Zaczyna się zwyczajnie – po starcie nabieramy trochę pułapu , Ryszard kładzie RWD na prawo i ciasno zawraca wokół wycelowanego w dół skrzydła . Taki szpan dopuszczalny na maszynie nie akrobacyjnej , nastąpią jeszcze dwa wychylenia na boki - pożegnalne „pomachanie skrzydłami” dla pasażera czasem mniej przyjemne , bo kiwać się samemu , a być kiwanym , to nie to samo . Ale przywykłem.

 

 

 

 

Tym razem naszym RWD-5R lecimy do Bydgoszczy ; tamtejsze wojskowe zakłady lotnicze wypożyczyły go jako eksponat wystawowy na jubileusz . Odpocznie tam ponad tydzień , a nas jeszcze dziś odstawi się do Łososiny Dolnej specjalnym lotem . Meteo zapowiada od północnego zachodu gwałtowne załamanie . Dobrzy ludzie radzili nie lecieć dziś samolotem o wyposażeniu niewiele się różniącym od tego w pierwowzorze sprzed 80 lat , ale lecimy . Już się zapowiedzieliśmy w Bydgoszczy , po drodze dobieramy paliwo w Radomiu , zobaczy się jak tam będzie dalej. Na razie pogoda przyjemna , także w Radomiu – Piastowie , gdy po wylądowaniu idziemy na proszoną kawę do znajomych pożarników powietrznych , którzy tu dyżurują . Gdy przelatywaliśmy tędy przed miesiącem , była susza i z lasów dymiło w wielu miejscach ; teraz chłopcy mają więcej luzu . Prosimy o aktualną prognozę . Na trasie naszego przelotu front atmosferyczny najpierw poprzerywany , potem już zwarta ława chmur .

 

U powietrznych strażaków na lotnisku Aeroklubu Radomskiego

 

- Lećcie , może zdążycie zanim się to rozwinie ! - Musimy do tankować „po dach” na zapas , jakby trzeba było zawrócić . Ryszard jeszcze coś załatwia , ja idę do RWD , koło którego gromadzi się grupka młodych i nawet wiedzą , co to za maszyna. Jednakoż jeden za bardzo kontaktowo traktuje samolot , więc cytując Gienka Pieniążka interweniuję – Ej , a jak ja bym chciał twoją dziewczynę tak po dotykać …

 

Jej ! Zza RWD wychodzi rezolutnie osoba całkiem , całkiem – Czyżbym słyszała jakąś propozycję ? Hm ... Sumituję się na takie dictum acerbum i … miło się rozstajemy Za to niebo nad głową coraz mniej przyjazne .

 

Do Radomia Ryszard zna drogę na pamięć , dalej już słabiej , a zabrana na drogę nie ta mapa lotnicza ... sięga jedynie Łowicza ! Do tego kłopot z ustawieniem GPS –a . No cóż , trzeba wiązać kierpca glistą - i tym razem zabrałem ze sobą mapę Polski 1 : 1 000 000 wydaną przez ... ZNTK Ostrów Wielkopolski . W układzie zeszytowym wygodna dla ogólnej orientacji .A i rzecz sama w sobie curiozum - wydana w 1995 r przez nie istniejące już dziś ostrowskie zakłady kolejowe samochodowa mapa w funkcji … nawigacji lotniczej ! Z pomocą tej kolejarskiej mapy dla kierowców jakąś „torodromą’ , w ostateczności wzdłuż Wisły ( tę to chyba widać będzie ) do Bydgoszczy trafimy . Problem jest ze strefami zakazanymi dla lotów ( z tej mapy się o nich , oczywiście , nie dowiemy ) ale mamy radio . W eterze ciszej , ruch w powietrzu mniejszy , pogoda zniechęca , jeszcze na trawersie Skierniewic widzimy z odległości 50 km „drapacze chmur” Warszawy , ale na kursie to już same chmury , przed nami i – choć mamy 300 m pułapu - pod nami . Przesuwające się tu i tam ławice ulewy . Ryszard , póki co , zgrabnie je omija – pod nami jeszcze jakaś pozakręcana w węzełki idylliczna rzeczka z kajakiem , jeszcze słomą kryta chałupka samotnie piszcząca w krajobrazie ; potem w momencie „gasną podłogi i powietrza !” A te ostatnie zaczynają nami zdrowo rzucać , samolot leci przechylony w trawersie , nurzając się w fale deszczu , krople wody naprzykrzają się w kabinie gdzieś od dołu , a Ryszard ma kłopoty z łącznością - „Warszawa Informacja” przestała już prowadzić , a Gdańsk nas chyba nie słyszy.

 

Jubileuszowa mapa - pamiątka po ostrowskich ZNTK

 

 

 

Szukaj na mapie częstotliwości Płocka ! –

 

Na mapach lotniczych obok miejscowości z radiostacją są wydrukowane cyfry namiaru . Płock jest na skraju naszej za krótkiej mapy i to tak , że owe cyferki są w połowie odcięte ! Lecimy . Ostatecznie natrafimy na Wisłę . Jakąś wydłużoną wodę za przesłoną ulewy widać . Czy to Wisła ? Jesteśmy nad jej pradoliną i dużo tu jezior starorzecza . Przypomina mi się Wańkowiczowy opis komunikacji Niewiażą na Wileńszczyźnie w czasach jego dzieciństwa . Raz pijany kapitan wprowadził parostatek w ślepą odnogę rzeki i ze zgrozą ogłosił pasażerom - Niewiaża skończywszy się !

 

Już się chmurzy nad Piastowem

 

 

 

Koło Włocławka , widoczność się na chwilę poprawia i o parę kilometrów widzimy lotnisko Kruszyn , gdzie gościliśmy przed miesiącem i kto wie , czy nam obu w tym momencie nie przebiegło przez myśl – Lądujmy ! Ale hasło nie padło , pod nami lasy , a gdzieś przed nami bliżej już niż dalej Bydgoszcz . Wcześniej mamy minąć Toruń , Ryszard coś usłyszał przez radio , pyta czy mam na swej samochodówce Gniewków . Bo należy go minąć po stronie …? Nie dosłyszał ! Gniewków jest , bez wątpliwości mijamy miasto po stronie całkiem niewłaściwej , ale przed nami wieże Torunia i wreszcie zamglona , czarna Wisła ; łachy i piaszczyste wyspy , bardzo piękna ! Nad nią przynajmniej nie nadziejemy się na jaki maszt satelitarny , widoczność nadal podła . Zanurzona w deszczu Bydgoszcz i lądowanie na betonie pasa dla „pasażerów” . Parę kilometrów kołowania za wojskowym „Follow me” do właściwego hangaru , przed którym entuzjastycznie wita nas cała grupa ludzi – W taką pogodę ! Ale chyba macie transponder ?

 

Urokliwa mazowiecka rzeczka

 

 

A my mamy rzadką okazję satysfakcji ... z nie posiadania transpondera . No cóż , pozaglądaliśmy tam , gdzie słońce nie świeci remontowanym Migom 29 i już czeka biały amerykański Cirrus SR22 , taki już Rolls Royce powietrznej przestrzeni , radary , monitory wyświetlaczy ; tu na tylnym siedzeniu czuję się jak worek przewożony w zbyt eleganckim bagażniku . Wychodzimy na 8 tysięcy stóp ( jakoś ociężale wyliczam , że to ponad 2 400 m ) z nadzieją wyjścia ponad chmury , ale bez skutku . Lecimy więc białym samolotem w białej wacie 300 km / godz.. przebijając od tyłu dość komfortowo front , któremuś my niedawno na 300 metrach stawali od czoła . I czuję się w tej bieli jak w wielkiej dłoni i ktoś jakby mówił : No i mam cię , robaczku , porobiło ci się , może już nawet za dużo ... – I może by doszło do jakich ekspiacji , ale chmury się przerzedzają , w dole ziemia przeziera i połowa drogi już daleko za nami . Do Łososiny idziemy jak po sznurku . Chwila i nasi nad nizinni przewoźnicy z respektem dla gór usadzają samolot na lotnisku . I szybko z jeszcze większym respektem startują .

 

„Cirrusem” do domu

 

 

Z Bydgoszczy przylecieliśmy Cirrusem w niecałe półtorej godziny , w tamtą stronę na RWD – w bogate w adrenalinę 3 i pół. A wszystko , jak mówi żona przez „twe liczne talenta” , bez których itd. Więc jakby ktoś nie wiedział , po co komu RWD –5 , to już wie .

 

 

Działo się to równo trzy lata temu , teraz RWD-5R ma transponder , GPS jak należy i inne gadżety obok historycznego oprzyrządowania .

Ale silnik i solidność konstrukcji te same . Spracowana mapa jubileuszowa ostrowskiego „Wagonu” też na wszelki wypadek w zapasie .

 

 

 

Zbigniew Sułkowsvki

STOWARZYSZENIE LOTNICTWA EKSPERYMENTALNEGO EAA 991

sle.malopolska.pl