ziw28 sierpnia 1932 r. na lotnisku w stolicy Niemiec, Berlinie zabrzmiał „Mazurek Dąbrowskiego”. Biało – czerwona flaga załopotała na najwyższym maszcie. Polska załoga samolotowa w osobach porucznika Franciszka Żwirko i inżyniera Stanisława Wigura ukończyła  zwycięsko największe zawody lotnicze, lat trzydziestych minionego wieku.

 

 


Polacy stali się zwycięzcami Challenge` u w 1932 r. Wylatali zwycięstwo na samolocie, który skonstruowali i zbudowali. Pokonali gospodarzy - Niemców. Swoim zwycięstwem przypomnieli światu, a przede wszystkim Europie, że jest takie państwo, które nazywa się Polska. Państwo, które do niedawna nie istniało. Daremnie było szukać Polski na mapie.


Żwirko i Wigura nie za długo się cieszyli swoim zwycięstwem. Zginęli 11 września 1932 r. tak samo jak zwyciężyli. Wcześniejszy międzynarodowy triumf i późniejsza śmierć taki był początek narodzin legendy polskich skrzydeł. Kto z młodych tamtych dni nie chciał być jak ci dwaj ? Nawet nam, następnym pokoleniom urodzonym w XX wieku, ich sylwetki i sukces nie był obojętny. Wielu z nas czytając i słuchając opowiadań o nich, zamarzyła się lotnicza „przygoda”. Przygoda, którą spełniliśmy służbą jako rycerze biało – czerwonej szachownicy, albo pracą w szeregach znaczonych szybującym żurawiem.   

 

Stanisław Wigura i Franciszek Żwirko 1932

 


Nie za bardzo może dziwić, że sięgając do lotniczych tradycji aby zachować kontynuację w III Rzeczypospolitej sięgnięto do tej właśnie daty. Daty aby przypomnieć o zwycięstwie polskiej załogi w imprezie lotniczej lat 30 minionego wieku. Aby tego dnia to jest 28 sierpnia był Świętem Lotnictwa Polskiego.
Nie podlega dyskusji, że nasze lotnictwo na niebie świata i Europy nie zjawiło się odpowiednio wcześnie. Wyprzedzili nas na przykład Francuzi czy Włosi. Ale to spóźnienie ma swoje usprawiedliwienie. Nie byliśmy obecni, ponieważ pozostawaliśmy pod rozbiorami od 1795 r. Wspomniałem, daremnie było naszego Polski. Pojawiliśmy się, kiedy umilkły działa i karabiny I wojny światowej. Polska istniała ale byli Polacy. Latali w lotnictwie państw zaborczych: Austrii, Prus i Rosji. Nie brakowało ich za drążkiem sterowym u Brytyjczyków i Francuzów.

 

ziw2


Gdy Polska odzyskała upragnioną niepodległość 11 listopada 1918 r., ta nie zapomniała o spadkobiercach Ikara. Z myślą o tych, którzy byli na służbie u Marsa w Ministerstwie Spraw Wojskowych powołano Sekcję Żeglugi Napowietrznej. Nie mieli sądzone długo cieszyć się  pokojem. Startowali bronić granic niepodległej Ojczyzny. Gdy te obronili przez dwadzieścia lat ci spod znaku biało – czerwonej szachownicy i ci, którzy dołączyli później spod szybującego żurawia swoim działaniem mówili światu, że jest Polska. Mówili o niej polscy konstruktorzy tacy np. Puławski i piloci np. Bajan. Polska dwudziestolecia 1918 – 1939 r. wychowała lotników i konstruktorów, których żadną miarą nie możemy się wstydzić. Potwierdzili to pod własnym niebem w pamiętnym wrześniu 1939 r. Jak też udowodnili broniąc obcego to jest biorąc udział w powietrznej Bitwie o Wielką Brytanię. Nie ma kontynentu na świecie i zakątka Polski gdzie nie byłoby miejsca związanego z polskim lotniczym śladem.  

 

ziw3

 


Ale na początku wędrówki był Berlin 28 sierpnia 1932 r. Warto o nim pamiętać. Nie tylko gdy w kalendarzu jest okrągła rocznica. Od tamtego triumfu minęło już czy aż osiemdziesiąt cztery lata. To dużo czy nie dużo, będzie pojęcie względnym. Ale nie takim aby o tej dacie zapomnieć.


                                                                                      Konrad RYDOŁOWSKI