Dewoitine D.5201 września 1939 r. od ataku na Polskę z kraju sąsiedniego to jest Niemiec rozpoczęła się II wojna światowa. Wierzyliśmy propagandowemu hasłu „Silni, Zwarci, Gotowi”. Ufaliśmy w podpisane sojusze wojskowe ze zwycięzcami I wojny światowej. Żyliśmy nadzieją, że Francja i Wielka Brytania wypowiadając wojnę III Rzeszy nie zostawi nas samych. Dla wielu naszych rodaków wiara w potęgę sił zbrojnych Francji była nie do podważenia. Armèe de l` Air to jest Francuskie Siły Powietrzne jak się mogło wydawać były jednym z solidnych filarów. Sami Francuzi dawali temu wiarę. (fot. Dewoitine D.520 by Ian Robertson www.hsfeatures.com)


Rzeczywistość podobnie jak nad Wisłą tam nad Sekwaną była inna. Prawie nikt nie brał pod uwagę pokonanych z 1918 r. Gdy oni początkowo w ukryciu a następnie jawnie odbudowywali swój potencjał gospodarczy. Przy tej okazji bardzo sprytnie obchodząc postanowienia zwycięzców. Politycy i sztabowcy wyciągali właściwe i korzystne wnioski. Odpowiednio je weryfikowali gdy się tylko nadarzała tylko odpowiednia okazja. Dla wojskowych między innymi tych z Luftwaffe taką była pomoc militarna dla Hiszpanii w czasie wojny domowej. Następnie działania zbrojne prowadzone w Polsce.
W latach 1939/1940 r.podstawową jednostką w strukturach myśliwskich Francuskich Sił Powietrznych była Grupa Myśliwska. Groupe de Chase składała się z kilku eskadr to jestEscadrilles. W czasie prowadzonych działań we wspomnianym okresie Grupy Myśliwskie były przydzielone do Zgrupowań. W Groupements znajdowały się nie tylko myśliwce.
W połowie 1936 r. we Francji rozpoczęła się nacjonalizacja przemysłu lotniczego. Rząd w Paryżu doszedł do wniosku, że państwowe zakłady są bardziej efektywne od prywatnych. Niestety, nacjonalizacja ominęła przedsiębiorstwa produkujące silniki.
Zarozumiałość czy brak rzeczywistej oceny sytuacji sprawił, że dowódca Sił Powietrznych Francji zapewniał rodaków, że mniej niż połowa z 1 400 maszyn którymi dowodzi jest gotowa do stawienia czoła przeciwnikowi. Nie brał pod uwagę, że są one przestarzałe. Co prawda rząd planował budowę blisko 2 500 nowych samolotów ale mimo zakładanego przyspieszenia tego przedsięwzięcia nie udało się zrealizować. Było na nie zdecydowanie za późno.
10 maja 1940 r. spadkobiercy Napoleona mieli okazję do poznania częściowej prawdy o stanie własnego lotnictwa. Była bardzo bolesna. Przeciwnik miał więcej samolotów. Piloci dysponowali doświadczeniem zdobytym pod niebem Hiszpanii i Polski. Skutecznie więc maszerowali przez Francję. Obrońcy wspierani przez Brytyjczyków nie byli w stanie skutecznie stawić czoła atakującym. Co prawda odnosili lokalne zwycięstwa, tylko że te nie wpłynęły na przebieg kampanii francuskiej. Tej tak bardzo podobnej do tej, której widownią była Polska. W czasie walk mściły się zaniedbania popełnione przez sztabowców z Paryża. Te polegały między innymi na braku doświadczenia w prowadzeni podobnych operacji z użyciem samolotów. Niesprawnej łączności między niebem a ziemią.

 

 

dewoitine pic2

Dewoitine D. 520 - fot. www.aer.ita.br


Dwa lata przed wybuchem międzynarodowego konfliktu stało się jasne dla co pewnych, że Francuzi potrzebują nowoczesnych samolotów dla lotnictwa bombowego i myśliwskiego. Te które mają na wyposażeniu ustępują maszynom wschodniego sąsiada. Dewoitine D. 500 i D.501 okazały się już konstrukcjami przestarzałymi. Miał zostać zastąpiony Morane – Saulnier MS. 406 i Dewoitine D. 520. Niestety nie dotarły we właściwym czasie do wszystkich odbiorców.
Hitler i jego sztabowcy umiejętnie rozłożyli swoje siły. Tak aby w dwóch rozdaniach pokonać swojego zachodniego sąsiada. W pierwszym zdławili opór Belgii i Holandii. W ten sposób osłonili swoje skrzydło z prawej, które ubezpieczało główne siły mające zająć Francję.
Belgowie i Holendrzy nie dysponowali silami, które mogłyby zahamować impet oddziałów Hitlera. Wspomnianego 10 majaniebo nad Holandią sypnęło bombami i rozkwitło czasami spadochronów. Wojska powietrzno desantowe obsadzały lotniska i mosty. Granice lądowe ustępowały przed piechotą i kolumnami zmotoryzowanymi ( między nimi były dywizje pancerne ). Rządy zaatakowanych państw wiedziały, że nie będą w stanie się obronić. Poprosiły o wsparcie ze strony Francji i Wielkiej Brytanii. Te wywiązały się z obiecanej pomocy w jakże inny sposób niż pomoc Polsce. Mimo zastosowanej zgodnie z planem obrony Brukseli alianci zostali zaskoczeni uderzeniem pancernym, które wyszło z Ardenów. Było na tyle szybkie, że 14 maja 1940 r. zostały opanowane przyczółki nad Mozą. Po dwóch dniach pancerniacy spod znaku czarnych krzyży byli już na tyłach nie tylko dwóch Armii Francuskich i Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego. 20 maja wyszli nad brzeg Kanału Angielskiego dzieląc na dwie części walczące tam wojska sprzymierzonych. Alianci zostali zmuszeni do wycofania się w rejon Dunkierki, Boulogne i Calais.
Widząc bezsens walki 4 czerwca 1940 r. zadecydowano o ewakuacji z plaż Dunkierki okrążonych tam oddziałów. Ten manewr dawał możliwość Francuzom na południe od Sommy i Aisne przygotować się do obrony stolicy. Niestety, manewr ten się nie powiódł. Niemcy mogli wkroczyć w głąb kraju. Ci, którzy się nie ewakuowali, kapitulowali. 10 czerwca 1940 r. siły niemieckie przekroczyły Sekwanę. 12 czerwca 1940 r. Paryż został miastem otwartym. Rząd się ewakuował. 22 czerwca 1940 r. marszałek Petain ogłosił zawieszenie broni. Nim to nastąpiło dowództwo wydało rozkaz aby sprawne samoloty skierować do północnej Afryki jako wzmocnienie sił kolonialnych. Jak podają co pewne źródła z 250 bombowców i 830 myśliwców, które wystawili Francuzi, stracili blisko 700 maszyn.
Francuzi pozostający pod rządami marszałka Petain` a rezydującym w Vichy nie byli pozbawieni lotnictwa. Tylko, że to już nie przedstawiało większej siły bojowej. Sam Marszałek o to zadbał. Po prostu rozkazem rozwiązał kilka jednostek. Nie chciał się narażać swoim nowym mocodawcom.
Francuzi, którzy nie pogodzili się z kapitulacją utworzyli siły zbrojne Wolnej Francji. Na ich czele stanął generał Charles de Gaulle. W ich szeregach znaleźli się wszyscy ci, którzy chcieli walczyć a pozostawali w koloniach. Koloniach, które zostały zajęte przez aliantów. Między nimi byli lotnicy. To oni byli mechanikami i pilotami Sił Powietrznych Wolnej Francji. Na ich czele stanął pułkownik Martin Valin.
Nowy dowódca sil zbrojnych wyszedł z założenia, że trzeba się umocnić w koloniach aby módz je odłączyć spod dowodzenia w Vichy. Dysponowały Blochami i Protezami i tym czym mógł wesprzeć Królewskie Siły Powietrzne. Nie było tego wiele, ale to pojęcie względne. Wystarczyło jednak do lotów propagandowych. 6 listopada 1940 r. doszło do pierwszej walki tych od de Gaulle` a z tymi od Petain`a.
1 stycznia 1942 r. powstała Groupe „Bretagne”, której zadaniem było wykonywanie lotów rozpoznawczych dalekiego zasięgu. Współpraca z armią w działaniach lądowych i wykonywania lotów transportowych. W czasie walk w Libii była skierowana przeciwko wojskom Duce. Jeszcze w listopadzie tego samego roku FAFL od rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki otrzymała „prezent”. Było to 1 000 maszyn. Tak odrodziły się Siły Powietrzne Francji.
1 lipca 1943 r. lotnicy z FAFL w Afryce przeszli pod dowództwo generała Bouscata. Ten je odpowiednio zreorganizował. Wkrótce brały udział w kampanii na terenie Włoch. Razem z załogami RAF były zaangażowane na północno – zachodnim froncie Europy. Nie zabrakło ich pod własnym niebem w latach 1944 – 1945 r.
Konrad RYDOŁOWSKI