Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

HOBBY

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Ludwik Idzikowski Ludwik Idzikowski

Ludwik Idzikowski
- urodził się w Warszawie 24 sierpnia 1891 r. Maturę zdał w 1912 r. w Rosji. Studiował w Belgii. Podczas I wojny światowej został zmobilizowany do armii rosyjskiej. Z jej szeregów otrzymał skierowanie do lotnictwa. W 1916 r. po ukończeniu szkoły pilotów został przydzielony do eskadry z którą ruszył na front. Dwa lata później wrócił do Warszawy. Rozpoczął służbą w Wojsku Polskim.

W czasie wojny polsko – radzieckiej znalazł się w szeregach obrońców jako pilot. Walczył bojowo w obronie polskości Lwowa. Po skończonej wonie został przeniesiony do Grudziądza. W szkole pilotów był instruktorem, dowódcą eskadry i zastępcą szefa pilotażu. Kilka miesięcy pełnił służbę w Departamencie Lotnictwa Ministerstwa Spraw Wojskowych. Od papierkowej roboty powrócił do latania w pułku, który stacjonował w syrenim grodzie. W kwietniu 1926 r. Idzikowski został przydzielony do Polskiej Misji Wojskowej Zakupów we Francji. Oblatywał zakupione przez Polskę samoloty. Wtedy zrodził pomysł pokonania oceanu. Chciał polecieć nad Atlantyk inaczej niż poprzednicy. Chciał go pokonać w locie na zachód. Do tej pory próby takie nie powiodły się. Nikt nie leciał pod wiatr. Niestety nie znalazł zwolenników dla swojego pomysłu. Więc wszystko co możliwe robił sam. Między innymi wypożyczył od Francuzów samolot z ich nawigatorem. Na skutek jednak zainteresowania dziennikarzy z prasy, polskie władze wykazały ożywienie. W tym celu wybrano i zakupiono odpowiedni samolot. Wybór padł na Amiot - 123 (przerobiony wersja bombowiec). Do lotu wyznaczono Idzikowskiego i wybrano nawigatora. Został nim Kazimierza Kubala.

Do pierwszego startu rodacy pokołowali 3 sierpnia 1928 r. z lotniska pod Paryżem. Po przeleceniu ok. 3200 km załoga zauważyła spadający poziom oleju. Zdecydowali się na powrót. Idzikowski podjął decyzję o wodowaniu w pobliżu płynącego statku. Tak też uczynił. Wodowali ok. 70 km od brzegu Hiszpanii. Marynarze uratowali załogę. Podjęli samolot. Ten uległ uszkodzeniu. Rok później powtórnie kołowali na start. W tym celu ze składek Polonii amerykańskiej zakupiono drugi egzemplarz samolotu.

Do ponownego lotu wystartowali 13 lipca 1929 r. z lotniska Le Bourget. Po przeleceniu 2140 km silnik samolotu zaczął zmniejszać obroty. Załoga stanęła przed problemem. Lecieć czy lądować. Wybrali, że nie będą kusili losu. Lucek jako dowódca dokonał wyboru miejsca. Niestety w pobliżu nie było zbawczego statku. Postanowił siadać na jednej z wysepek Azorów. Z powodu nieregularnej pracy silnika zdecydował jednak lądować jeszcze bliżej lądu. Znalazł do tego celu wyspę Graciosa. Podczas awaryjnego lądowania na polu samolot wpadł na niewidoczne (zapadał zmrok) z powietrza kamienne ogrodzenie. Maszyna skapotowała i spłonęła. Spłonęła, ktoś chciał poświecić zapałką. Z rozbitego zbiornika wyciekało paliwo. W katastrofie poniósł śmierć pilot. Nawigator odniósł rany. Zwłoki lotnika wróciły do Polski na pokładzie ORP „Iskra”. Spoczęły na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.


Oprac. Konrad Rydołowski