Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


doliittlle

fot. archiwum

 

James Doolittle urodził się 14 grudnia 1896 r. w Stanach Zjednoczonych (Kalifornia). Dzieciństwo z rodzicami częściowo spędził na Alasce. W rodzinne strony wrócił w 1906 r. W czasie I wojny światowej studiował w Berkeley. Po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny po stronie aliantów w 1917 r. wstąpił do US Army Signal Corps Reserve. W dniach 4 i 5 września 1922 r. po raz pierwszy w swojej ojczyźnie przeleciał dystans z Florydy do Kalifornii. Odległość, którą pokonał dawała mu palmę pierwszeństwa w lotach transkontynentalnych nad Stanami Zjednoczonymi. 4460,8 km miedzy Pablo Beach a Eockwell Field przebył w czasie 21 godzin 20 minut.

 

Rok po tym wyczynie rozpoczął studia techniczne w Massachusetts Institute of Technology. Zakończył w następnym uzyskując magisterium. W 1925 r. w murach tej uczelni odebrał stopień naukowy doktora. Nie zamierzał jednak poświęcić się pracy naukowej. W dniach 6 -14 sierpnia zasiadł w kabinie samolotu jako pilot. Podobnie jak za pierwszym razem pilotował konstrukcję De Haviland`a. Wtedy był to D.H. 4B a teraz D.H. 41 Pokonał trasę Dayton – San Diego – Dayton.

 

Z mundurem wojskowym pożegnał się w połowie lutego 1930 r. Przeszedł do rezerwy w stopniu majora. Nie rozstał się z lotnictwem. W latach 1931 – 1932 startował w wyścigach lotniczych. Wylatał nagrody Bendig Trophy i Thompson Trophy. Startował w nich na bardzo oryginalnej konstrukcji braci Granville. Ta znana jest w historii światowego lotnictwa jako Gee – Bee R. 1

 

Po dziesięciu latach znów założył mundur. Gdy stało się jasne, że wojna światowa która zalewa Europę przeniesie się za ocean. Ameryka nie będzie bierna. Politycy i wojskowi szukali niezbędnych ludzi mających odpowiednie doświadczenie, które można wykorzystać w czasie działań bojowych. Między nimi byli specjaliści do tej pory będący w rezerwie. Skorzystano z nich. Wśród nich był James Doolittle.

 

W styczniu 1942 r. a więc po grudniowym ataku Japonii na Stany Zjednoczone powstał projekt odwetowego nalotu na cele w Japonii. O ile atak był przeprowadzony z lotniskowców, które stanęły blisko celu to. To podobne jednostki ze strony amerykańskiej nie za bardzo mogły pozwolić na podobny manewr. Między innymi dlatego, że bazujące na ich pokładzie samoloty miały za mały zasięg. Aby ten był odpowiednio zwiększony do potrzeb flota z nimi musiała podpłynąć prawie pod wybrzeże przeciwnika. Tego sztabowcy nie mogli zaakceptować. Na gwałt szukano rozwiązań. Gdy już znaleziono odpowiednie bombowce, które mogłyby zaatakować pojawił się problem lotnisk. Były samoloty tylko skąd miałyby startować. Marynarze nie chcieli stracić swoich okrętów aby lotnicy wykonali swoje zadanie. Wiadomo jednak czym w wojsku jest rozkaz. Pomysłodawcą uderzenia bombowcami używanymi do nalotów na lądzie przy użyciu lotniskowca okazał się komandor F.S Low. Komandor zaproponował następujące rozwiązanie. Cel jest atakowany przy użyciu B – 25. Maszyny startują z pokładu lotniskowca atakują wybrane cele na japońskich wyspach i… wracają. Wracają lądując na stałym lądzie w Chinach. Rzecz jasna na tych lotniskach w wyzwolonej części. Sztabowcy zatwierdzili plan. Pozostało wyszukać pilotów i wyznaczyć ich dowódcę.

 

Znaleźli się ludzie. Wybrano 24 załogi. Na ich czele stanął nie kto inny a właśnie James Doolittle. Rozpoczęły się loty treningowe. Nie były one łatwe. Lotnisko Engling Field na Florydzie stało się jednym z najbardziej strzeżonych obiektów wojskowych. To na nim wybrańcy ćwiczyli swoje umiejętności. Gdy było wszystko gotowe…

2 kwietnia 1942 r. lotniskowiec USS „Hornet” i eskorta wybrali kotwice. Zespól wychodził w niezwykły rejs. Początkowo płynęli niezauważeni, do czasu. Po dziesięciu dniach żeglugi zauważyli ich Japończycy. Dowódca misji ze strony US Navy obawiając się ataku bombowego albo torpedowego i przez to utraty swoich okrętów nadał rozkaz o wykonaniu ataku. Lotniskowiec zajmował dogodną pozycję dla startu dziesiątki North American „Mitchell” w stronę Tokio, dwóch na Jokohamę, trzech na Kobe i pojedynczego na Jakosuka.

 

Posunięcie Halseya nie było szczęśliwe dla załóg bombowców. Samoloty pojawiły się nad celem w południe. Powrót wypadał z nad tego wypadał w godzinach nocnych. Co w takiej sytuacji postanowiono zrobić. Można było przerwać ciszę radiową. Tego jednak Amerykanie nie uczynili. Wracające załogi na resztkach paliwa zostały zmuszone do wodowania na wodach przybrzeżnych Chin. Co pewne ratując swoje życie ratowały się skokiem na spadochronie. Jednej udało się dociągnąć do Związku Radzieckiego szczęśliwie lądując i wywołując zaciekawienie we Władywostoku.

 

Doolittle za tę akcję nie tylko dostał medal ale awansował do stopnia generała. Była to cena, którą zapłaciło tylko czy aż dziewięć załóg. Niemniej jednak został osiągnięty efekt psychologiczny. Japończycy zdali sobie sprawę, że nie są bezpieczni na swoich wyspach. Amerykanie mogą ich atakować.

Generał Doolittle objął dowodzenie4 Skrzydłem Bombowym, 12 Armią Lotniczą, XII Bomber Command aby 6 stycznia 1944 r. przejąć dowodzenie 8 Armii Lotniczej w Europie. Jesienią 1945 r. trzeci raz w swoim bogatym we wrażenia życiu przeszedł do rezerwy. Od 1946 r. rozpoczął prezesurę w Stell Oil Company. Pracował w wielu instytucjach lotniczych cywilnych i wojskowych. Był członkiem Naukowego Komitetu Doradczego USAF. Pracował czas jakiś w NASA. W 1954 r. Międzynarodowa Federacja Lotnicza za osiągnięcia w lotnictwie cywilnym przyznała mu Wielki Złoty Medal. Zmarł w rodzinnej Kalifornii, 27 września 1993 r.

 

Konrad RYDOŁOWSKI