Max_Immelmann_and_his_dog_Tyras._Note_Immelmanns_many_decorations Max Immelmann ze swoim psem Tyrasem

 

Max Immelman urodził się w Niemczech w Dreźnie 21 września 1890 r. Od dziecięcych lat marzył o karierze w wojsku. Chłopięce marzenia udało się spełnić po skończeniu nauki w szkole średniej. W 1905 r. został kadetem w armii saksońskiej. Po sześciu latach służby w jej szeregach otrzymał przydział do pułku kolejowego. Stacjonował z nim w Berlinie. Rok później odszedł z wojska na własną prośbę. Rozpoczął cywilne studia w Dreźnie. Był studentem wydziału budowy maszyn Wyższej Szkoły Technicznej.

 

Do wojska wrócił z chwilą wybuchu I wojny światowej. Wrócił aby służyć w swoim pułku. Ale już nie zajmował się pociągami. Został przesunięty do piechoty. Pewnie zostałby w niej dłużej gdyby nie to, że lotnictwo które rozwijało się bardzo dynamicznie, poszukiwało odpowiednich dla siebie ludzi. Ludzie ci powinni legitymować się wykształceniem technicznym. Max był właściwym człowiekiem, we właściwym czasie i miejscu. Nie przespał okazji.

 

12 listopada 1914 r. uczeń-pilot Max Immelman rozpoczął swoją karierę w lotnictwie Niemiec. Czy był pojętnym uczniem? Odbył blisko 50 lotów w towarzystwie instruktora. Rok później, 31 stycznia wystartował samodzielnie. Od drugiej połowy kwietnia latał już jako pilot bojowy. Początkowo był pilotem współpracującym z artylerią. Następnie wykonywał loty w powietrznym zwiadzie. 3 i 4 czerwca 1915 r. zestrzelił pierwszy samolot przeciwnika. W końcu miesiąca został odznaczony Krzyżem Żelaznym I klasy.

 

 

Max_Immelmann_Fokker_EI

Max w swoim Fokkerze

 

Przełożeni nie ograniczyli się tylko do odznaczenia go. Max trafił do nowej jednostki bojowej. Tam również dał się poznać jako doskonały pilot i strzelec. W czasie lotów szukał nowych skutecznych sposób do zniszczenia wroga. Nie zdobywał za to pochwał. Przełożeni wiedzieli czym mogą się zakończyć takie eksperymenty. Trenował swoje manewry na samolotach kolegów. Ale dzięki temu wypracował wiele nowych manewrów i zwrotów niezbędnych w czasie prowadzenia walki powietrznej. Mając swobodę w prowadzeniu własnej maszyny atakował z różnych, nawet zdawać się mogło niemożliwych pozycji.

 

7 września 1915 r. dostał się na celowniki pilotów RAF. Zdać się mogło, że nie ma szans na to, że wyjdzie cało. Jednak to, co wypróbował na kolegach zastosował teraz wobec licznego przeciwnika. Będąc w położeniu plecowym ściął celną serią prowadzącego Anglika. Ten ciągnąc w śmiertelnym korkociągu do ziemi zahaczył inną własna. Po chwili już RAF został pozbawiony dwóch maszyn. Cztery, które zostały, odleciały, ich załogi nie miały zamiaru powiększać zwycięskiej listy Niemca.

 

Royal_Aircraft_Factory_FE2b_profile

B.E.2

 

26 października tego roku zuchwały pilot myśliwski miał już ponad pięć zwycięstw w większości nad brytyjskim B.E.2. Dlaczego akurat nad nim? Dlatego, że ten w przypadku spotkania z Fokkerem Niemca stawał się bezbronny. Powodem było usytuowanie w jednym i drugim stanowiska strzeleckiego. 16 maja 1916 r. odnotował na swoim koncie piętnaste zwycięstwo. Młodszym nie szczędził rad, że błędem bywa podjęcie walki czy też nie zawsze należy atakować, gdy przeciwnik znajduje się w położeniu które jest dla niego niekorzystnym. Co więcej samemu nie ryzykować walki gdy się jest w pozycji dla siebie niedogodnej. Trzeba doprowadzić do przejęcia inicjatywy w swoje ręce. Czyli wejść na wyższy pułap, dokonać szybkiego zwrotu i… nagłym atakiem ruszyć na wroga.

 

Za sprawą swoich umiejętności pozwalał sobie w powietrzu na duży luz. To znów spotykało się z naganą ze strony przełożonych. Kto jednak odważyłby się wystąpić ze słowami krytyki tego, który otrzymał szczególne odznaczenie „Pour le Mérite” („Za Zasługi”, najwyższy pruski i niemiecki order wojskowy do 1918 roku oraz wysokie odznaczenie cywilne do chwili obecnej) i miał niezwykle celne oko. Do czasu swojej śmierci Max Immelmann uzyskał 17 zwycięstw powietrznych. Max czuł się na tyle swobodnie, że zostawiał w powietrzu kolegów z grupy. Wybierał się na samotne polowania. To stało się przyczyną jego zguby. 18 czerwca 1916 r. w trakcie lotu nad Francją, bliżej w okolicach Lans na swojej drodze spotkał brytyjskie zgrupowanie sześciu myśliwców na F.E. 2 b. Mając doświadczenie, jak mu się zdawało, z podobnie licznym przeciwnikiem nie zawahał się przed atakiem. Starał się zastosować system walki taki, jaki wpajał własnej latającej młodzieży. Daremnie. Brytyjczycy okazali się lepsi. Szczególnie skuteczna okazała się załoga w składzie podporucznik G.R. McCubbin i kapral J.H. Waller. Kiedy to Max już był pewien, że uda się umknąć dostał się im na celownik. Tych dwóch z 25. Dywizjonu Royal Flying Corps nie chybiło. Pilotowali nad wyraz dobrze. Co więcej mieli dobre oko i strzelali celnie. Max Immelmann nie wrócił tego dnia z bojowego lotu.

 

 

Oprac. Konrad Rydołowski

Fot. wikipedia.org