Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

HOBBY

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Leonid Teliga - urodził się 28 maja 1917 r. w Wiaźmie. Ale dzieciństwo i młodość spędził na Mazowszu w Grodzisku Mazowieckim. Służbę wojskową odbył w piechocie. Razem z nią wyruszył na wojnę. W czasie kampanii wrześniowej został ranny. Po agresji radzieckiej na Polskę znalazł się na terenach okupowanych przez Związek Radziecki. Pływał jako rybka po Morzu Czarnym. Chwili agresji Niemiec na ZSRR ewakuował ludność i wojsko z Krymu.

W 1942 r. zgłosił się do formowanej Armii Polskiej. Aby z nią przejść do Wielkiej Brytanii. Mając za sobą przeszkolenie żeglarskie, trafił do lotnictwa. Po przeszkoleniu w Kanadzie zaczął loty jako strzelec pokładowy w polskim dywizjonie bombowym. Dwa lata po skończeniu wojny wrócił do kraju. Imał się różnych zawodów. W wolnych chwilach dorabiał jako instruktor żeglarstwa. Po przeprowadzce do Gdyni z Warszawy, zajął się rybołówstwem. Nie rezygnował z pływania. Woda była jego żywiołem. Jako dziennikarz z naszymi rybakami docierał na Daleki Wschód. Od wczesnego dzieciństwa zamierzał opłynąć kulę ziemską. Teraz miał zrealizować swoje plany. Skorzystał ze swoich oszczędności. Zbudował do tego celu jacht. Dzielnie w tym sekundował mu inżynier Tumiłowicz. Jednostka zaprojektowana i zbudowana przez Teligę była prawie czymś nowym. Ale także samo stanowiła kontynuację myśli technicznej czasów przedwojennych. Jedynym bardzo poważnym mankamentem był brak radiostacji pokładowej. Jak to w życiu bywa, nie brakowało chętnych do sponsorowania. Ale większość finansów i prac spoczywała na barkach Teligi.

Swój wielki rejs rozpoczął 25 stycznia 1967 r. od Casablanki. Do niej dopłynął na pokładzie m/s Słupsk. Razem z nim przypłynął jacht „Opty” („Opty” jak optymizm jego armatora). Trasa wiodła z Casablanki na zachód. Na wejściu do Kanału Panamskiego doszło do przykrego incydentu. Amerykanie nie mieli ochoty go przepuścić. Interweniowała polska ambasada w Waszyngtonie,. Tak samo czynili koledzy ze światowej prasy. To spowodowało, że Teliga zmienił trasę rejsu. Wszystko przemawiało, że napotka podobne trudności w Australii. Nie za bardzo się mylił. Odstał co swoje na Fidżi. Zezwolenie mówiło jednoznacznie, że może zawinąć do portu "tylko w celu niezbędnych napraw i zaopatrzenia". Wyprawa nie trwała krotko. Powody dla wielu dzisiaj mogą się wydać banalne. Były to niezbędne naprawy jakich dokonywał samotnik w czasie rejsu. Nie za bardzo mógł liczyć na pomoc z kraju., Tak samo gdy chodzi o innych. W tamtych dniach, samotne rejsy należały do rzadkości . Nie można też było myśleć o odpowiedniej reklamie. Mimo to był witany uroczyście. W wielu portach mianowano honorowym członkiem wszystkich jachtklubów. Ostatni etap swojej wielkiej przygody postanowił, że odbędzie jednym skokiem. Można przypuszczać, że w ten sposób chciał pokonać trawiącą organizm chorobę nowotworową. Postanowił, że z Fidżi do Dakaru nie zawinie do żadnego z portów. Uprzedził o tym odpowiednio wcześnie, że na wiele miesięcy urwie się z nim kontakt. Wypłynął z Fidżi 29 lipca 1968 r. i… przepadł. Tylko nieliczni widzieli w bezmiarze wielkiej wody jacht z polską banderą. Dopiero na wysokości Kapsztadu nastąpiło przypadkowe spotkanie z inną jednostką. Do Kapsztadu nie mógł zwinąć ze względów typowo politycznych. Wtedy to dowiedział się, że jest poszukiwany. A świat z zainteresowaniem śledzi jego zmagania. Trasa tego milczącego etapu zabrała Telidze 165 dni żeglugi. Został rekordzistą czasu trwania nieprzerwanej samotnej żeglugi przez ocean. Dniem 5 kwietnia 1969 r. na Wyspach Kanaryjskich przeciął swój kurs. Kurs którym w lutym 1967 r. zdążał z do Barbadosu. Okrążenie kuli ziemskiej zajęło Polakowi 2 lata i 2 miesiące. Rejs zakończył tam gdzie zaczął w Casablance. Było to 30 kwietnia 1969 r. Do kraju wrócił na pokładzie samolotu. W Warszawie czekała karetka pogotowia. Mimo wysiłków lekarzy, zmarł 21 maja 1970 r.


Oprac. Konrad Rydołowski