicznie do pracy. Tak powstał „Dywizjon X”. Otrzymał numer 617 i taktyczne oznaczenie literowe – A.

 

Kiedy dywizjon został sformowany jego dowódca, którym został Guy Gibson poznał czego spodziewają się od niego przełożeni. Chcieli unieruchomić produkcję dla potrzeb wojska Zagłębia Ruhry. Miały to zrobić bombowce z 617 Dywizjonu atakując tamy i zapory wodne w Möhne, Eder i Sorpe. Dlaczego zrezygnowano z użycia większej liczby ludzi i samolotów. Postanowiono działać przez zaskoczenie. Niemcy byli już przyzwyczajeni do zmasowanych nalotów z zaangażowaniem dużej ilości maszyn. Poza tym nie udało się przed nimi za bardzo ukryć wykorzystanych bombowców. Nocny nalot przy niskim pułapie miał stanowić zaskoczenie i ochronić przed większym atakiem myśliwców wroga.

 

Tego niebezpiecznego, oryginalnego zadania mieli się podjąć ludzie Gibsona. Otrzymali do swojej dyspozycji odpowiednio przygotowane Lancastery. Te zabierały do swojego wnętrza tylko jedną specjalnie przygotowaną do tego zadania oryginalną bombę. Oryginalność polegała na tym, że była bombą skaczącą o wadze blisko 4 000 kg. Miała kształt cylindra. Była przeznaczona tylko do zwalczania tylko jednego celu jakim są tamy i zapory wodne. Bombowce miały osiągnąć cel na wysokości 20 m od lustra wody przy szybkości własnej 370 km na godzinę. W odległości 400 m od celu otworzyć drzwi bombowe. Ta odbijając się od wody dotrzeć do tamy. Zanurzyć się w niej i eksplodować na głębokości 10 metrów przebijając konstrukcję.

 

Przygotowania do wykonania rozpoczęło 21 załóg. Ćwiczyli nocą. 15 marca były gotowe do wykonania rozkazu. 16 maja 1943 r. poznali co będzie obiektem nalotu. Wieczorem pokołowali na start. 19 samolotów utworzyło pięć grup. Szósta złożona z Mosquitów poleciała na Berlin. Odwracała uwagę od głównego celu bombardowania.

 

Lecieli nisko nad wodą i ziemią. Chcieli uniknąć spotkania z nocnymi myśliwcami. Mieli nadzieję, że nie dostrzeże ich radar. Na miejscu przeznaczenia mimo silnego ognia z ziemi zafiksowało się 15 maszyn. Gibson atakował pierwszy Möhne. Tama nie ustępowała. Piątej udało się w niej zrobić dziurę. W tym czasie podobny los spotkał zapory w Sorpe i Eder. Pod wodą znalazły się tereny w pobliżu i oddalone od zamierzonego celu. Statystyka zniszczeń obejmowała 120 zakładów przemysłowych (uszkodzonych bądź zniszczonych), 20 uszkodzonych a zerwanych 26 mostów. Zginęło wielu ludzi (miejscowych i cudzoziemców).

Sami Niemcy przyznają, że gdyby Anglicy użyli przeciwko tamie w Sorpe liczniejszej formacji to ich kłopoty byłyby o wiele poważniejsze. Naprawa uszkodzeń zajęła pół roku i jeden miesiąc dłużej.

 

RAF a latający w nim Dywizjon 617 w czasie tego nalotu stracił 54 załogi i 8 samolotów. Tylko 3 załogi uratowały się skokiem na spadochronie. Gibson ze swoimi z nalotu wyszedł cało. Został wysłany do Stanów Zjednoczonych. Po powrocie do Europy wrócił do latania bojowego. Przerwę w lotach wykorzystywał na spisywanie wspomnień z marcowego nalotu. Powstała z tego książka „Przed nami nieprzyjacielski brzeg”. Nie doczekał – nie dożył końca wojny. Nie wrócił z lotu bojowego nad Niemcy. Poleciała z wyprawą bombową na cel którym było Monachium. Zginął śmiercią lotnika 19 września 1944 r. Po wojnie książka stała się inspiracją do nakręcenia filmu pod tytułem: „Nocny nalot”.

 

 

Oprac. Konrad Rydołowski