Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Szczęście sprzyja...odważnym

St. szer. Tomasz Juźkiewicz – w kraju służy w 16 batalionie powietrznodesantowym, na 3 kompanii szturmowej. Jego stanowisko to celowniczy. Z wojskiem jest związany od 5 lat.
Pochodzi z Jaworzna. Piąta zmiana w Afganistanie jest jego 4 misją. Zaczął od dwóch zmian w Bośni i Hercegowinie EUFOR, później druga zmiana w Afganistanie. Na misji służy w 3 plutonie na 1 kompanii zmotoryzowanej. Etat misyjny - celowniczy, tzw. „gunner”.


St. szer. Tomasz Juźkiewicz - fot. www.isaf.wp.mil.pl

- Jakie masz tutaj zadanie?

Jestem celowniczym „peka”[karabin maszynowy], czyli „gunnerem”. Siedzę w wieży – „ganerce” na szczycie wozu i ubezpieczam swój sektor.

- Co skłoniło cię do wyjazdu na misję?

Chyba mogę powiedzieć, że powołanie, które wiąże się z tym, że jestem żołnierzem. Od samego początku liczyłem się z tym, że jak zostanę spadochroniarzem to takie wyjazdy będą częste.

- Jak rodzina zareagowała na twoją decyzje o wyjeździe?

Chyba jak u większości chłopaków. Nikt z rodziny nie cieszył się, że jadę. W końcu nikt tu nie przyjechał na wakacje! Moja narzeczona powiedziała, że mam wrócić cały i zdrowy...wiec cóż! tak też musze zrobić.
Ale reakcja znajomych była różna. Wielu z nich dziwiło się po co my tam jedziemy? Po co jadą tam Polacy?

- A Ty po co tu jesteś?

Jesteśmy tu między innymi, żeby walczyć z terroryzmem. Tak z kolegami uważamy. Lepiej walczyć z terroryzmem na obcym terenie niż u nas w kraju. Na tak zadane pytanie od kolegów z cywila odpowiadam też pytaniem: Co byś powiedział jak np. za rok w  Warszawie zginęłoby kilkaset ludzi w zamachu i okazałoby się, że byli to wyszkoleni bojownicy z Afganistanu. Wtedy już nikt nic nie mówi...


- Jak oceniasz ten prawie dwumiesięczny pobyt w Afganistanie?

W Afganistanie jestem już po raz drugi, ale poprzednio byłem o innej porze roku i w innym rejonie, w górach w bazach  Wazi Khwa i Kushamond. Zimą Afganistan jest trochę ospały, bo warunki atmosferyczne są  dużym utrudnieniem. I też warunki bytowe w bazach były trudne do przetrwania. Moja pierwsza misja tutaj trwał 8 miesięcy, pod tym względem było ciężko.
Pomimo, że to jeden kraj to widzę dużą różnicę między obydwiema zmianami. Przede wszystkim duże zróżnicowanie terenu: tu jest miasto, a tam były góry. Tam pod względem warunków było ciężko, a tu jest całkiem znośnie, ale jeżeli chodzi o stopień niebezpieczeństwa to jest zdecydowanie bardziej niebezpiecznie. Wpływ na to ma pora roku. Nie ma co ukrywać.

- Boisz się czegoś?

Każdy człowiek się boi. Ja też. Najczęściej o zdrowie swoje i kolegów. Tutaj  w plutonie jesteśmy jak rodzina. Długo już współpracujemy ze sobą. Większość kolegów była na drugiej zmianie. Pluton trzeci jest plutonem weteranów!...

- Jak zareagowałeś, gdy miałeś swój pierwszy ostrzał?


Na poprzedniej zmianie w Kushamond wstrzelili się w bazę. Wtedy to nikt nie zastanawiał się co robić. Ogłoszony alarm i do schronu. Jest obawa, stres...ale nie ma paniki. W naszym gronie w takich ekstremalnych sytuacjach działa się jak automat. Jednak kilka lat razem robi swoje. Nie ma czegoś takiego, że ktoś nie wie co robić.

- Wierzysz w żołnierskie szczęście?

Wierzę...trzeba wierzyć. Na chwilę obecną jeszcze nie mieliśmy poważniejszych ostrzałów. Wszyscy mówią, że jesteśmy szczęściarzami (uśmiecha się). Dużo jeździmy. W sumie codziennie, a czasami nawet dwa razy dziennie.  Mieliśmy już kilka takich akcji, że bezogniowo i bez żadnego szwanku wyszliśmy z opresji...nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że było jakieś zagrożenia. Raz koledzy nie mogli uwierzyć, jak wjechaliśmy do wioski, która uchodziła za niebezpieczną. A my wjechaliśmy i bez żadnego kontaktu. Im to się nigdy nie udało. Nie wierzyli, że mamy tyle szczęścia.... i to już kolejny raz... wszyscy w plutonie uważają, że ktoś nad nami czuwa...

- Pamiętasz swój pierwszy patrol?

Tak. To był dla mnie szok. Przed wyjazdem uczono nas, żeby zwracać uwagę na usypane z kamieni kopczyki, bo tak miedzy innymi talibowie oznaczają miejsce „ajdika” (Improwizowane Urządzenie Wybuchowe). I jak wyjechaliśmy na drogę to okazało się, że takich kopczyków z kamieni jest sporo, co nie oznaczało, że wszystkie to zagrożenie. Ale człowiek wtedy inaczej myśli. Zwłaszcza, że „gunner” widzi wszystko, jest na szczycie pojazdu, a nie we wnętrz. I dodatkowo na poprzedniej zmianie jeździłem na pierwszym pojeździe. Zaliczyłem w sumie 90 konwojów jadąc jako pierwszy. Teraz saperzy jeżdżą pierwsi. A jeżeli jedziemy bez saperów to ja jestem na czole.

- Co to znaczy zgrany pluton?


Po pierwsze zaufanie, a po drugie dobra wzajemna znajomość. Długo się znamy, razem się szkolimy i razem służymy. Większość plutonu tutaj to jest skład z macierzystej kompanii 3-ej z kraju. U nas w plutonie często się spotykamy poza pracą. Pomimo, że jesteśmy porozrzucani po Polsce zawsze znajdzie się taki weekend kiedy się spotkamy wspólnie z dziewczynami, żonami. One tez się spotykają i wspierają jak nas nie ma.

- Czy często używasz broni?


Jadąc jako pierwszy to dość często. Jako patrol nie możemy się zatrzymać przypadkowo. Czasami muszę oddać strzały ostrzegawcze. Bo na przykład jedziemy kolumną i widzę z naprzeciwka, że ktoś jedzie i nie reaguje na moje sygnały. I ja nie wiem kto to jest i jaki ma zamiar. Pomimo, że na wozach mamy umieszczone takie tablice informujące lokalną ludność jak mają zachowywać się w ruchu drogowym w stosunku od jadącego patrolu, to niektórzy nie reagują i ryzykują, ale nigdy nie jesteś pewny dlaczego.

- Jakie palny na najbliższy czas?

Najpierw ślub w przyszłym roku. Później wizja ósmej zmiany i to przeraża moją narzeczoną...

Rozmawiała: kpt. Katarzyna Szal
MON