Od pierwszych dni prowadzenia działań bojowych w czasie wojny wojskowi zdawali sobie sprawę jak istotny dla nich jest transport. Transport za sprawą, którego mogą dotrzeć na front. Czy ten, który z zaplecza (bliższego i dalszego) zapewni dostawę ludzi i sprzętu pozwoli w chwili zagrożenia na wycofanie się nie tylko na z góry upatrzone pozycje. Te zadania były realizowane przez jednostki transportu kołowego ( pociągi, samochody i tabor pomocniczy, w tym konie, muły lub osły ). Korzystano z usług żeglugi wykorzystującej wodę jako drogi przemieszczania ludzi i ładunków. Z chwilą pojawienia się samolotu postanowiono i jego zatrudnić do tej pracy.

 

 

 

W sierpniu 1939 r. Anglicy powołali do życia Air Transport Auxiliary. Tworząc tę organizację przewidywali jaką rolę może pełnić transport lotniczy w nadchodzącej wojnie. Najbliższy miesiąc i następne miały to potwierdzić. Z chwilą wybuchu wojny Wielka Brytania dysponowała 3 dywizjonami transportowymi. Sztabowcy z RAF zakładali, że gdyby zaistniała konieczność użyją wsparcia jakie zapewni lotnictwo cywilne. Swoje założenia zostali zmuszeni zweryfikować w miarę szybko. W kwietniu 1943 r. powstało Transport Command. Dla zapewnienia niezbędnego i sprawnego działania wymagana była duża ilośc samolotów o zwiększonym zasięgu. Tak wyposażone mogło te rozprowadzać bezpośrednio z zakładów produkcyjnych i baz lotniczych bezpośrednio do odbiorców. Odbiorcami stały się jednostki bojowe i zaplecze na terenie Anglii łącznie z koloniami ( i nie tylko ). Transport Command zapewniał szybką mobilność między innymi wykonując loty specjalne, ewakuowanie ludzi i sprzętu, przerzut oddziałów wojskowych, w tym desantowych.

W tak zorganizowanej formacji nie mogło zabraknąć miejsca dla Polaków. Nasi lotnicy zasilili nie tylko RAF w pilotów czy też personel techniczny ( naziemny i pokładowy). Nie zabrakło ich również w lotnictwie transportowym.Rekrutowali się z cywili i wojskowych.

Pierwszym, który przetarł powietrzny szlak dla rodaków był pilot PLL LOT Klemens Dlugaszewski. Znalazł zatrudnienie w ATA z końcem czerwca 1940 r. Pozostali byli przyjmowani podobnie jak po odpowiednim przeszkoleniu w miarę napływania na Wyspę Ostatniej Nadziei po klęsce Francji. Najwięcej z nich znalazło dla siebie zatrudnienie przy dostarczaniu samolotów. Dostarczali je drogą powietrzną na trasach: - Wielka Brytania - Środkowy Wschód - Daleki Wschód - Kanada, Wielka Brytania To właśnie ATA była znana z dostaw wychodzących od producentów i zakładów remontowych do najbardziej potrzebujących, którymi były jednostki bojowe. Polacy od kwietnia 1944 r. latali w 44 Grupie Transportowej lotnisk angielskich na Bliski i Środkowy Wschód , a z tego do Indii. Na mocy porozumienia z Ministerstwem Lotnictwa w Afryce Zachodniej na Złotym Wybrzeżu został utworzony polski oddział lotniczy. Polish Detachment Unit działający przy RAF przeprowadzał samoloty z obszaru  Afryki Zachodniej na lotniska położone na Bliskim Wschodzie.

Pierwszym dowódcą został Mateusz Iżycki, którego zastąpił na tym stanowisku Ludomił Rayski. Personel rekrutował się z „weteranów” i takich którym lekarze z komisji nie zezwolili na loty bojowe. Trasa wiodła od Tokardii do Egiptu, 6 000 km. Po reorganizacji w grudniu 1941 r. Anglicy utworzyli jednostkę zapewniającą całkowitą obsługę Środkowego Wschodu i Indii. Była to 216 Grupa Transportowa. Polacy działający z Anglikami tworzyli Polish Air Force Detachment, RAF Middle East. Jego personel został podporządkowany w całości Polskiemu Oddziałowi.   Wcześniej podlegały tylko dostawy samolotów.

W połowie listopada 1942 r. przemianowano Dowództwo Oddziału na  Delegaturę Inspektoratu Polskich Sił Powietrznych na Środkowym Wschodzie. Rok później w sierpniu utworzono Polską Sekcję Lotnictwa Transportowego w dowództwie 216 Grupy. Nie obyło się bez zmian personalnych.      

Od połowy 1941 r. Inspektorat Polskich Sił Powietrznych prowadził rozmowy z Ministerstwem Lotnictwa o możliwości obsługiwania trasy Kanada – Wielka Brytania, Afryka i Daleki Wschód. Personel miał się rekrutować z pilotów Polskich Linii Lotniczych LOT. Rozmowy z Brytyjczykami zakończyły się sukcesem. Polacy zaczęli obsługiwać „Most Atlantycki”. Atlantic Ferry Organization połączyło Nowy ze Starym Kontynentem. W 1943 r. nastąpiła reorganizacja. „Ferry” została przekształcona w 45 Grupę Transportową. Ta dostarczała pojedyncze samoloty produkowane w Kanadzie i USA nie tylko do Europy, Wielka Brytania ale do Afryki ( Północna i Południowa ) czy dalej do Indii. Skaldy załóg zostały rozszerzone o lotników którzy mieli za sobą loty operacyjne w lotnictwie bombowym.  Do personelu latającego kierowano nie tylko pilotów. Wśród niego znajdowali się nawigatorzy, radiotelegrafiści. Nie brakowało mechaników pokładowych. W połowie 1944 r. Polacy a bliżej nasi lotnicy rozpoczęli formowanie 229 Grupy Transportowej w Indiach. Tu jednak personel latający nie tworzył osobnego oddziału. Nawigatorzy jak też sami piloci mieli przydział do jednostek RAF. Po dostarczeniu samolotów do miejsca przeznaczenia istotny stal się powrót. Ten zapewniony był na pokładzie samolotów wojskowych. Przeważnie były to maszyny transportowe. Korzystano również z usług cywilnych linii lotniczych. Polskie Siły Powietrzne prawie przez całość działań wojennych nie dysponowały własnymi dywizjonami transportowymi. Pierwsza zmiana nastąpiła wiosną 1945 r. kiedy to wycofano z lotów bojowych 301 Dywizjon „Ziemi Pomorskiej” a druga (ostania) po zakończeniu wojny. Podobną rolę zaczął spełniać 304 Dywizjon „Ziemi Śląskiej”. Te dwa dywizjony bombowe po stosownej reorganizacji weszły do Transport Command. Polacy latali również w dywizjonach transportowych RAF i w brytyjskich cywilnych liniach lotniczych BOAC. Nie można zapomnieć, że w RAF istniała specjalna jednostka przeznaczona do obsługi Very Important Persons. Ta miała za zadanie obsługiwanie przedstawicieli nie tylko brytyjskiego rządu czy rodziny królewskiej, dowódców wojskowych ale także specjalnej poczty. Znajdowała się również poczta specjalna. Latali w niej Polacy nie tylko jako piloci. Byli nawigatorami i radiotelegrafistami. Znajdowali się mechanicy. Należy pamiętać, że loty w lotnictwie transportowym nie należały do łatwych.

Za  sterami w niebezpiecznych warunkach znalazły się trzy panie: Barbara Wojtulanis – Karpińska, Anna Leska i Jadwiga Piłsudska. Latały równie skutecznie jak koledzy. Niebezpieczeństwa czyhały w locie nad pustyniami, puszczami czy bezmiarem wielkiej wody.  Wiadomym chyba jest czym się może zakończyć lądowanie na pustyni. Jak może wyglądać lot w śnieżnym szkwale nad oceanem. Niesprzyjający dla ludzi był klimat. Śmierć nie zniechęcała od latania.

 

 

 

  Konrad RYDOŁOWSKI

  foto . britishairways.com