Pewna staruszka regularnie latała samolotem LOT-u z USA do Polski i z powrotem.
Podczas kolejnego lotu, w połowie drogi do Polski staruszka wzywa stewardesę i pyta:
- Proszę spytać w ładowni o mojego jamnika. Jedzie ze mną do Polski.
Kiedy stewardesa spytała w ładowni o psa, steward zamarł z przerażenia:
- Pamiętam, było tekturowe pudło z napisem "jamnik", ale przez nieuwagę zostało na lotnisku!
Stewardesa idzie do pilota i mówi:
- To nasza stała klientka, stracimy ją przez tego psa.
- Mam pomysł - mówi pilot. - Połączę się z Okęciem i niech kupią staruszce jakiegoś jamnika. Ona na pewno nie zauważy różnicy.
Po wylądowaniu samolotu na Okęciu stewardesa wręcza staruszce jamnika i mówi:
- Oddaję pieska. Wygląda na to, że dobrze zniósł podróż.
- Przecież to nie mój jamnik! - dziwi się staruszka. - Mój był nieżywy i wiozłam go w pudełku, żeby pochować go w kraju jego przodków.