w poszukiwaniu lotnikowAmerykańscy historycy zainicjowali w bieżącym roku projekt, którego celem jest ustalenie losów żołnierzy amerykańskich poległych na Pomorzu Zachodnim w czasie II wojny światowej. Aktualnie badacze ustalają i zbierają fakty.

Przeprowadzono spotkania na terenie gminy Police, gdzie uczestniczyli przedstawiciele tamtejszych władz oraz członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Polickiej „Skarb”. Amerykańscy goście skupili też swoją uwagę na Kołobrzegu. Miasto nie stanowiło centrum przemysłowego będącego celem dla alianckich załóg lotniczych. Wedle ustaleń byłego dyrektora Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu, dr Hieronima Kroczyńskiego, 11 kwietnia 1944 r. obrona przeciwlotnicza lotniska w Bagiczu strąciła dwie B17. Tego dnia maszyny uczestniczyły w nalocie na polickie zakłady benzyny syntetycznej. Załogi prawdopodobnie postanowiły przelecieć do Szwecji. Najbezpieczniejsze wydawało się pokonanie odcinka wiodącego nad wyspą Bornholm. Po drodze był Kołobrzeg…

 

 

Wieloletnie badania jeziora Stolsko położonego 10 km na północny zachód od Szczecina pozwoliły ustalić los amerykańskiej Boeing B17 wersji G. W czerwcu 1944 r., 9 osobowa załoga uczestniczyła w nalocie na Berlin. Podobnie jak w przypadku Lancastera ze Świnoujścia, samolot uległ poważnemu uszkodzeniu. 9 osobowa załoga zdecydowała ratować się ucieczką do Szwecji. Bombowiec systematycznie tracąc wysokość runął do jeziora. W tych okolicznościach członkowie załogi zdecydowali się ratować skokiem ze spadochronem. Wszyscy tego dnia dostali się do niewoli, za wyjątkiem sierżanta Amosa Estrady (na pokładzie samolotu pozostał jego but) który,  zginął ostrzelany przez Messerschmitta 410. Obecnie pozostałości latającej fortecy można zobaczyć w Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu. W sali techniki wyeksponowane są elementy wyposażenia samolotu (m.in. radiostacja), hełm, kamizelka przeciwodłamkowa, fragment buta.

 

 

I wojna światowa była konfliktem, w czasie którego zadebiutowało wiele rozwiązań w dziedzinie techniki wojskowej. Nowe osiągnięcia sprawiły ożywienie w środowisku teoretyków wojskowości, poszukujących adekwatnej doktryny dla użycia broni pancernej oraz lotnictwa. W ostatniej dziedzinie na szczególną uwagę zasługują dwaj generałowie, włoski Giulio Douhet oraz amerykański William „Billy” Mitchell. Jako autorzy licznych publikacji poświęconych temu zagadnieniu forsowali pogląd, wedle którego siły lotnicze będą grały decydującą rolę w przyszłym konflikcie zbrojnym.

 

w poszukiwaniu lotnikow 

 

W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 r., mieszkańcy wielu polskich miejscowości, stali się ofiarami wojny powietrznej. Warto tutaj, zaznaczyć że łączna liczba zabitych podczas bombardowań powietrznych w trakcie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939, wyniosła mniej więcej tyle samo co podczas jednego z najbardziej śmiercionośnych nalotów przeprowadzonego na Drezno w lutym 1945 r. Groza, jaką niosła ze sobą wojna powietrzna dała się również odczuć mieszkańcom Pomorza w połowie 1940 r. W czerwcu angielskie bombowce przeprowadziły pierwszy nalot na Szczecin, stolicę prowincji Pommern. Choć rezultaty były nikłe, to w opinii naocznego świadka, jeńca Ignacego Kąkolewskiego, mieszkańcy miasta byli  zaskoczeni tą demonstracją siły. Szczecin dysponujący znacznym potencjałem przemysłowym (fabryka samochodów Stoewer, zakłady benzyny syntetycznej w Policach, zakłady silników lotniczych w Załomiu) oraz dogodnym położeniem nad rzeką Odrą, stanowił atrakcyjny cel dla planistów brytyjskiego Bomber Command (Lotnictwo Bombowe RAF).

 

Lotnictwo bombowe RAF miało wielonarodowy charakter. Tworzyły go oprócz angielskich, polskie, nowozelandzkie, południowoafrykańskie i kanadyjskie, dywizjony bombowe służące w ramach tej formacji. Ponadto, naloty strategiczne prowadzili sojusznicy - Amerykanie oraz w znacznie mniejszym stopniu lotnictwo bombowe ZSRR. Siły te kierowane w coraz częstszych misjach bombowych nad Pomorze, wywarły duży wpływ na życie mieszkańców regionu, szczególnie Szczecina. Zmian doświadczyło niemal całe społeczeństwo. Dzieci poddano ewakuacji m.in. do ośrodków na wyspie Rugia. Plan ewakuacji dotyczył urzędów a także zabytków kultury. Mimo to zniszczeniu uległ Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie. Intensywnie rozbudowano sieć schronów. Dostęp do nich regulowały surowe zasady. Zarówno robotnikom przymusowym oraz przedstawicielom mniejszości seksualnych odmawiano schronienia. Choć pierwsza grupa mogła korzystać z schronów przeciwlotniczych, tam gdzie ich wysiłek dla przemysłu Niemiec był niezbędny (stąd na terenie fabryki w Policach znajduje się wiele bunkrów oraz kryjówek przeciwlotniczych).

 

Militaryzacja dotyczyła zarówno mężczyzn jak i kobiet w podeszłym wieku. Wiele z nich odbywało służbę pomocniczą w Luftwaffe. Kompania bombowa frustrowała mieszkańców, którym towarzyszyło zwątpienie, lęk, często panika. Takie zachowania niepokoiły władzę. Zastosowano drakońskie środki bezpieczeństwa. Świadczyła o tym m.in. kara śmierci, ogłoszona przez gauleitera  Pomorza Franza Schwede-Coburga, dla  rabujących mienie na terenach bombardowanych.

 

 

w poszukiwaniu lotnikow

 

Równolegle do działań o charakterze cywilnym Niemcy, nie mogąc sprostać siłom alianckim, realizowali plany defensywne. Zakładały one m.in. budowę celów pozornych oraz systematyczne wzmocnienie obrony przeciwlotniczej wokół ważniejszych zakładów. Co miało miejsce w sierpniu 1944 r., gdy Wehrmacht utracił kontrolę nad polami naftowymi wokół rumuńskiego Ploeszti, stanowiącego dla wojsk Rzeszy największe źródło zaopatrzenia w ropę naftową. Wówczas policka fabryka benzyny syntetycznej zyskała na znaczeniu. Historyk Kazimierz Golczewski autor publikacji zatytułowanej „Porzucona twierdza”, zamieścił informację o 310 działach przeciwlotniczych rozmieszczonych wokół Polic, dla porównania liczba armat przeznaczona do ochrony strefy powietrznej Berlina latem 1944 r., wynosiła 325.

Aktywność obrońców utrudniała formacjom bombowców wykonanie zadania. Samoloty często wracały uszkodzone do baz na terenie Wielkiej Brytanii. Widok poranionych i ciężko rannych lotników nie był rzadkością. Życie w warunkach permanentnego stresu oraz napięcia, powodowało że niektórzy z nich doznawali załamania nerwowego. Ludzie doświadczeni syndromem, określanym jako LMF (Lack of Moral Fibre, brak zasad moralnych), przejawiali niechęć do wykonywania zadań bojowych, co skutkowało m.in. przedłużaniem urlopów. Kierowali się zapewne desperackim przeświadczeniem, że wojna zaraz się skończy. Takie praktyki były jednak szybko demaskowane. Ludziom dotkniętym tą przypadłością, groziły w RAF degradacja oraz pozbawienie wolności. Ogłoszenie nowego statusu odbywało się upokarzającej aurze, podczas zbiórki jednostki. Brytyjskie oraz amerykańskie załogi, bombardując głównie Szczecin, Gdańsk i Królewiec, narażone na ataki myśliwców i ostrzał wroga, w warunkach skrajnego wyczerpania oraz w ciężko uszkodzonych maszynach często kierowały się nad neutralną Szwecję. Tam były internowane, a po kilku miesiącach lotnicy wracali do dywizjonów...........

 

 

 cały artykuł    " W poszukiwaniu lotników"

 

 

 

 

Tekst: dr Jakub Ciechanowski / Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu

zdjęcia: Radosław Horanin