w_miguHistoria choroby Jacka Matysiaka poruszyła wiele serc. Mamy nadzieję, że i Wy, miłośnicy lotnictwa, piloci, ludzie w różny sposób z lotnictwem związani, nie zawiedziecie. Historia, którą poniżej przestawiamy, jest prawdziwa, ale happy endem może zakończyć się dzięki Waszej pomocy, dzięki naszym wspólnym staraniom. W walkę Jacka jak jeden mąż włączyły się solidarnie wszystkie portale lotnicze. Poniższa mała historia zakończona jest wielką prośbą o pomoc...
Jacek "Rekin" Matysiak latał niegdyś na MiGach-29, to m.in. on czuwał nad bezpieczeństwem naszego kraju. Dziś NFZ odmówiło pomocy na dalszą rehabilitację... My nie pozostaniemy obojętni.
***
Całkiem niedawno, w 2004 roku, jako kapitan sił powietrznych, dowódca klucza lotniczego i pilot samolotu myśliwskiego MiG-21, a później MiG-29 w 41 eskadrze lotnictwa taktycznego w Malborku, siedząc sobie w domu w fotelu, oglądałem program telewizyjny, w którym pokazywali karatekę. Człowiek w sile wieku, wysportowany, silny i sprytny - zachorował na stwardnienie rozsiane. W kilka miesięcy "zwinęło" go do wózka inwalidzkiego. Pokazywali ile trzeba poświęcenia, miłości, pieniędzy, czasu i cierpliwości rodziny żeby się nim zajmować, pielęgnować i rehabilitować. Pomyślałem wtedy - ale ... zmarnowane życie - no bo kto w takiej sytuacji by tak nie pomyślał.
w_migu_2
W MiGu-29 jeszcze przed chorobą - fot. archiwum rodzinne
Minęło kilka lat. Przyszedł rok 2007. ... I ja - pilot myśliwskich samolotów naddźwiękowych - zaczynam odczuwać coś czego nie bardzo rozumiem. Zacząłem miewać okresowo spowolnione ruchy itp. Przecież co roku mnie badają w WIML - pomyślałem, więc chyba wszystko jest OK - nic mnie nie boli. Z czasem różne dziwne objawy zaczynają się nasilać, przede wszystkim odrętwienia i niedowłady prawej nogi i ręki.  Myślałem sobie, że to wina przeciążeń, niedotlenienia, latania na myśliwcach, pewnie kręgosłup dostaje w przysłowiową kość i dlatego takie odczucia, itd. Mija znów jakiś czas i pewnego dnia moja podświadomość zaczęła mówić - "zrezygnuj bo możesz zrobić krzywdę sobie lub komuś".  Trwało to jakiś czas i nadszedł taki moment, że musiałem zadecydować o odejściu z lotnictwa z przyczyny, o której na tamtą chwilę nie miałem pojęcia. Zdawałem sobie sprawę, że coś jest nie tak, ale nie wiedziałem co.

Przyszedł 13 lipca 2007 roku do tego piątek. Nie mając pojęcia o chorobie złożyłem wypowiedzenie do cywila. Wielu ludzi pytało wtedy dlaczego, dlaczego? ....... Skąd miałem wiedzieć dlaczego ??? ..............Wiedziałem, że muszę.

Świat zaczął mi się wywracać do góry nogami. Od tej chwili w moim życiu zaczęły się dziać dziwne rzeczy i sytuacje.  Do tego samoloty, który poświęciłem połowę mojego życia, latają za moim oknem, a ja muszę pogodzić się z końcem latania w wieku 41 lat. Łzy w oczach.

Był czas, że pewnym momencie moje samopoczucie się polepszyło (potem się okaże że było to złudne). Postanowiłem, że zdobędę papiery cywilne i pójdę do pracy w lotnictwie cywilnym. Zainwestowałem w siebie spore pieniądze, zrobiłem uprawnienia, złożyłem dokumenty w firmie lotniczej. Po pewnym czasie zauważyłem,  że nie bardzo mogę jeździć samochodem, że wejście na IV piętro jest porównywalne z wejściem na Giewont. Zmienił mi się głos, szybko się męczyłem, do tego zawroty głowy. Czułem się bardzo źle. O co chodzi? - pomyślałem i popędziłem do neurologa.

Rezonans magnetyczny w Elblągu, skierowanie do szpitala i finalnie szpital w Gdańsku, punkcja, ............diagnoza - stwardnienie rozsiane  - i - szok !!! Setki myśli w głowie przez następnych kilka dni, co dalej ?? Co z dziećmi i rodziną ???? Co z pracą ?? Co z życiem ?? Jak to będzie ??

Szpital, jak również NFZ odmówili mi pomocy medycznej w postaci leczenia chemią (interferon beta), gdyż mam za mało punktów i dodatkowo jestem za stary (w 10-cio punktowej skali EDSS mam 4.5). Tyle lat swojego życia i zdrowia poświęciłem dla służby Polsce a teraz nie ma dla mnie pomocy ??? Jak to ? Tyle planów i tyle marzeń przepadło?

Po powrocie do domu nie mogłem za bardzo chodzić, źle się czułem. Kilka dni spędziłem przy komputerze, cały czas w internecie, z telefonem przy uchu, szukając pomocy - tylko to kłębiło mi się w głowie. Z pomocą przyszli mi obcy ludzie i z tego miejsca po raz kolejny im dziękuję: Przyjacielowi Darkowi Cycholowi z Brwinowa za poświęcony mi czas i pomoc; mojemu byłemu dowódcy Panu pułkownikowi Eugeniusz Gardas - takich ludzi w wojsku jest już bardzo mało; Panu Zbyszkowi Stradał za nieocenioną pomoc i serce; 10 Szpitalowi w Bydgoszczy a w szczególności Panu profesorowi Maciejek, za przyjęcie mnie na leczenie chemią. Wielkie podziękowanie dla Przemka Buklewskiego z Malborka za pomoc w organizacji całości. To dzięki Ich zaangażowaniu i pomocy czuję się zdecydowanie lepiej, choroba jest na chwilę obecną przyhamowana. Lecz niestety nieprzewidywalna.

Cały sęk w tej całej sytuacji jest taki, że aby to leczenie miało sens, konieczna jest specjalistyczna rehabilitacja, która skutecznie hamuję tę chorobę. Pobyty w ośrodkach rehabilitacyjnych są bardzo drogie. Turnus miesięczny kosztuje 4500,-. W roku wymagane są dwa, a ja już nie mam na to funduszy. Na NFZ nie mogę liczyć. Postanowiłem skierować się do Stowarzyszenia Stwardnienia Rozsianego o udostępnienie mi subkonta, na które można kierować pomoc finansową. Aby postępować zgodnie z prawem i aby nie zarzucono mi, że wykorzystuje pieniądze na cele prywatne, Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego udostępniło mi konto, które można wykorzystać tylko i wyłącznie do operacji bezgotówkowych i tylko i wyłącznie w celach leczenia. Czyli opłata za rehabilitację specjalistyczną itp. Nie mam możliwości ingerencji do tego konta jako osoba prywatna. Lodówki, opon do samochodu, itp. kupić nie mogę, bo i takie zarzuty słyszałem.

Pomoc może kierować każda osoba prywatna ale nie tylko. Każdy może przeznaczyć rownież 1% podatku w rozliczeniu rocznym.  Moje fundusze właśnie się skończyły, zaczynam zadłużenia bankowe, rehabilitacji odstawić nie mogę ponieważ po kilkunastu dniach odzywają się różne dolegliwości spowodowane paraliżem. W szpitalu powiedziano mi, że teraz tylko może mi ułatwić życie specjalistyczna rehabilitacja. Nie mam już na to funduszy. I dlatego postanowiłem zwrócić się o pomoc do Was.

Kochani...

Zwracam się do Was, do środowiska lotniczego oraz do wszystkich ludzi dobrej woli, którzy chcą mi pomóc w dalszym leczeniu. Nie przypuszczałem nigdy, że będę musiał o taką pomoc zabiegać i wcale mi z tym nie jest lekko.
Wasza - Twoja - pomoc jest mi potrzebna po to, żebym mógł dalej w miarę normalnie żyć i funkcjonować.  To co mogę ze swojej strony dać innym ludziom w zamian, to wiedza na temat choroby, praktyczne podejście do niej, jak również informacje na temat odżywiania, które jest niezmiernie istotne w tym schorzeniu. Choroba zmusiła mnie do bardzo dużej zmiany trybu życia.  Wielu rzeczy, które kiedyś wydawały sie banalnie proste musiałem się nauczyć od początku. I pewnie gdybym się poddał być może by mnie tutaj dzisiaj nie było.

Ja chcę żyć, bo mam jeszcze wiele do zrobienia. Dlatego ciągła rehabilitacja jest niezbędna - stąd mój apel do Ciebie. Wierzę, że są dobrzy ludzie, i że zarówno Oni, jak i ludzie lotnictwa mi pomogą.



Chłopaki to ja "rekin" - potrzebuje Waszej pomocy - bez niej już niewiele mogę ...


Numer subkonta, na które można kierować pomoc na moje leczenie:

Polskie Stowarzyszenie Stwardnienia Rozsianego

51 2130 0004 2001 0405 6198 0002

koniecznie z dopiskiem w "tytułem" :   Jacek Matysiak



Obiecuję, że na swojej stronie - www.flyshark.republika.pl - po 15 każdego miesiąca ( bo tylko wtedy mam informację od stowarzyszenia o stanie konta ) podawał będę stan środków, oraz to, w jaki sposób zostały one wykorzystane.  Numer tego konta z dopiskiem w tytule można także podawać w rocznym rozliczeniu 1% podatku. Jeżeli tego się nie zrobi to i tak zabierze to państwo i da politykom. Za wszelką pomoc bardzo serdecznie wszystkim dziękuję.
samoloty.pl
W każdym momencie można się ze mną skontaktować na mail flyshark@go2.pl - poczta jest sprawdzana kilka razy dziennie więc na pewno przeczytam i odpiszę.
Jacek Matysiak