VI Małopolski Piknik Lotniczy - relacja z pierwszego dnia

Pierwszy dzień VI Małopolskiego Pikniku Lotniczego, był podręcznikowym przykładem stopniowania emocji wraz z upływem czasu. Bardzo istotna dla przebiegu imprezy była poprzedzająca ją noc, w trakcie której nad Kraków nadpłynął deszczowy front...
Z rana jednak pojawiła się nadzieja, deszcz ustał jednak pół godziny przed otwarciem terenu pikniku ponownie zaczęło padać, i to ze wzmożoną siłą. Warunki pogodowe uniemożliwił niemal kompletnie wykonywanie jakichkolwiek lotów. W tej sytuacji po niemal dwóch godzinach oczekiwania, przyszło publiczności zadowolić się pokazem grup rekonstrukcyjnych, które prezentowały inscenizacje bitwy o plaże Normandii (tu aura akurat dodawała autentyczności).


fot. Kamil Stasiak

Nim pokaz się zakończył na niebie pojawiła się replika samolotu Fi 156 Storch, przyciągając nieliczną jeszcze widownię ponownie w okolice pasa startowego. Następnie w powietrzu pojawił się Aeroprakt 22. Pokazy zaczynały się rozkręcać. Do godziny 15.00 zaprezentowały się maszyny takie jak: Skytack, biały An-2 (z napisem Warszawa Walczy 1944), wiatrakowiec Xenon 2, policyjny Mi-2 (ze skoczkami na pokładzie), trzy Piper Cub’y, oraz Extra 300-200 (pilotowana przez Uwe Zimmermann’a, niestety ze względu na niską podstawę chmur pokaz był nieco ograniczony).


fot. Kamil Stasiak

Przed godziną 15.00 do widzów zaczęły docierać optymistyczne informacje, zapowiedziano przylot grupy „Żelazny” i Jurgisa Kairysa na Su-31, natomiast w zwartej wcześniej pokrywie chmur zaczęły pojawiać się okienka. W niedługim czasie lądował RWD-5R. Po chwili ponownie wzniósł się policyjny Mi-2, tym razem by przetransportować grupę „antyterrorystyczną”, która opuszczała się na linach z pokładu śmigłowca.


fot. Kamil Stasiak

Tymczasem niebo zaczęło się rozjaśniać. Chwilę po godzinie 16.00 z lotniska na Pobiedniku nadleciał niesamowicie interesujący samolot T-28 Trojan, wykonując kilaka niskich przelotów. Przez kolejne pół godziny na niebie ponownie pojawiły się Piper Cub’y, oraz Skytrack. Po lądowaniu tego ostatniego pojawiała się oczekiwana przez wszystkich Catalina. Pojawienie się tej amfibii wywołało niemałe zainteresowanie wśród publiczności.


fot. Kamil Stasiak


Do godziny 17.00 niemal zupełnie się przejaśniło, co umożliwiło start Su-31, zbliżał się kulminacyjny moment pokazów. Litewski pilot Jurgis Kairys, dał niesamowity pokaz lotniczego kunsztu. Dodatkowo gęste powietrze długo utrzymywało efekty związane z zastosowaniem dymu. Po lądowaniu Litwina przylecieli dwaj członkowie zespołu „Żelaźni” (reszta samolotów grupy musiała zawrócić z powodu złej aury, mają przylecieć w niedzielę). Po tych wydarzeniach ponownie (tym razem w pełnej okazałości) zaprezentował swoje umiejętności Uwe Zimmermann. Gdy już większość publiczności zaczęła opuszczać teren pokazów na niebie pojawiły się jeszcze RWD-5R, M-26 Iskierka, replika Storch’a, jeden z Zlinów 50 (grupy „Żelaźni”).
Tym akcentem zakończył się pierwszy dzień pikniku, który z początku nie zapowiadał się zbyt obiecująco. Niestety na krakowskim niebie nie pojawiły się takie maszyny jak: Hawker Sea Furry, OV-10B (te maszyny już z pewnością się nie pojawią), Texan, Tiger Moth, Jungdmann, czy Dragon Rapid. Możliwe, że część z tych maszyn przyleci dziś, w niedzielę. Zarówno widzowie, jak i organizatorzy liczną, że aura będzie nieco bardziej łaskawa.
Kamil Stasiak