Miniony weekend był ostatnim weekendem wakacji, w tym czasie odbyły się dwa pikniki lotnicze: w Krakowie i Bielsko-Białej. Niestety pogoda nie uśmiechnęła się do organizatorów i zwiedzających. Mimo wszystko Muzeum Lotnictwa Polskiego postarało się by przybyli goście wyszli zadowoleni.

 

 

 

 

 

 

 

Sobotni poranek nie wróżył dobrze. Podstawa chmur na poziomie nawet 150 metrów i ciągle powracający mocny deszcz uniemożliwiał rozpoczęcie pokazów zgodnie z planem. Odbijało się to również na frekwencji, która w sobotę była dość niska. Pokazy rozpoczęły się przelotem śmigłowca PZL Kania, który na co dzień stacjonuje w hangarze na terenie Muzeum Lotnictwa Polskiego. Następnie na niebie pojawił się wiatrakowiec Xenon, od tego momentu pokazy rozkręciły się. Co prawda do końca dnia nisko sunące obłoki ograniczały pionowe manewry samolotów, ale goście nie mogli narzekać na brak atrakcji. Znacznie lepiej było w niedzielę, co prawda całkowicie przejaśniło się dopiero późnym popołudniem, jednak pokazy były znacznie bogatsze niż dnia poprzedniego.

 

Lądujący Jak-52, grupy Aerobatic Yakkers

 

 

Z rozmaitych przyczyn termin pikniku został przeniesiony na początek września (tradycyjnie odbywał się pod koniec czerwca). Stąd przygotowania były krótsze niż za zwyczaj, przez co ilość samolotów historycznych (które były zwykle mocną stroną tej imprezy) była mniejsza. Jednak na niebie zaprezentowały się klasyczne górnopłaty: Piper Cuby, Tylorcraft Auster IV i RWD 5R. Ich uzupełnieniem był Jak-18, jedyny latający regularnie eksponat Muzeum Lotnictwa Polskiego. Była to jego pierwsza prezentacja od zeszłego roku. W powietrzu pojawił się również piękny model samolotu RWD-6, Nie zdołała niestety przylecieć zapowiedziana wcześniej Morava. Jak zawsze w Krakowie nie zawiodła (ulubiona przez widzów) akrobacja lotnicza. Jej mocną reprezentację stanowiła grupa akrobacyjna „Żelazny”, prezentująca akrobację grupową i indywidualną. Niezwykłe wrażenie wywołał pokaz z udziałem dwóch Zlinów 50 i Zlina 526 holującego szybowiec MDM Fox. Ciekawy zestaw figur zaprezentowali również piloci Aeroklubu Warszawskiego. Godni podziwu tym bardziej, że ich zespół 3AT3 lata, na zupełnie nieakrobacyjnych samolotach Aero AT-3. Z Niemiec przyleciał Uwe Zimmermann na swojej żółtej Extrze 300. Tradycyjnie na Małopolskim Pikniku Lotniczym gościł Jurgis Kairys znany i uwielbiany przez krakowską publiczność. Wykonywał on akrobację indywidualną, ale również prezentował się w powietrzu wraz z dwoma Jakami-52 z grupy Aerobatic Yakkers, w wyjątkowo interesującym pokazie. Ciekawie malowane rumuńskie samoloty wykonywały również samodzielnie akrobację grupową. Wszystkie akrobacyjne popisy spotykały się z gromkimi oklaskami ze strony publiczności.

 

Jurgis Kairys na Su-26

 

 

Ciekawą akrobację zaprezentowały także dwa niewielkie śmigłowce CH-7 Compress, które czarowały swoimi wykonywanymi synchronicznie manewrami. Pokazy uzupełniała wspomniana już, policyjna PZL Kania, która pokazała serię dynamicznych przelotów, oraz brała udział w pokazie grupy antyterrorystycznej. Na ziemi i w powietrzu pojawiły się również liczne samoloty m.in. Cessna 172, Socata Rally, Aviat Husky, czy EM-10 Orka. Nie zabrakło również konstrukcji ultralekkich: 3XTrimów, Aeroprakta 22L i innych. Prezentował się także An-2 z Aeroklubu Podhalańskiego. Urozmaiceniem pokazów były motoparalotnie, oraz balony puszczane w pobliżu hangarów Muzeum Lotnictwa Polskiego. Pogoda uniemożliwiła planowany pokaz spadochroniarzy z WKS Wawel. Niektóre z wymienionych powyżej statków latających prezentowały się na pokazach z Krakowie i Bielsku- Białej stąd nie zawsze bazowały na lotnisku Rakowice- Czyżyny. Wysoka frekwencja w niedzielę spowodowała długie kolejki do kas (mimo że było ich pięć, a w pewnym momencie w głównym gmachu zorganizowano jeszcze jedną), co było powodem narzekań niektórych odwiedzających.

 

Aerobatic Yakkers i Jurgis Kairys startujący do wspólnego pokazu

 

 

Rekompensatą złej pogody były rozliczne atrakcje przygotowane dla zwiedzających na ziemi. Jedną z najciekawszych była oczywiście ekspozycja historycznych samolotów, będących w zbiorach organizatora- Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Kolejną - grupy rekonstrukcji historycznych,  wśród nich GHR Południe odtwarzająca polskie wojska spadochronowe, która rozłożyła się przy muzealnym An-26 (który tuż przed piknikiem został odświeżony). Innym lotniczym akcentem rekonstruktorów było działko przeciwlotnicze Flak38, zamontowane na pojeździe Horch 4x4 1A/Kfz18, należące do grupy z Buska-Zdroju. W głównym budynku muzeum pojawiły się fragmenty samolotu Ła-5FN, który rozbił się w Bieszczadach na jesieni 1944 roku. Części te zostały odnalezione przez Grupę Poszukiwawczo-Eksploracyjną „Orły Historii” (sponsorowaną prze port lotniczy w Balicach, patronujący również piknikowi lotniczemu), która planuje prowadzić kolejne prace nad szczątkami tej maszyny, by ich efekt przekazać w depozyt muzeum.

 

 

Policyjna PZL Kania stacjonująca na co dzień na lotnisku Rakowice- Czyżyny

 

 

Części samolotu Ła-5FN odnalezione przez grupę „Orły Historii”, przy RWD-13


 

Mimo złej pogody starania organizatorów, żywiołowy komentarz Jana Hoffmanna i atmosfera historycznego, mającego już sto lat lotniska spowodowały że VIII Małopolski Piknik Lotniczy, można zaliczyć do udanych. Miejmy nadzieję że ustabilizowanie sytuacji pozwoli zorganizować przyszłoroczną edycję w terminie nie kolidującym z innymi imprezami lotniczymi... i że aura będzie nieco bardziej łaskawa.

 

 

tekst/fot.  KAMIL STASIAK