Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

HOBBY

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Na cmentarzu poznajemy ich po śmigle lub stateczniku na grobie...
Odwiedzamy dziś groby swoich bliskich
zmarłych. W tym czasie refleksji nad życiem warto wrócić myślami także do poległych lotników i ich miejsc wiecznego spoczynku. Powróćmy do początków lotniczych pochówków. Pogrzeb lotnika wyróżniał się od innych używanym karawanem. Karawan bowiem tworzył kadłub samolotu, którego płoza ogonowa spoczywała na jaszczu artyleryjskim...

Jaszcz był zaprzęgnięty do koni. Zwykle była ich szóstka. Kadłub w swojej górnej części został odpowiednio przystosowany do ustawienia na nim trumny. Tę z nim łączyły odpowiednio wiązane pasy. Ozdobę stanowiły gałęzie świerczyny i kwiaty. Zdarzało się, że płoza spoczywała na samochodzie ciężarowym albo wypożyczonym od mechaników wózku. Tak chowano lotników we Lwowie, gdzie na wózku spoczywał kadłub. W nim również przyjęto odwrotny kierunek dla spoczywającego kadłuba. Spoczywał on śmigłem w przód.

Kondukt tworzyli żałobnicy ustawieni w odpowiednim porządku. Orkiestra, eskorta honorowa, odznaczenia nieżyjącego, wieńce i symbole religijne, taki był porządek. Przed trumną szedł duchowny obrządku religii, do której należał nieboszczyk. Po bokach został sformowany szpaler złożony, najczęściej było to sześciu żołnierzy z bronią. Następnie szła rodzina, koledzy i podwładni. Tak wyglądał pogrzeb pojedynczego lotnika.

Gdy zaś chowano większą ilość kondukt składał się z jednego karawanu (kadłuba). Pozostałe trumny przewożono z zakładu pogrzebowego ciężarówkami lub karwanami, lecz tych nie tworzyły już kadłuby samolotów.

Ceremoniał przewidywał inna oprawę dla pogrzebu szeregowego lotnika, a inną oficera. Obu w ostatniej drodze towarzyszyła eskorta honorowa. Tworzyła ją drużyna. W przypadku oficerów młodszych do kapitana, stanowił ją pluton. Starszych zaś odprowadzała kompania. Jedni i drudzy byli umundurowani, z bagnetami na broni i ładownicami. Nad otwartą mogiłą modły odprawiał duchowny obrządku, do którego należał chowany.

Słowo pożegnalne wygłaszali wyznaczeni odpowiednio wcześniej żałobnicy. Zazwyczaj byli to przedstawiciele władz państwowych miasta lub dowództwa. Z chwilą składania trumny do grobu oddawano salwę honorową. Orkiestra grała marsza.

Czasem odbywał się też przelot samolotów nad cmentarzem, zrzucano z nich kwiaty. Zrezygnowano jednak z tej formy, gdyż niski pułap lotu doprowadzał do wypadków i ranieniem odprowadzających, ale wielokrotnie także tragicznie dla żegnających z powietrza i tych na ziemi.

Mogiłę lotnika wieńczył drewniany krzyż. Czasem zastępował go słup z przytwierdzonym do niego śmigłem. Całości dopełniała tablica podająca informację o zmarłym. Bywało, że krzyż tworzyły śmigła. Czas jednak jest bezlitosny. Drewniane krzyże i śmigła przegrały z nim. Na mogiły poczęto więc używać kamienia. Tak wykonane nagrobki ozdabiały lotnicze symbole, kamienne śmigła czy płaty stateczników. Kamień również zastępował metal (odlewane śmigła z wieńcem) lub na płycie szachownica, względnie inny lotniczy symbol.

Od samego początku w Polsce nie było i nie ma zwyczaju budowania osobnego cmentarza dla lotników. Tam gdzie stacjonowały jednostki lotnicze wydzielano na cmentarzach kwatery lotnicze. Dotyczyło to oczywiście cmentarzy wojskowych. Lotników chowano z innymi zmarłymi żolnierzami.

Po II wojnie światowej na skutek zmian w cywilnych przepisach i regulaminach wojskowych nastąpiły zmiany w obrządku pogrzebowym. Zmiany nie były korzystne dla żołnierskich mogił. Chodziło nie tylko o te pozbawione opieki, bowiem zdarzały się wyjątki, do jakich możemy zaliczyć wybrane groby żołnierzy poległych w obu wojnach światowych, ale głównie o tych pochowanych w zwartych kwaterach żołnierskich.


Mogiły lotników mozna spotkać na każdym starym cmentarzu
1 listopada zatrzymajmy się przy nich i powróćmy myślami ku niebu, którego często bronili - fot. K. Rydołowski

Inaczej rzecz się ma z pojedynczymi mogiłami. W granicach obecnej Polski nie brakuje lotniczych grobów na dwóch cmentarzach w Krakowie. Na jednym z nich groby lotników otrzymały jednolite kamienne tablice. W przypadku drugiego są one jednak rozproszone. Nie uchroniło ich to od przekopania i likwidacji.

Zachowała się jednak dokumentacja, która pozwala odtworzyć lokalizację grobu pochowanego lotnika.

Podobnie z trafieniem do mogił lotniczych jest w Poznaniu, w Warszawie. W stolicy wiele z nich znajduje się na cmentarzu wojskowym – Powązkowskim. Wiele z nich znajduje się poza wojskową nekropolią na cywilnych Powązkach. Jesli chodzi o Warszawę nie zapominajmy o cmentarzu Bródnowskim i kilku innych, gdzie można znaleźć lotniczy ślad z przeszłości. Podobnie w innych miastach, które były związane z polskim lotnictwem cywilnym i wojskowym. Są więc takie groby w Bydgoszczy, Kaliszu, Grudziądzu i Toruniu. Nie brakuje w Lublinie oraz Białej Podlaskiej. Są też nad brzegiem Bałtyku w Gdyni i Pucku. Znalazły się rzecz jasna w Dęblinie.

Być może nie będę odosobniony w swoich spostrzeżeniach. Z krajobrazu nekropolii ubywa drewnianych krzyży i śmigieł z okresu międzywojnia. Są to przecież niemi świadkowie minionego czasu. Czasu, o którym można byłoby zapomnieć. Odszukać te, które pozostały. Drewno można zastąpić trwalszym materiałem. Nie przechodzić obok tych, którym zawdzięczamy tak wiele. Którzy tworzyli legendę polskich i światowych skrzydeł. Znakiem ich biało – czerwona szachownica i szybujący żuraw.

Konrad Rydołowski