Lotnisko Lens-Bénifontaine, zlokalizowane w północno-wschodniej Francji, 16 września gościło uczestników pokazów „Meeting aérien Franco-Polonais”. Wyczyny lotników, historyczne pokazy i wystawy towarzyszące obejrzało ponad 55 tysięcy widzów. W gronie uczestników, oprócz gospodarzy Francuzów, doskonale bawili sie Szwajcarzy, Belgowie, Duńczycy, a także liczna grupa Polaków, wspierana przez miejscową Polonię.

 






– Pomysł na temat francusko-polski spotkania nie pojawił się przypadkowo. W regionie Nord-Pas-de-Calais mieszka około 500 000 mieszkańców pochodzenia polskiego – wyjaśnia Régis Grébent, prezes stowarzyszenia „Fêtes de l’Air Lens-Bénifontaine”, organizatora pokazów. – Naszym celem jest również danie możliwości dzieciom obejrzenia samolotów z bliska, porozmawianie z pilotami, w nadziei, że kiedyś będą latać.

 

Régis Grébent nieustannie podkreśla jak ważne w życiu każdego z nas są marzenia. Jak twierdzi, to od nich wszystko co wielkie, dobre i wspaniałe się po prostu zaczyna.

 

 

Oficjalne imprezy towarzyszące pokazom rozpoczęły się dwa tygodnie wcześniej. Meeting aérien de Lens to wielkie dzieło promowania magii lotnictwa, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, co podkreśla organizator.

 

 

Polscy lotnicy – bohaterowie najnowszej historii Francji


Szczególnie cieszy fakt, że nie brakowało odniesień do historii polskiego oręża. W hotelu de Ville w Lens można było obejrzeć wystawę „Le Prix de la Liberté” poświęconą Polakom, którzy walczyli na frontach II Wojny Światowej. Historyczną ekspozycję „Les Polonaise, Liberateurs du Pas-de-Calais”, tym razem poświęconą Polakom walczącym u boku Francuzów na frontach I Wojny Światowej, można było oglądać w Hotelu de Ville d’Hulluch. Biblioteka Edouard Pigonon de Bully-les-Mines gościła wystawę poświęconą komiksowi „Tanguy & Laverdure”. Bohaterami rysunkowej serii są dwaj piloci Francuskich Sił Powietrznych: Michel Tanguy i Ernest Laverdure. Twórcą przygód o dwóch odważnych lotnikach jest Jean-Michel Charlier i Albert Uderzo. Atrakcją wystawy były pamiątki z jego osobistej kolekcji, związane z powstawaniem tej komiksowej serii. W tym samym czasie w galerii Photo Ravaux Cuvelier podziwiano wystawę fotograficzną „Rêve de Vols, Vols de Rêves” autorstwa Régisa Grébent, który jest pomysłodawcą i organizatorem pokazów. Na „Rêve de Vols, Vols de Rêves” składają się fotogramy przedstawiające podniebne wyczyny Breitling Jet Team, które autor wykonał z kabiny jednego z samolotów należących do zespołu.

 

W czwartkowy wieczór 13 września, w Salle du Colisee w Lens, odbyła się konferencja „Les Aviateurs Polonais Dans le Nord-de-Calais Pendant la Deuxiéme Guerre Mondiale”. Tematem sesji był udział żołnierzy polskich z Francuskich Sił Powietrznych w walkach w departamencie Nord-de-Calais w latach 1940-43. Gościem honorowym konferencji był weteran II Wojny Światowej pilot Jerzy Główczewski, którego wspomnień z wypiekami na twarzy słuchano w auli wypełnionej po brzegi słuchaczami.

 

Dzień później, w centralnym punkcie Lens, pod miejskim ratuszem, odbyły się uroczystości upamiętniające żołnierzy Polskich walczących na terenie północnej Francji podczas II wojny światowej. Wzięli w niej udział przedstawiciele władz miast Lens i Liévin, Kongresu Polonii Francuskiej (Maison de la Polonia de France), członkowie Stowarzyszenie Kombatantów. Polskę reprezentowali: Konsul Generalny RP w Lille, członkowie Fundacji Historycznej Lotnictwa Polskiego. Uwieńczeniem piątkowych uroczystości był przelot zespołu akrobacyjnego Polskich Sił Powietrznych „Orlik” nad miejscem uroczystości. 

 

Podczas uroczystości pod Ratuszem w Lens (foto. Jolanta Janczyk)

 

 

 

 

Samoloty w akcji – pod niebem Lens i na lotnisku


Sobotnie świętowanie rozpoczął przelot nad miastem zespołu akrobacyjnego Patrouille de France. Pod Ratuszem stał samochód Francuskich Sił Powietrznych, gdzie trwały spotkania z francuskimi lotnikami. Widzowie mogli także podziwiać dwa samoloty: Jaguar oraz Mirage, które oblegały nie tylko dzieci, a również dorośli. Tym samym mogli spełnić swoje odległe i nieco już zapomniane marzenia z dzieciństwa, zasiąść w kokpicie, dotknąć sterów, poczuć adrenalinę przemieszane z endorfinami.

 

Na lotnisku Lens-Bénifontaine całą sobotę przebywali spotterzy, a także ponad trzysta dzieci z biednych rodzin, które miały możliwość przyjrzeć się z bliska ponad czterdziestu samolotom prezentowanym na ekspozycji statycznej. Były także spotkania z ich pilotami. Nie brakowało momentów pełnych wzruszeń. Wspomnę tylko jeden, kiedy weteran Jerzy Główczewski, pilot i bohater II Wojny Światowej, spotkał się z Jackiem Mainką, wnuczkiem jego mechanika z czasów walk pod znakiem RAF. Był także Jan, syn Zenona Bartkowiaka, pilota, który został zestrzelony w regionie Nord-Pas- de-Calais. Pan Jan spełnił swoje marzenie i zobaczył legendarny Spitfire, na którym walczył jego ojciec. Dzień zakończył się spotkaniem Polonii francuskiej z przybyłymi na pokazy lotnicze pilotami, załogami, członkami Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, przedstawicielami władz miast Lens i Liévin w siedzibie Kongresu Polonii Francuskiej – Maison de la Polonia de France. Na scenie prezentowały się zespoły ludowe tworzone przez Polaków tam mieszkających, które kultywują tradycje. Niesamowitym przeżyciem dla wielu przybyłych gości było wysłuchanie pieśni „Hej sokoły”. Kto żyw, artyści z zespołów folklorystycznych, piloci i mechanicy, wreszcie Polunusi połączyli się w chóralnym śpiewie. Bezcennym przeżyciem była możliwość zobaczenia łez wzruszeń w oczach Polonii. To niezwykłe spotkanie połączyło serca Polaków znad Wisły, i tych co osiedli przed dziesiątkami lat na ziemi francuskiej. Dla młodych ludzi był to dowód, że patriotyzm i miłość do Ojczyzny nie jest pustym frazesem.

 

- Dla wielu z nas spotkanie z pilotami i technikami zespołu „Orlik” było symbolicznym powrotem Tam, do Polski... – powiedział mi, ukradkiem ocierając łzy, jeden z uczestników spotkania.



foto. Konrad Sieczkowski




Asy przestworzy pod niebem Lens – niedzielne pokazy


Od godz. 13.30 do 18.00 nieprzerwanie trwały pokazy. Zobaczyliśmy samoloty najnowszej generacji (znakomity pokaz samolotu Rafale, dwukrotny przelot dwóch samolotów Mirage 2000), jak i te pokryte patyną historii. Prezentowano maszyny wojskowe i cywilne, a także samoloty akrobacyjne oraz śmigłowce. Wśród eksponatów na ekspozycji statycznej zobaczyliśmy m.in.: de Havilland Tiger Moth, radziecki samolot myśliwski Yakovlev Yak-3 i wielozadaniowy Yak-12, An-2 – największy produkowany seryjnie jednosilnikowy, wielozadaniowy dwupłatowiec na świecie, zaprojektowany w biurze konstrukcyjnym Olega Antonowa. Nie zabrakło także samolotu szkolno-treningowego TS 8 produkowanego w zakładach PZL w Mielcu, którego używano w lotnictwie polskim do lat 70. ubiegłego stulecia. Dumnie prezentował się także belgijski, jednosilnikowy samolot treningowy North American AT-6D Harvard III. Ten słynny dwupłatowiec skonstruowano i wyprodukowano pierwsze modele na początku latach 30. ubiegłego wieku. Wielką atrakcją był także Beechcraft D-17 Staggerwing, amerykański dwupłatowiec skonstruowany w tym samym okresie. Wśród innych latających eksponatów znalazły się także: samolot Stampe SV-4 (kolejny treningowy belgijski dwumiejscowy dwupłatowie) i niemiecki samolot rozpoznawczo – łącznikowy Fieseler Storch („Bocian”), typu STOL (Short Take-Off and Landing). Jako ciekawostkę trzeba dodać, że „Bocian” potrzebował zaledwie sześćdziesięciu metrów dogodnego terenu do startu i tylko dwudziestu metrów do lądowania. Prezentowany model został wyprodukowany w 1935 roku. Fieseler Storch, ze względu na swoją wszechstronność, używany był przez Rzeszę na wszystkich frontach II Wojny Światowej. Do najsłynniejszych zadań wykonanych przy jego użyciu kroniki lotnicze wymieniają brawurową akcję uwolnienia Benito Mussoliniego. 12 września 1943 roku w odbiciu duce brał udział Otton Skorzen, pilot samolotu. Inną głośną i udaną misją „Bociana” było przewiezienie do Berlina gen. von Greima przez pilotkę Hannę Reitsch.

 

 

foto. Konrad Sieczkowski

 

 

Wśród prezentowanych w Lens śmigłowców znalazły się dwa lekkie śmigłowce produkowane przez francuski koncern Aérospatiale: SA 341/342 Gazelle i L’Alouette. Widzowie pokazów mogli także przyjrzeć się z bliska maszynie Dauphin SA 365N, należącej do Marynarki Wojennej, oraz Sea King Sikorsky HSS-1 belgijskiego SAR-u.

 

W pokazie dynamicznym zobaczyliśmy niesamowitą Pascal Alajouanine, wielokrotną Mistrzynią Francji w Akrobacji Samolotowej, Mistrzynią Europy (podwójną), Mistrzynią Świata (w kategorii zespołowej), która zaprezentowała się na samolocie CAP232. Pascal jest także matką chrzestną pokazów w Lens. Ze zdumieniem i podziwem trudnym do ukrycia patrzyliśmy na Pascal, która po pokazie uśmiechnięta opuszczała swój samolot. Wypoczęta, zrelaksowana i bez najmniejszych śladów przeciążeń na twarzy.
Pod niebem Lens zobaczyliśmy znakomity pokaz precyzji, profesjonalizmu i lotniczego artyzmu w wykonaniu samolotu Yak-52 „Janie” za sterami, którego siedział Etiennne Verhelle (na co dzień pilot Boeinga 747 w British Airways, z nalotem ponad 12000 godzin). Etienne zanim został pilotem komunikacyjnym był pilotem wojskowym Belgijskich Sił Powietrznych, latał samolotem C130 Hercules.

 

– Latanie to moja miłość. Akrobacja jest pasją i odskocznią od codzienności. Moim chlebem powszednim jest latanie dużym samolotem komunikacyjnym na rejsach międzykontynentalnych. Akrobację traktuję jako formę doskonalenia swoich umiejętności, ale także jako sposób na wyrażanie siebie - wyjaśnia Etienne.


Yak-52 stanowił podstawowy samolot szkolny rosyjskiego lotnictwa w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia. Aktualnie ten całkowicie metalowy dolnopłat napędzany dziewięciocylindrowym silnikiem gwiazdowym Vedeneyev M14P jest używany jako samolot akrobacyjny. Posiada wszystkie ku temu zalety konstrukcyjne: rozbudowany układ pneumatyczny wykorzystywany do uruchamiania silnika, sterowania podwoziem, hamowania i poruszania sterami kierunku, wysokości oraz klapami. Kolejne plusy to stosunkowo mała masa własna i mocna konstrukcja. Maszyna ta wytrzymuje przeciążenia rzędu +7/-5 G i może obracać się z prędkością do 180 stopni na sekundę. Wspominając o samolocie Yak-52 warto dodać, że trójkołowe podwozie, choć całkowicie chowane, w pozycji ukrytej pozostawia lekko wystające koła, które pozwalają na awaryjne lądowanie w przypadku awarii systemu pneumatycznego.

Prawdziwą furorę na pokazach zrobił także Spitfire, jeden z najsłynniejszych samolotów myśliwskich II wojny światowej, który mogliśmy podziwiać nie tylko na ekspozycji statycznej, ale także w powietrzu. Jego pilot Charlie Brown z przyjemnością dzielił się swoją wiedzą i wrażeniami z latania legendarną maszyną. Prawdziwą perełką był pokaz polskiego samolotu de Havilland Tiger Moth, którego pilot Jacek Mainka dokonał heroicznego wręcz wyczynu by dotrzeć do Francji. Z przygodami leciał do Lens tydzień. Ze względu na konstrukcję samolotu (odkryta kabina), pilot mógł lecieć jedynie na pułapie między 600 a 300 metrów. De Havilland Tiger Moth nie ma też typowych hamulców, dlatego mógł lądować tylko na trawiastym podłożu.

 

Niedzielne pokazy uświetnił pokaz brytyjskiej formacji AeroStars latającej sześcioma samolotami Yakovlev YAK-50.
Na długo w pamięci widzów pozostanie fantastyczny pokaz samolotu Rafale należącego do Francuskich Sił Powietrznych, którego pilot Michel Brocard pokazał, że wielozadaniowy samolot myśliwski produkowany przez firmę Dassault Aviation doskonale sprawdza się nie tylko w misjach bojowych, ale skutecznie potrafi zapierać dech w piersiach tysięcy widzów na pokazach lotniczych.
Lotnicze święto w Lens zakończył znakomity pokaz zespołu akrobacyjnego Polski Sił Powietrznych „Orlik”, który podbił serca publiczności pokazując niezwykłą precyzję pilotażu, wykonując figury i manewry całą grupą, jak i mniejszymi grupami oraz solo. Zachwycały efektowne, dopracowane do perfekcji mijanki i rozejścia. Pikanterii, dzięki sprzyjającym warunkom atmosferycznym, dodawały długo utrzymujące się w powietrzu dymy.

 

- Niesamowity to obraz widzieć tysiące ludzi siedzących na trawie, czy opartych o barierki ogrodzenia, wszystkich wpatrzonych w niebo, w nasze „Orliki”- podkreśla jeden z polskich spotterów obecnych na pokazach. Pokaz zespołu był również wyjątkowy dla Elżbiety Hossa- Lenglain, polskiej emigrantki od lat mieszkającej we Francji i Belgii, która zadebiutowała w roli jednego z komentatorów.

 

foto. Konrad Sieczkowski

 

 

 

Polacy perfekcyjnie przygotowani – przez historię do świadomości młodszych pokoleń



Polskę na tej imprezie reprezentowała Fundacja Historyczna Lotnictwa Polskiego, Wydawnictwo Stratus oraz Lotnicza Warszawa. Grupa Historyczna Lotnictwa Polskiego, oprócz zbierania materiałów historycznych, zajmuje się rekonstrukcją realiów życia i służby Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie wykorzystując w tym celu oryginalne elementy umundurowania i wyposażenia. Członkowie Fundacji przywieźli ze sobą do Francji mundury RAF-u pochodzące z okresu II Wojny Światowej, wierne kopie tych, w jakich służyli polscy lotnicy z PSP. Fani historii mogli także oglądać wiele eksponatów pochodzących z epoki, które wypożyczono z prywatnych kolekcji. W Lens mieliśmy okazję podziwiać fragment obozu lotniskowego: dwuosobowy namiot wojskowy, w którym na lotnisku mogli spać mechanicy, którzy serwisowali samoloty. Do ciekawszych eksponatów należała jednoosobowa łódka ratunkowa (dinghy) RAF-u z napisem w języku polskim („KOTWICA Z WORKA ZAPOBIEGA WYWRUCENIU SIĘ LODKI” – pisownia oryginalna, przyp. autorka). Łodź zaprezentowano z kompletnym wyposażeniem: z prądnicą, pompką ręczną służącą do jej pompowania, żółtym latawcem, który po rozłożeniu mógł ciągnąć łódkę w przypadku odpowiedniego wiatru i służył jako antena. Zaprezentowano także wyposażenie pilota, z oryginalnym spadochronem, czapką „pilotką” z goglami i maską tlenową, ocieplanymi butami i rękawicami.

Podczas pokazów miała miejsce także premiera francuskiej wersji książki „Groupe de Chasse Montpellier 1940” Bartłomieja Belcarza wydanej przez Stratusa na zamówienie francuskiego wydawnictwa Artipresse.


Prezentowana była także wystawa „Les heros oublies” („Zapomniani bohaterowie”) autorstwa Bartłomieja Belcarza i Marka Rysia opowiadająca o historii polskiego lotnictwa we Francji w 1940 roku.

 

 

Zamiast podsumowania...


Dla mnie była to najbardziej udana impreza lotnicza w mijającym roku. Nie uważam tak dlatego, że w końcu udało mi się spełnić swoje małe marzenie i zasiadłam wreszcie za sterami legendarnego myśliwca z czasów II Wojny Światowej, który opuszczałam ze łzami w oczach. W Lens nie było tłumów i dzikiego oblegania samolotów, jak choćby na targach i pokazach paryskich, czy berlińskich. Dni spędzone w Lens wszyscy zapamiętamy, jako niezwykłe z powodu wymiaru czysto ludzkiego. Historia złączyła się z teraźniejszością, weterani z czasów II Wojny Światowej rozmawiali z młodzieżą. Były łzy wzruszenia, radość i refleksja, że wszyscy stanowimy jedną, wielką i zgodną lotniczą rodzinę. Były też ważne akcenty polskie, tak historyczne, jak i lotnicze (raz jeszcze wspomnę nasz zespół „Orlik”). Tak wspaniałej atmosfery na próżno szukać na większości europejskich pokazów. Raz jeszcze wielkie słowa podziękowania i szacunku dla Régisa Grébent, prezesa stowarzyszenia „Fêtes de l’Air Lens-Bénifontaine”, organizatora pokazów i grupy sześćdziesięciu wolontariuszy pomagających przy organizacji.

 

 

więcej zdjęć na naszym profilu na facebooku

 

 

 

Jolanta Janczyk

 

Do odsłuchania także audycja o pokazach w Lens.
Zapraszają Jolanta Janczyk, Tomasz Wybranowski i producent programu Katarzyna Sudak.
http://www.mixcloud.com/tomaszwybranowski/lotnicza-polska-tygodniowka-near-fm-wszystko-o-meeting-aerien-de-lens-2012/