Muzeum (Pracownia Literacka) Arkadego Fiedlera

Książka "Dywizjon 303" wszystkim miłośnikom lotnictwa nieodłącznie kojarzy się nieodparcie z osobą Arkadego Fiedlera. To nie tylko niegdysiejsza obowiązkowa lektura szkolna, ale przede wszystkim niezwykłe opowiadanie o niezwykłych ludziach. Warto zaznaczyć, iż tuż pod Poznaniem, w Puszczykowie znajduje się Muzeum Arkadego Fiedlera, który swą książkę pisał w ostatnich tygodniach Bitwy o Brytanię oraz przez kilka tygodni po niej. Sam autor tak ją opisał: "Spośród wszystkich moich książek "Dywizjon 303" jest chyba utworem pisanym najbardziej na gorąco, pod bezpośrednim wrażeniem rozgrywających się w 1940 roku wypadków (...)."

Wracając do tematu Muzeum Arkadego Fiedlera warto zaznaczyć, iż 29 września tego roku odbył sie wernisaż wystawy "Dywizjon 303" poświęconej wspaniałym lotnikom. Można na niej obejrzeć unikalne zdjęcia Arkadego Fiedlera z okresu Bitwy o Brytanię oraz nowe zdjęcia i dokumenty pozyskane przez Marka Fiedlera i jego syna Marka Oliwiera podczas tegorocznej podroży do Anglii w poszukiwaniu śladów Dywizjonu 303. Wystawa zostanie także pokazana w czasie gali 27 października w Teatrze Wielkim w Poznaniu z okazji 90-lecia Lotnictwa Polskiego.

Z kart historii muzeum
Przechodząc do opisu Muzeum - Pracownii Literackiej Arkadego Fiedlera powórćmy do jego historii.
Działalność swą muzeum rozpoczęło 1 stycznia 1974 roku. Placówka mieści się w starym domu rodziny Fiedlerów w Puszczykowie pod Poznaniem. Willę tę Arkady Fiedler kupił od państwa w roku 1946, po powrocie do kraju z wojennej emigracji. W 1948 sprowadził tu z Londynu swą żonę włoskiej narodowości, Marię z domu Maccariello, oraz dwóch nieletnich wówczas synów, Arkadego Radosława i Marka.
Z biegiem lat rosło zainteresowanie czytelników Arkadego Fiedlera domem, w którym mieszkał i tworzył, a także gromadzonymi w nim eksponatami z podróży. To nasunęło pisarzowi i jego rodzinie pomysł stworzenia w rodzinnej willi muzeum. Przez cały rok 1973 trwały prace adaptacyjne, w których udział brała rodzina Fiedlerów oraz przyjaciele, zwłaszcza dwóch: teść Marka Fiedlera Feliks Skrzypczak (1912-1999), budowniczy z zawodu, który stary dom Fiedlerów z 1926 roku, nie szczędząc ofiarnego trudu starannie wyremontował, przywracając mu dawną świetność.
Drugą osobą był człowiek wielkiej fantazji, artysta plastyk Zygmunt Konarski (1936-2004), który pomógł urządzić ekspozycję. Ponadto Zygmunt Konarski był pełnym pasji twórcą większości ogrodowych posągów. W roku 1991 decyzją Rady Miejskiej w Puszczykowie cofnięto placówce wszelkie subwencje i od tej chwili Muzeum - Pracownia jest zdana wyłącznie na własne siły.
Do końca 2000 roku placówkę odwiedziło ponad milion gości z Polski i zagranicy. Sporo osób przyjeżdża tu wielokrotnie, za każdym razem odkrywając coś nowego, kolejną ciekawostkę. Podejmuje ich rodzina Fiedlerów.

W poszukiwaniu śladów Dywizjonu 303
Od jakiegoś czasu ponownie rośnie w Polsce zainteresowanie losami naszych wspaniałych myśliwców, którzy tak dzielnie bronili Anglii. Książka Arkadego Fiedlera „Dywizjon 303” na nowo weszła do kanonu lektur szkolnych, tym razem gimnazjalnych. Stąd własnie narodził się pomysł wystawy poświeconej bohaterskim lotnikom.
 - Posiadamy wiele unikalnych zdjęć wykonanych przez mego ojca w czasie pamiętnej Bitwy w 1940r. Zamierzamy również wzbogacić ekspozycję dokumentami z tamtych czasów, a także nowymi fotografiami. W celu zdobycia interesujących nas materiałów udałem się wraz z moim synem Markiem Oliwierem do Anglii - mówi Marek Fiedler, syn pisarza.

Dalej Marek Fiedler wspomina:
- Najbardziej zapadła nam w pamięć wizyta w Northolt pod Londynem. To z tutejszego lotniska Dywizjon 303 bronił swymi skrzydłami stolicy Brytanii. To tutaj mój ojciec zaprzyjaźnił się z większością dywizjonu, zarówno z myśliwcami, jak i mechanikami, i wysłuchując ich opowieści zaczął pisać książkę im poświęconą. Szczególnie serdeczna zażyłość połączyła go z dowódcą myśliwców Witoldem Urbanowiczem. Ojciec dawał Urbanowiczowi kolejne rozdziały swej książki do przeczytania, oczekując uwag. Była to cenna współpraca dla autora-piechura (ojciec był porucznikiem piechoty), który oswajał się z fachowymi terminami lotniczymi. Niekiedy dochodziło między nimi do zabawnej wymiany zdań:
- Dlaczego napisałeś, że myśliwcy kołują nad lotniskiem? – pytał Urbanowicz. - Potocznie mówi się „krążą nad lotniskiem”.
- A, bo wy jesteście orłami!

Aby znaleźć wszelkie pamiatki związane ze słynnym Dywizjonem 303 pan Marek odwiedził lotnisko w Northolt, które do dziś jest bazą RAF-u. Lotnisko to ulega ciągłej modernizacji. Zachowano jednak historyczną mesę, w której myśliwcy po zażartych walkach szukali wytchnienia.
Dwie polskie archiwistki, mające swoje biuro na lotnisku udostępniły poszukiwaczom wojenną teczkę osobową Arkadego Fiedlera, skserowały wszystkie zawarte w niej dokumenty. Wśród papierów znalazł się Zeszyt Ewidencyjny z przebiegiem służby Arkadego, a tam wazny wpis: „Sierpień 40 – 9 października 40 – urlop ze zmniejszonym uposażeniem”. - Wtedy właśnie ojciec, uzyskawszy urlop w swej jednostce, stacjonującej w Szkocji, przyjechał do Northolt, do Dywizjonu 303, bo czuł, że musi być z nim w krytycznych dniach Bitwy o Brytanię  - wspomina pan Marek Fiedler.

W poszukiwaniu śladów polskich lotników odwiedzili oni wiele miejsc, m.in. nowe, z rozmachem urządzone Muzeum RAF-u,a w nich Hurricane`y. To własnie tych maszyn dosiadali nasi "rycerze przestworzy".
Hurricane uchodził za ciężkawy samolot, wyraźnie ustępujący niemieckiemu Messerschmittowi. Dowództwo angielskie sugerowało, żeby dywizjony wyposażone w Hurricane`y atakowały wyłącznie bombowce wroga, pozostawiając sprawniejszym Spitfire`om walkę z Messerschmittami. Polacy nie przejęli się tymi przestrogami. Udowodnili - ku zdumieniu Anglików - że w ich rękach Hurricane`y potrafią kosić Msserschitty.

Z Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego w Londynie na podpoznańską wystawę nasi poszukiwacze przywieźli fragment silnika typu Merlin Rolls-Roycea z zestrzelonego Hurricane`a majora Zdzisława Krasnodębskiego, pierwszego dowódcy Dywizjonu 303.



Bohaterowie powietrznych walk w Muzeum-Pracowni Arkadego Fiedlera (2000)
W 60. rocznicę Bitwy o Wielką Brytanię Muzeum-Pracowni w Puszczykowie gościło polskich lotników-weteranów II Wojny światowej. 
Bitwa o Wielką Brytanię była pierwszym wielkim zwycięstwem aliantów, jednym z punktów zwrotnych Wojny. Ofensywa powietrzna Niemców, która miała poprzedzić inwazję na Wyspę, została odparta. Po stronie brytyjskiej walczyło 145 Polaków. Swą niezłomną postawą zjednali sobie wdzięczność u Anglików. Widząc naszywki "Poland" na rękawach, zapraszano ich do domów, konduktorzy nie brali od nich opłat, barmani fundowali im kielicha.
Największą sławą okrył się Dywizjon 303. Arkady Fiedler poznał myśliwców dywizjonu w krytycznych dniach Bitwy o Brytanię, we wrześniu 1940. Łatwo zaprzyjaźnił się z nimi, zwłaszcza z Witoldem Urbanowiczem, asem przestworzy. Ojciec dawał Urbanowiczowi kolejne rozdziały swej książki o Dywizjonie 303 do przeczytania, oczekując uwag. Była to cenna współpraca dla autora-piechura (ojciec był porucznikiem piechoty), który oswajał się z fachowymi terminami lotniczymi.

Książka, która niebawem poszła w świat, dobrze spełniła swe zadanie. Zwłaszcza w okupowanej Polsce, gdzie egzemplarze ze zrzutów i podziemnych wydań krzepiły ducha.
Pod wpływem lektury "Dywizjonu 303" w oddziale AK w lasach pod Radomskiem powstał skomponowany przez partyzanta "Garda" do słów "Czechury" Hymn Dywizjonu 303. Nuty i słowa pieśni dotarły wkrótce, przypuszczalnie drogą kurierską, do Londynu, gdzie polscy lotnicy serdecznie przyjęli ten dar od towarzyszy broni z Kraju. Opowiedział nam o tym świadek tamtych Wydarzeń, żołnierz AK Zbigniew Zieliński, były minister d/s kombatantów.

Podczas spotkania w Muzeum-Pracowni wśród lotników - weteranów odżywały wspomnienia chwil bardzo pamiętnych. Padło też wiele ciekawych uwag. Choćby o przyczynach wyjątkowej sprawności bojowej polskich myśliwców. Nauczono ich latać na przestarzałych P-11, bez żadnych systemów wspomagających, wskutek czego ich wyczucie i opanowanie maszyny było nadzwyczajne, a w kampanii wrześniowej tylko fantastycznymi manewrami mogli dorównać Niemcom. Nawiasem mówiąc, niemieccy myśliwcy byli "brawurowi" w Polsce, gdzie mieli przytłaczającą przewagę. Ostrzeliwali na ziemi wszystko, co się ruszało. Natomiast nad Anglią, stracili pazury, spokornieli. Nieraz na widok atakujących Polaków "zmiatali aż się kurzyło".

- Gdy przysłuchiwaliśmy się opowieściom naszych gości, członków Stowarzyszenia Lotników Polskich, na czele z prezesem, pułkownikiem pilotem Ignacym Olszewskim, ongiś dowódcą Dywizjonu 302, jedna rzecz szczególnie nas uderzała - ich niezwykła skromność. Mówili o swych wyczynach bez śladu patosu, jak o czymś najzwyklejszym, powszednim. Oni po prostu spełniali w tamtych gorących dniach swą żołnierską powinność - wspomina to spotkanie pan Marek.


Muzeum-Pracownia składa się z kilku części:
1. Ekspozycji wewnętrznej znajdującej się w starym domu rodzinnym Fiedlerów. Są tu oryginalne eksponaty z Ameryki Północnej i Południowej, Afryki i Azji - przywiezione z licznych podróży przez Arkadego Fiedlera oraz jego synów Marka i Arkadego Radosława. Jest też wiele eksponatów reprezentujących faunę odległych kontynentów.
Kolekcję uświetnia bogaty zbiór książek Arkadego Fiedlera - wydania 32 tytułów w 23 językach.
2. Ekspozycji zewnętrznej - unikalnej w Europie kolekcji monumentów egzotycznych w Ogrodzie Tolerancji.
W parku muzealnym znajdują się wierne kopie w skali 1:1 pomników dawnych kultur
3. Piramida
4. Tajemniczy Świat Indian
Wśród tego natłoku egzotyki przybysz zachwyci się jeszcze czymś, co w Muzeum-Pracowni. jest być może najcenniejsze - wyjątkową aurą, dalekich podroży i Wielkiej Przygody.




Oprac. JWalczak na podst. www.fiedler.pl
Grafika: www.fiedler.pl