Muzeum RAF w Londynie

W pierwszych latach XX wieku pewien angielski gentleman Claude Grahame White postanowił, że poświęci się swojej pasji życia i będzie budował samoloty. Dziś tam gdzie powstały jego warsztaty, jest jedno z najsłynniejszych na świecie muzeów lotnictwa. Oficjalne otwarcie muzeum nastąpiło 15 listopada 1972 roku. Dziś zbiory muzeum to ponad 100 samolotów doskonale prezentujących historię lotnictwa.


Londyn do rozległe miasto, na szczęście doskonale skomunikowane. Ponad 250 stacji metra robi wrażenie, inna sprawa że to co w Londynie nazywane jest metrem w Warszawie możnaby nazwać skrzyżowaniem metra i kolejki podmiejskiej. Obrazowo wyglądało to następująco: mieszkałem w pobliżu Kensington (Olimpia) gdzie kursowała linia Dictrict (2 strefa), muzeum zaś zlokalizowane jest przy przystanku Colindale na linii Northern (4 strefa). Dojazd metrem (wliczając 2 przesiadki) zajął mi około godziny. Z przystanku krótki 15 minutowy spacerek (jakieś 2 kilometry ale można podjechać autobusem) i stanąłem przed tym lotniczym eldorado o powierzchni mniej więcej stadionu piłkarskiego.

Powierzchnia jest chyba pierwszym, co zwraca uwagę w muzeum, przekraczamy furtkę i idziemy dobre 5 minut do majaczącego w oddali hangaru. Wokół równo przystrzyżone trawniki, spory parking no i górujące nad okolicą 2 myśliwce bliskie sercu każdego Polaka. Pomnik składający się z 2 huricainów (a może to były spitffiery – ach ta zawodna pamięć) umieszczonych na wygiętych, metalowych cokołach jest na wyciągniecie ręki – ot co bardziej sentymentalni mogą pogładzić powierzchnie sterowe. Przy tym nikt tu nikogo nie goni za dotykanie eksponatów. Wracając do wejścia – muzeum składa się z kilku hangarów rozłożonych zamaszyście wokół sporego placu. Tak naprawdę samoloty zgrupowane są w 5 halach-hangarach, chociaż przynajmniej dwie z tych hal są dwupiętrowe.

Nim zaczniemy mały wirtualny spacer drobna uwaga: zwiedzanie muzeum jest całkowicie darmowe. Jest tam jednak co oglądać (szybkim krokiem ponad 4 godziny), dlatego też warto zaopatrzyć się w któryś z kolorowych przewodników. Ceny jak na polską kieszeń były spore, o ile pamiętam, ładny aczkolwiek prosty kolorowy folderek z planami hangarów i opisami ciekawszych konstrukcji to koszt około 20 funtów. Muzeum można zwiedzać indywidualnie – obsługa wszędzie jest bardzo sympatyczna, służy pomocą, radą i dobrym słowem. Można też chyba przyłączyć się do jakiejś grupy z przewodnikiem – nie wiem dokładnie, muzeum zwiedzałem w październiku i wycieczek szkolnych wtedy nie widziałem. Godziny otwarcia to 10-18 przy czym jedna istotna uwaga – o ile chcecie obejrzeć całe muzeum, musicie zacząć od części nazywanej GRAHAM WHITE FACTORY.

GRAHAM WHITE FACTORY mieści się w najstarszej części muzeum. To kilka parterowych domków (no może niewielkich hal ale nie imponujących rozmiarami) z czerwonej cegły. Przypomina to trochę którąś z łódzkich fabryk (o ile ta ostatnia była by tak wypielęgnowana i zadbana). Tak naprawdę mieści się tu zaplecze placówki - czyli najróżniejsze magazyny, pokoje socjalne, składowiska desek i pinesek oraz warsztaty i garaże. Chyba dlatego tą część można zwiedzać jedynie do godziny 12. Tak naprawdę samo zwiedzanie zajmuje około 30-40 minut. Do zobaczenia są 2 samoloty na zewnątrz (jedne z wczesnych odrzutowców RAF) oraz jeden hangar z replikami (choć jest kilka autentyków) z czasów pionierów lotnictwa. Tych jest coś w granicach 10, przy czym stan ich odwzorowania a także rozmieszczenie budzi zachwyt. Przekraczamy bramy hangaru i czujemy się jakby czas cofnął się o jakieś 90 lat. Przyćmione światło, nieco kurzu, zapach smaru i te dwu i trzyplaty –słowem za chwilę wpadnie tu jakiś brytyjski oficer z pilotka na głowie, owinięty białym szalikiem i pykający fajeczkę. Do zobaczenia mamy tu m in. : legendarny myśliwiec S.E. 5a, bombowiec Vickers Vimy, Sopwith Triplane czy też Hanriot HD1. A sama hala i jej eksponaty moim okiem wyglądała tak: http://www.boaedon.pl/galeria/thumbnails.php?album=46

MILESTONES OF FLIGHT to druga hala jaką zwiedzałem. Dla odmiany konstrukcja hali-hangaru jest na wskroś nowoczesna – no ale ekspozycja „milowe kroki w lotnictwie” została otwarta 17 października 2003 roku (a więc w 100 lecie pierwszego lotu Orvilla Wrighta). Obszerny hol wita nas nieco znudzoną miną recepcjonistki ( tu też dostępne darmowe ulotki i płatne folderki) powieszonym na ścianie spittfire w srebrnym kolorze oraz ewolucją brytyjskich kokard lotniczych (bagatela podświetlonych jest z 15 takich znaczków od najstarszego do współczesnego, każda wielkości sporego tortu). Obok wejścia do właściwej hali mijamy gablotę ze znakami sil powietrznych zaprzyjaźnionych z RAFem, miło wśród nich zobaczyć naszą szachownicę. Następnie wchodzimy do dużej hali, gdzie zgodnie z tematem ekspozycji znajdziemy samoloty, będące ważne w historii lotnictwa. Moje oczy szczególnie przykuł Messerschmitt Me 262A – spotkanie na żywo z tym pięknym samolotem pozostawia niezapomniane wrażenia. Zwłaszcza, ze nie ma tu barierek znanych z naszych muzeów, słowem eksponaty są na wyciagnięcie ręki. W hali możemy zobaczyć kilkanaście samolotów, wśród nich takie perełki jak Mosquito, Gipsy Moth czy wreszcie znane raczej z pokazów Eurofighter Typhoon i Harrier (co prawda w starszej wersji bo GR3). Nie zabrakło tu Fokkera DVII oraz Kawasaki Ki-100-I Otsu. O takich „pospoliciakach” jak Mustang czy Messerschmitt Bf 109G nie warto nawet wspominać. Słowem jest bardzo bogato i można tu spędzić sporo czasu. Przy niektórych eksponatach dodatkowo mammy możliwość obejrzenia silnika który spoczywa na wózku obok (Harrier, Me 262. Do tego wszystkiego multimedialne prezentacje. Ale to jeszcze nie wszystko – na piętrze stylizowanym na wieżę portu lotniczego jest niewielkie kino. Chętni mogą tu sprawdzić swoich sił w zawodzie kontrolera ruchu lotniczego – a to za sprawą specjalnej multimedialnej gry.
Kilka zdjęć z tej hali: http://www.boaedon.pl/galeria/thumbnails.php?album=47

Chyba największe wrażenie robią dwie kolejne hale, tworzące wielki ciąg wystawowy. Pierwsza z nich to BOMBER HALL przedstawiająca dzieje lotnictwa bombowego od drugiej wojny światowej aż po strategiczne bombowce odrzutowe Wielkiej Brytanii. O rozmiarze tej ekspozycji najlepiej świadczą chyba samoloty które można tu zobaczyć: Wellington, B 24L Liberator, B 17 G Łatająca Forteca, B 25 Mitchell oraz Avro Lancaster. To jeszcze nie wszystko, z nowszych konstrukcji możemy zobaczyć sekcję dziobową Victora (przedstawiona w czasie tankowania w powietrzu) czy też całego Vulcana. Przy tym ostatnim uwagę zwraca makieta strażnika z psem, spora grupa bomb przygotowanych do załadunku i komora bombowa…a w niej telewizor i filmy o tematyce lotniczej. Zresztą różnego rodzaju scenki rodzajowe czynią ekspozycję jeszcze ciekawszą; mamy okazje zobaczyć naprawę silnika Wellingtona w warunkach polowych czy też załogę B 17 wsiadającą do samolotu. Wśród tej ogromnej hali nikną „malutkie” samoloty myśliwskie OSI jak Heinkel He 162A czy też Focke Wulf Fw190A. Jest też prawdziwa perełka lotnicza – wrak Halifaxa zestrzelonego przez artylerię przeciwlotnicza Tirpitza. O najróżniejszych gablotach czy chociażby makietach bomb nawet nie wspomnę bo giną w tym ogromie.
Kilka moich ujęć z tej hali: http://www.boaedon.pl/galeria/thumbnails.php?album=48

Poprzednia hala praktycznie płynnie przechodzi w kolejną: HISTORIC HANGARS. Podstawowym i obowiązkowym punktem zwiedzania jest tu niewielki sklepik. A w nim setki gadżetów lotniczych (od koszulek i breloczków począwszy przez czapki, kurtki i długopisy aż po bogata kolekcję książek o tematyce lotniczej). Interesująco wygląda dział przecen, gdzie niekiedy za kilka funtów można nabyć ciekawa pozycję angielskojęzyczną. Rzecz jasna jest też barek z przekąskami na zimno – taka kanapka ( o zgrozo 4 funty!) i sok pośród samolotów smakują szczególnie. No ale pora wracać do ekspozycji a jest co podziwiać. Sporą cześć hali zajmują myśliwce. Począwszy od starych konstrukcji jak de Havilland 9A, poprzez bogatą kolekcję samolotów z czasów II wojny (np.: Curtiss Kittyhawk IV, Hawker Typhoon 1B, Republic P-47D Thunderbolt II) po pierwsze samoloty odrzutowe (English Electric Canberra PR3 oraz de Havilland Vampire F3). Oczywiście to nie wszystko – jest tu jeszcze kilkanaście konstrukcji, chociaż niektóre znane raczej tylko Brytyjczykom. Kolekcję uzupełnia McDonnell Douglas Phantom II oraz Panavia Tornado – wypucowane tak jakby szykowały się do pokazu. Zresztą otwarta kabina tego pierwszego zachęca by wsiąść i polecieć. Co do kabin mamy zasiąść za sterami jednego z samolotów szkolnych (niestety tylko sekcja dziobowa i kabina) no i pospacerować po przedziale desantowym Chinooka. Ze śmigłowców możemy tu podziwiać jeszcze Merlina EH101 oraz poprzednika Sea Kinga czyli Westland Whirlwinda. Oczywiście nie zabrakło scenek rodzajowych i kilku wozów będących na wyposażeniu lotnisk polowych. Aha zapomniałbym o najważniejszym eksponacie: majestatyczny Supermarine Stranraer czyli ostatnia dwupłatowa łódź latająca.
Parę obrazków z tej hali znajdziecie tutaj: http://www.boaedon.pl/galeria/thumbnails.php?album=49

Wreszcie last but not least dwupiętrowa BATTLE OF BRITAIN HALL. Tą zwiedzałem nieco nie po kolei, bo sympatyczny pracownik muzeum komunikując się gestami (coś jak Franek Dolas w pamiętnej komedii) i na poły angielszczyzną (nie wiedzieć czemu z afrykańskim akcentem) polecił mi lecieć biegiem na emisję filmu o Bitwie o Anglię. Wszystko pięknie tyle że film wyświetlany był w sali na drugim końcu tej hali – czyli przy okazji mały trucht. A jak to wyglądało: cóż wyobraźcie sobie przyćmione światło i reflektory delikatnie obramujące sylwetki spittfire oraz hurricane. Nieco wyżej kilka rzędów krzeseł a z przodu na płachtach półprzezroczystego materiału wyświetla się odpowiednio dobrana i zmontowana kronika filmowa. Jest o bombardowaniu Londynu (w tle wyświetla się wtedy malownicza łuna nad miastem), o pojedynkach powietrznych i o konstrukcjach tego okresu (wraz z punktowymi reflektorami oświetlającymi w muzeum dany samolot). Do tego wszystkiego grupa Japończyków ostentacyjnie opuszcza salkę po komentarzu lektora, ze wojna zakończyła się w maju 1945 roku- słowem emocje gwarantowane. Wracając do ekspozycji, obok wspominanych już myśliwców znajdziemy tu także Boulton Paul Dewianta oraz Tiger Moth II . Rzecz jasna nie mogło zabraknąć samolotów niemieckich: Messerschmitt Bf 109E, Heinkel He111H, Messerschmitt Bf 110G czy wreszcie Junkers Ju87G to tylko niektóre. Na parterze znajdziemy jeszcze kilka scenek rodzajowych wprowadzających nas w życie Londynu w tym czasie czy też wrak zestrzelonego Hurricane.. Na piętrze jest jeszcze większa atrakcja: Short Sunderland czyli wielka brytyjska łódź łatająca. Niestety jej nie miałem okazji zobaczyć – była akurat remontowana.
Kilka innych obrazków z tej sali: http://www.boaedon.pl/galeria/thumbnails.php?album=50

Oprac. Michał Kaczorowski

www.rafmuseum.org.uk

Warto mieć zapasowy akumulator do lustrzanki a jeszcze lepiej mieć odpowiednią przejściówkę na brytyjskie gniazdka, żeby móc go podładować. Ja wtedy niestety tego nie miałem. Efekt był taki, że lustrzanka wyssała cały prąd z akumulatora używanego od 3 dni, gdzieś w połowie zwiedzania Bomber Hall. Pożyczona od ojca małpka Nikona też nie walczyła za długo – paluszki siadły na początku Battle of Britain Hall. Na szczęście miejscowy kiosk oferował paluszki. Cóż nauczony doświadczeniem tego dnia wieczorem wreszcie znalazłem gdzieś w sklepiku Hindusa potrzebna przejściówkę. Słowem i tak jeszcze tam wrócę…