Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

HOBBY

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Był taki czas kiedy wszystko było pierwsze. Również pierwsze przeloty nad Arktyką. Bez względu na narodowość, każdy marzył i próbował zmierzyć swoje siły z ojczyzną wielkiego lodu. Między tymi pionierami i śmiałkami nie mogło zabraknąć Polaków.

 

Jan Nagórski był pierwszym z nich. Rozpoczął swoją przygodę z Arktyką w 1914 r. Startował na francuskim wodnopłatowcu Farman MF.11. Farman przez blisko 50 h pokonał odległość 2 500 km. Nasz rodak w 5 lotach uczestniczył w poszukiwaniach zaginionej radzieckiej wyprawy polarnej na pokładzie statku „Siedow”. Polak podjął się wyzwania, którego nikt wcześniej nie odważył się zrealizować. Udowodnił, że samolot jest w stanie dotrzeć do Bieguna Północnego. Po nim przyszedł czas na pozostałych.

 

 

Nag1

Farman MF.11

 

Inni lotnicy nad lodem pojawili się cztery lata po Polaku. Spóźnili się. Winna temu była I wojna światowa. Arktyka pozostawała nietknięta działaniami militarnymi. Skutecznie opierała się też swojemu badaczowi Roaldowi Amundsenowi. Ten już w latach 1897-1899 wziął udział w pierwszej zimowej wyprawie na Antarktydę. Zdobył wtedy pierwsze tak niezbędne doświadczenie dla podobnych ekspedycji. W walce z Brytyjczykiem Robertem Scottem o pierwszeństwo zdobycia bieguna, ostatecznie on wygrał walkę. Dzięki swym psim zaprzęgom dotarł do Bieguna Południowego po tygodniu wyczerpującego marszu w 1911 r. Scott przegrał podwójnie. Swój powrót zakończył tragicznie.

 

770px-Roald_Amundsen_LOC_07622u

Roald Amundsen

 

 

Amundsena pociągało także lotnictwo. W 1925 r., mając do swojej dyspozycji dwa wodnosamoloty N-24 i N-25 poleciał nad Ocean Arktyczny. Utracił jedną z maszyn. On i jego ludzie byli na granicy załamania. On sam wiedział, że wygra tę walkę. Jednak dzięki wcześniej zdobytej wiedzy i tym, którzy przy nim zostali, odniósł zwycięstwo. W następnym roku Roald Amundsen razem z Amerykaninem Ellsworthem (ten, który finansował jego lot nad Oceanem Arktycznym) i Włochem Umberto Nobile poprowadził po zwycięski laur sterowiec „Norge” od wysp Svalbard przez Biegun Północny do Alaski.

 
 

Pokonywanie Arktyki było przyczyną jego śmierci. Gdy dwa lata później Nobile wyruszył do drugiego arktycznego na pokładzie „Italii" i uległ katastrofie na pomoc ruszył między innymi Amundsen. Jedna z ekip ratunkowych odnalazła włoski sterowiec i jego dowódcę. Nie była to grupa Rolada, Włochów odnaleźli radzieccy piloci. Roald i jego ludzie z tej wyprawy nigdy nie powrócili. Zginęli 18 czerwca 1928 r.

 

Biegun Północny dał się pokonać droga powietrzną dopiero dwóm Amerykanom. Floyd Benet i Richard Byrd wystartowali do lotu po sławę na trzy silnikowym samolocie od Fokkera. Fokker F.VIIb-3m nie zawiódł konstruktora i pary śmiałków. Cień jego skrzydeł przeciął krainę lodu 9 maja 1926 r. Do swojego zwycięstwa wykorzystał konstrukcję od Dorniera. Dornier „Wal” przyniósł chwałę niemieckiemu inżynierowi. Zapowiadał tym samym, ze pokonane w wojnie światowej Niemcy skutecznie włączają się do lotniczego wyścigu po sławę.

 

Rosjanie bez wątpienia mają największe zasługi w lotach nad Arktyką. Pod koniec pierwszej połowy lat trzydziestych ubiegłego wieku świat pasjonował się akcją lotników radzieckich. Spieszyli z pomocą swoim rodakom uwięzionym w lodach na pokładzie lodołamacza „Czeluskin”. W 1936 r. stało się głośno w świecie o locie Czkałowa. Ten razem z Bajdukowem i Bielakowem na pokładzie samolotu pokonał dystans 9 374 km lotem z Moskwy na wyspę Udd. Rok po nich Wodopianow i Mokołow wylądowali na Biegunie Północnym. Te nazwiska podobnie jak Babuszkina i Czuchnowskiego znanych z wyprawy ratunkowej Nobilego nie schodziły z pierwszych stron gazet. Dwa lata przed wybuchem II wojny światowej Czkałow przypomniał nie tylko Europie o istnieniu radzieckiego lotnictwa. Razem ze swoją załogą na pokładzie ANT-25 dokonał samodzielnego lotu z Moskwy do Ameryki. Wybrał trasę, która biegła nad Arktyką i Biegunem Północnym. Było to bardzo ważne przedsięwzięcie propagandowe dla Kraju Rad. Cztery lata wcześniej Józef Stalin wydał polecenie skonstruowania samolotu przeznaczonego do lotów na dalekich trasach. Zadania podjęło się dwóch konstruktorów z CAGI w Moskwie. Byli nimi Suchoj i Tupolew.

 

Tak powstał ANT-25. Otrzymał nazwę „Stalinskij Marszrut”. Był to wolnonośny dolnopłat o dużej rozpiętości skrzydła. Którego napęd stanowił tylko jeden o bardzo dużej mocy silnik. W 1934 r. rozpoczęły się pierwsze próby w locie. Oblatywaczem został Michał Gromow. W czasie 75 h pokonał trasę długości 12 411 km. Ustanowił tym samym światowy rekord odległości w locie po obwodzie zamkniętym. Rok po tym inny radziecki lotnik Lewoniewski podjął się lotu Moskwa – San Francisco. Nie doleciał do celu. Pokonał jednak dystans 6 000 km. W lipcu 1936 r. wspominany Czkałow razem z Bieliakowem i Bajdukowem przelecieli ponad 9 000 km nad Arktyką w granicach swojej ojczyzny. Trasa wiodła ze stolicy do Ziemi Franciszka Józefa, Ziemi Północnej przez Jakucję do Pietropawłowska, Morza Ochockiego a niespodziewanie zakończyła się na wyspie Udd. Tu samolot lądował z powodu złej pogody.

 

 

Inżynierowie z CAGI nie odchodzili od desek kreślarskich. Nanosili poprawki uwzględniające uwagi załogi. Ta nie poniechała myśli o przelocie nad Biegunem Północnym z lądowaniem w Stanach Zjednoczonych. Dużym ułatwieniem w zdobywaniu wiadomości o panującej aurze była istniejąca na Biegunie własna stacja polarna. Na efekty poprawek trzeba było poczekać do 18 czerwca 1937 r. Wtedy to „Stalinskij Marszrut” wzbił się w powietrze. Początkowo nic nie zapowiadało kłopotów. Te jednak się pojawiły bardzo szybko. Pierwszym problemem był wyciek oleju, a to z kolei mogło oznaczać jedno - uszkodzenie instalacji. Mieli już wracać gdy znaleźli źródło swojego niepokoju - zbiornik oleju był napełniony ponad miarę. Drugim problemem stało się oblodzenie - lód zaczął pojawiać się na końcówkach skrzydeł i stateczników. Słabą pociechą było to, że śmigło było od tego wolne. Dowodzący lotem Czkałow podjął decyzję aby lecieć wyżej nad chmury. Obciążony ANT-25 z niemałym wysiłkiem nabrał wysokości. Gdy wskazówka wysokościomierza stanęła na 2 500 m pokazało się słońce. Lotnicy odetchnęli. Lód zaczął topnieć. Odpadał. Samolot zgubił nadmiar kilogramów zbędnego balastu. Ale podobna sytuacja powtarzała się jeszcze kilka razy.

 

 

ant25-2

ANT-25

 

 

 

 

19 czerwca skrzydlaty olbrzym przeleciał nad biegunem i posłuszny woli pilota skręcił na południe. Po czterdziestu godzinach od startu Rosjanie dostrzegli zarys wybrzeża Ameryki, dolatywali do Kanady. Cień skrzydła przemknął nad płynącą pod skrzydłami rzeką i łańcuchem gór. Na ich spotkanie szedł front burzowy. Zmienili kurs aby go minąć. Skręcili w stronę gór i oceanu. Kiedy sprawdzili swoją pozycję, byli nad sięgającą horyzontu wodą. Zniosło ich nad Pacyfik. Bieliakow, który był nawigatorem, naniósł niezbędne poprawki aby mogli wrócić na południe. Prowadzenie objął Bajdukow. Głośnik radia poinformował, że ziemia przejmuje prowadzenie. Nie musieli teraz błądzić i mogli oszczędzić paliwo. Tego zostało niewiele. Seattle i Portland odezwały się we właściwym czasie. Gdy minęli Portland, paliwomierz wskazał 0. Czkałow zdecydował się na lądowanie. Po przebyciu 8 532 km oraz 63 h i 17 minutach koła podwozia dotknęły ziemi na lotnisku w Vancouver. Stalin miał powód do dumy. O jego ojczyźnie, jego ludziach i jego lotnictwie dowiedział się świat. Było to z całą pewnością wyśmienite posuniecie propagandowe. Jego śladem w dniach 12-14 lipca 1937 r. ruszyła druga radziecka załoga pod dowództwem Gromowa. Na pokładzie znaleźli się również Jumaszew i Danilin. Pokonali dystans 10 148 km w 62 godziny. Wystartowali 12 lipca w Moskwie. Lądowali w kalifornijskim San Jacinto.

 

Arktyka została pokonana. Loty nad wielkim lodem dzisiaj nikogo nie dziwią. W tamte dni były kamieniami milowymi na drodze rozwoju światowego lotnictwa. W którym Polacy mieli swój bardzo chwalebny udział.

 

 

Oprac. Konrad Rydołowski

Fot. wikipedia.org