RAFOdpowiedzialnym za lotnictwo bombowe RAF przed wybuchem II wojny światowej i już w czasie działań od 12 września 1937 do 3 kwietnia 1940 roku był marszałek lotnictwa sir Edgar Ludlow – Hewitt. Którego zmienił na tym stanowisku marszałek lotnictwa sir Charles Portal. Ten odszedł 5 października 1940 r. Dowodzenie przejął marszałek lotnictwa sir Richard Persie. Ostatnim na tym stanowisku był od dnia 22 listopada 1942 r. marszałek lotnictwa sir Arthur Harris...

 

Od początku wojny Anglicy nie dysponowali silnym lotnictwem bombowym. Wynikało to z brakiem odpowiedniej ilości samolotów. Było również uwarunkowane prawnie. Istniała lista celów, które mogą podlegać bombardowaniu. Anglicy początkowo wierzyli, że lotnictwo bombowe a więc bombowce dolecą nad każdy cel. Pozostaną długi czas niezauważone. To zadecyduje o skuteczności bombardowania. Ten czas bezpiecznego osiągnięcia celu zależał od tego kiedy z ziemi zostaną poderwane myśliwce na przechwycenie wyprawy bombowej. Oczywiście istniała możliwość poniesienia strat. Te zadałaby artyleria przeciwlotnicza. Niemniej jednak bombowce miały dotrzeć nad każdy cel. Tak więc mogą stanowić skuteczne narzędzie odstraszające wroga. Wynalezienie radaru zweryfikowało nie tylko ich pogląd na ten właśnie temat.

 

Lotnictwo bombowe RAF przystępowało do wojny wyposażone w bombowce: Battle, Blenheim. Hampden, Wellesley, Wellington oraz Whitley. Tylko jeden z nich mógł stanowić zagrożenie dla wroga. Po wypowiedzeniu wojny przez Francję i Anglię wojny mimo swoich niedoskonałości godnym przeciwnikiem dla bombowców niemieckich pozostawał Wellington. Startujące z lotnisk w Wielkiej Brytanii nad kontynent Battle również nie za bardzo mogły sprostać zadaniom jakie powierzono ich załogom. Prowadzone na początku wojny przez Francję i Anglię naloty polegające w większości na zrzucaniu ulotek obnażyły słabość lotnictwa bombowego. Wiele załóg oraz samolotów nie wróciło z lotów. Większość z nich nawet nie doleciała nad cel. Skąd wziął się pomysł bombardowania nieprzyjaciela ulotkami. Wynikał on z odpowiednich umów prawnych między zwycięzcami i przegranymi w I wojnie światowej. Precyzowały one dokładnie co może być celem ataku. Niestety nie tak dawni przegrani rozpoczynając II wojnę światową. Czy też wcześniej, w czasie wojny domowej w Hiszpanii zapomnieli o tym. Francuzi i Brytyjczycy przez długi czas stosowali się do umów. Byli pełni obaw przed ofiarami ze strony ludności cywilnej. Starannie omijali cele, których nich nie wahali się atakować lotnicy z Luftwaffe. Dlatego wielokrotnie z luków bombowych w stronę ziemi szybowały tony papieru.

 

Brytyjczycy korzystali przynajmniej na początku z neutralności Belgii i Holandii. Wykorzystywali do nalotów samoloty Whitley. Sytuacja uległa zmianie po ataku III Rzeszy przeciw Belgii i Holandii. RAF zaczął wyciągać wnioski z lekcji nad Francją. W pewnym czasie nie bez znaczenia okazały się korepetycje udzielone przez ewakuowanych polskich lotników.

 

Od 1935 roku lotnictwo Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej otrzymało całkowicie metalowy samolot bombowy B – 17. W stosunku do innych dysponował miażdżącą siłą ognia. Zapewniało to pięć karabinów maszynowych. Wydawało się, że przy osiąganej dużej prędkości i wysokim pułapie konstrukcja z takim uzbrojeniem będzie poważnym zagrożeniem dla przeciwnika. Działania wojenne szybko zweryfikowały przydatność bombowca. Uzbrojenie okazało się za słabe. W połowie 1942 roku pojawił się silniej uzbrojony B – 17G. Nowa wersja miała trzynaście karabinów maszynowych.

Bardzo szybko okazało się, że B – 17 i Consolidated B – 24 Liberator staną się najważniejszymi samolotami bombowymi amerykańskiego lotnictwa. To one będą skutecznie mogły bombardować stolicę hitlerowskich Niemiec. Z chwilą wprowadzenia osłony z myśliwców dalekiego zasięgu okazały się bardzo skuteczne w dziennych nalotach. Nocne należały do bombowców RAF.

 

RAF w nich nie korzystał z osłony. Amerykanie od Anglików różnili się techniką atakowania celów. Raz, była to pora bombardowania. Dwa, szykiem w czasie osiągania celu. Na początku Anglicy stosowali rozproszenie samolotów. Po namierzeniu przez radary na ziemi lotnicy niemieccy mogli się mimo ciemności skutecznie do nich dobrać. Skutkowało to utratą maszyn i ludzi. Po zmianie taktyki naloty okazały się skuteczniejsze. Nowa taktyka znalazła zastosowanie po raz pierwszy w maju 1942 roku. Celem bombardowania była Kolonia. Anglicy dolecieli nad cel wykorzystując technikę strumienia bombowców ( długość 112 km przy szerokości 1220 m ). Oczywiście postarano się o zmylenie niemieckiej obrony przeciwlotniczej. Jednym z takich zabiegów było użycie samolotów Mosquito. Dysponowały one większą szybkością od myśliwców wroga. W miarę skutecznie odciągały wroga od bombowców zmierzających nad cel. Mosquito zwykle przechodziły do ataku w dwóch falach. Kiedy jedna część znajdowała się niżej to druga przechodziła do ataku z lotu nurkowego.

 

Amerykanie latali a tym samym bronili się inaczej. Przełomem stało się pojawienie myśliwca dalekiego zasięgu. Ale nim się ten pojawił… Złogi bombowców w obronie były zdane na siebie. Dysponując własną siłą ognia latały w takim szyku aby się na siebie nakładało pole ostrzału karabinów maszynowych poszczególnych bombowców. Wymuszało to zwiększanie ilości lecących się samolotów i zmniejszenia odległości między nimi. Taktycy zakładali, że silne uzbrojenie B – 17 w połączeniu z B – 24 gdy przyjmie się formację po sześć maszyn w odległości 6 km od siebie w szyku czterech formacji w miarę skutecznie dosięgnie celu. Starty własne będą minimalne. Mankamentem pozostawała odległość między formacjami. Ta znacznie ułatwiała zadanie wrogim myśliwcom.

 

We wrześniu 1942 roku zmieniono szyk. Osiemnaście samolotów leciało bliżej siebie. Zapewniało to skuteczny własny ogień ale znacznie utrudniało manewrowanie grupy. Sukcesywnie wprowadzano poprawki. Ale przełomem stal się marzec 1943 roku. Trzon wyprawy stanowiło pięćdziesiąt cztery maszyny ułożonych w trzy formacje po osiemnaście w szyku o głębokości 810 m, długości 550 metrów i szerokości 2000 m. Takie ustawienie wymuszało atak całej formacji i podnosiło skuteczność własnego rażenia przeciwnika. Tak latano do początku 1944 roku. Wtedy do ochrony weszły myśliwce dalekiego zasięgu.

 

Początek 1945 roku przyniósł następną nowość, która była odpowiedzią na działania obronne Niemców. Gdy ci zwiększyli naziemną artylerię przeciwlotniczą alianci ochronę myśliwców. Te miały za zadanie nad celem neutralizowanie artylerii prowadzącej ostrzał z ziemi. Tak chronione załogi bombowe wspomagane przy zastosowaniu nowych celowników stawały się bardzo skuteczne. Co więcej przyjęto, że jeden własny bombowiec naprowadza tuzin swoich kolegów. Ostatnie zmiany nastąpiły w lutym 1945 roku. Bombowce przeszły do lotów grupowych na rożnych wysokościach. Na cel kierowało się 9 samolotów w 4 eskadrach.

 

Konrad RYDOŁOWSKI