RobertLavack2008

Robert "Kurt" Lavack - pilot, który podczas II wojny światowej służył w brytyjskim RAF opowiada o swojej przyjaźni z polskimi pilotami, o misjach lotniczych i o tym, jak mając 15 lat rzucił szkołę, by być... marynarzem. Wywiad specjalnie dla portalu Samoloty.pl

 

 

 

 

 

 

Zespół portalu Samoloty.pl poznał Roberta „Kurt” Lavack'a podczas tegorocznych targów lotniczych w Pradze: EFA Prague 2015. Po krótkiej rozmowie i zapoznaniu, okazało się, że nasz rozmówca służył kiedyś z Polskimi dywizjonami lotniczymi RAF. Postanowiliśmy dowiedzieć się, jak to się stało, że koleje losu naszego rozmówcy zetnkęły się z naszym krajem. Rozmowa okazała się bardzo interesująca, a jej efektem jest wywiad, który przeprowadziliśmy, bowiem Robert Lavack zgodził się opowiedzieć nam o swoich wspomnieniach dotyczących tamtego okresu. Serdecznie zapraszamy, do zapoznania się z krótkim, aczkolwiek fascynującym i pełnym wspomnień, autorskim wywiadem.

 

 

Portal Samoloty.pl: Jak to się stało, ze podczas służby wojskowej, współpracowałeś z polskim dywizjonem RAF?

Kurt: Mój pierwszy kontakt z Polską, a dokładniej z polskim dywizjonem RAF nastąpił na początku 1941 roku, kiedy to najpierw dostałem się na służbę do RAF Swinderby, Lincolnshire, a w którym to następnie otrzymalem rozkaz do przeniesienia się do bazy RAF Swinderby, gdzie czekałem na dalsze szkolenie w jednostce szkolenia operacyjnego (OTU ) To właśnie tam zaprzyjaźniłem się z pewnymi polskimi podoficerami, którzy stacjonowali tam wraz z 301 Dywizjonem. Moi dwaj najbliżsi przyjaciele polskiego RAF to Leo Towbowski i Marian Krychakowski. Nasze drogi rozeszły się jednak po wojnie. Słyszałem tylko, że Leo zginął podczas akcji, tuż po opuszczeniu Swinderby.

 

RobertLavackSquadron

foto: angielittlefield

 

Portal Samoloty.pl: Kiedy wstąpiłeś do RAF Swinderby?

Kurt: Wstąpiłem do RAF po tym, jak brytyjski statek handlowy, w którym służyłem jako AB (zdolny do służby marynarz) zatonął na północnym Atlantyku, zatopiony na początku 1940 roku przez U-Boota. Pierwszy raz wypłynąłem na morze jako chłopiec pokładowy w 1936 roku. Był to statek, który dotarł do moich wybrzeży, a ja mając 15 lat postanowiłem porzucić szkołę, odbyć jedną podróż następnie kontynuować moją naukę....

 

Portal Samoloty.pl: W międzyczasie wybuchła jednak wojna.... Co robiłeś do tego momentu na statku?

Kurt: Podpisałem normalny 3-letni kontrakt, który podpisywała cała brytyjska załoga statku usług handlowych, zanim weszła na pokład. Oznaczało to, że nie mogę zawrócić, ani wypowiedzieć pracy dopóki statek nie wróci do Kolumbii Brytyjskiej, w której kontrakt ten był zawarty, lub do momentu, kiedy nie dopłyniemy do jakiegoś innego porty w Wielkiej Brytanii. Mój statek nazywał się "parowiec włóczęga". Przez kolejne trzy lata pracowałem na nim jako marynaż na kursach Australia - Chiny. Udało mi się zakończyć ponad 3 letnią służbę jako marynarz.

 

Portal Samoloty.pl: Czy to w tym czasie postanowiłeś wstąpić do RAF Swinderby?

Kurt: Zainteresowałem się przystąpieniem do załóg RAF podczas jakiegoś spotkania na promie pomiędzy Irlandią Północną, a Wielką Brytanią, na trasie Newcastle-Tyne. Trasę tą odbywałem, w ramach postępowania, które toczyło się w związku z zatopieniem i utratą mojego statku. Po zakończeniu sprawy przez Trybunał Śledczy, dołączyłem do RAF. Komisja konkursowa przydziliła mnie na kurs szkolenia pilotów, jako, że nie ukończyłem szkoły średniej. Wszystko dlatego, że byłem już osobą, która widzidziała działania bojowe, ale potrzebna mi była wiedza związana z nawigacją i matematyką.

 

Portal Samoloty.pl: W jakich działaniach brałeś udział po ukończeniu kursu? Jak wyglądała Twoja pierwsza misja?

Kurt: Po ukończeniu szkolenia OTU poleciałem brytyjskim samolotem Hurricane na Pustynię Zachodnią, w północnej Afryce, by wziąć udział w drugiej bitwie pod El Alamein. Następnie, aby uniknąć delegowania na Daleki Wschód, przeszedłem do nocnych bombowców strategicznych. Moja pierwsza trasa odbyła się na bombowcu Welligton. Leciałem wówczas jako instruktor OTU. Druga trasa na bombowcu odbyła się z bazy we Włoszech z Grupą 205. Grupa została wyposażona również w samoloty Wellington oraz w bombowce Liberator (B-24), które służyły pod 15 USAF. Grupa 205 odpowiadała za strategiczne bombardowania nocne w południowej Europie i na Bałkanach, natomiast USAF za strategiczne bombardowania w dzień. W tym czasie we Włoszech stacjonował również polski dywizjon RAF, który latał na bombowcach Halifax. Polski dywizjon RAF Halifax i Brytyjski RAF Grupa 205 wzięła razem udział w misji, która miała polegać na nocnym zrzucie dostaw nad Warszawą, 4 sierpnia 1944

Niestety nie była to udany akcja. Kiedy samoloty przekroczyły strefę zrzutu za Wisłą, część z nich została zestrzelona przez rosyjskie pociski przeciwlotnicze. Dodatkowo, okazało się później, że wiele dostaw wpadło w ręce niemieckie.

W 1970 roku podczas wizyty na wojennym cmentarzu na północ od Budapesztu, widziałem krzyże z nazwiskami polskich i innych towarzyszy RAF, którz polegli podczas lotu powrotnego z tej misji. Nie było wśrod nich niemieckich lotników poległych w tej akcji. Często zastanawiałem się, ile z załóg polskich samolotów RAF przetrwało wojnę i ile z nich wróciło do Polski. Kiedy usłyszałem, jak władze komunistyczne traktowały załogi czeskich samolotów RAF, którzy powrócili do Czechosłowacji, zastanawiałam się, czy coś podobnego stało się z powracającym polskimi załogami RAF.

 

RobertLavackPlane1944

foto: angielittlefield

 

Portal Samoloty.pl: Co robiłeś po zakończeniu wojny?

Kurt: Po wojnie poszedłem na uniwersytet, który ukończyłem jako jako geolog i specjalista geofizyki powietrznej i operacyjnej. Jako pilot/geolog pracowałem na kontraktach w wielu częściach świata. Teraz wydaje się, że stałem się "kolekcjonerem" wspomnień o wydarzeniach z II wojny światowej. Tym bardziej, że ówczesne załogi lotnicze z tamtych czasów wydają się stawać powoli gatunkiem wymarłym.

 

Robert Kurt Lavack autograf

foto: Samoloty.pl

 

Więcej na temat znajdziecie w artykułach:

Z RAF do RPAF - polscy lotnicy na niebie Pakistanu

Lotnictwo II wojny światowej w Afryce

Bałkany, Malta i Zachodnia Afryka

Vickers Wellington