Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

HOBBY

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Royal_Observer_Corps_Badge Pojawienie się samolotu na niebie jako środka walki wymagało szybkiej identyfikacji - czy jest to maszyna własna, czy wroga. Jeżeli samolot należał do swoich, z reguły można się go było nie obawiać. Z reguły, bo w historii lotnictwa zdarzało się wiele pomyłek. Gorzej było oczywiście, kiedy samolot należał do przeciwnika...

 

 

 

Brytyjczycy w czasie I wojny światowej informowanie o ruchu lotniczym nad własnymi głowami powierzyli policji. To ona przekazywała swoje obserwacje wojsku. Informacja wędrowała liniami telefonicznymi między posterunkami władzy. Te łączyły bezpośrednio z centralami dowodzenia obrony przeciwlotniczej. Miało to plusy i minusy. Przeważyły te ostatnie i pod koniec wojny Brytyjczycy zrezygnowali z tego systemu. Zastąpił go program bazujący na obserwatorach ochotnikach. Budowany od początku lat 20. minionego wieku do 1925 r. został utworzony Obsever Corps liczący setkę posterunków rozlokowanych w południowo-wschodniej części wyspy. Kiedy cztery lata później utworzona w 1918 r. Air Ministry przejęła dowodzenie nad Observer Corps, jej stanowiska otrzymały łączność telefoniczną z siecią lotnisk poszczególnych sektorów.

 

 

Royal_Banner_ROC

 

 

 

 

         Royal_Observer_Corps_BadgeFlaga i odznaka Royal Observer Corps

 

 

Zagrożenie pokoju w Europie dostrzegane przez wybranych sztabowców, powodowało zwiększeniem ilości posterunków obserwacyjnych. Jak podają historycy, do chwili Bitwy o Wielką Brytanię korpus liczył sobie 30 00 obserwatorów.

 

Doświadczenia z lat wojny skutkowały tym, że posterunki umieszczano tam, gdzie istniały dogodne warunki do prowadzenia obserwacji. Tak więc lokowano je korzystając z ukształtowania terenu: na naturalnych wzniesieniach, na szczytach wybrzeża, punktach widokowych i dachach domów. Niektóre z nich wybudowano także z betonu i cegieł. Część z nich rozlokowała się w wykopach, które osłaniały worki z piaskiem. Betonowe posterunki zapewniały lepszy standard pracy. Były dwupoziomowe – wyżej znajdował się balkon obserwacyjny pod nim miejsce odpoczynku.

 

W pracy Observer Corps nieocenione usługi oddawał radar, pomagając wynajdywać samoloty na niebie obserwatorowi. Najpierw dzięki intuicji i uszom obserwatora, później za sprawą odpowiednich urządzeń identyfikowanych „swój – obcy” dane były przekazywane dalej. Gdy była pewność, że maszyna należy do wroga Fighter Command Group HQ alarmował Observer Corps. Z nich wychodził meldunek do lokalnych posterunków. Te miały się znajdować na domniemanej trasie lotu samolotów nieprzyjaciela. Radar z tamtych dni nie był doskonały. Nie określał liczby i typu użytych samolotów. Nie precyzował pułapu na jakim odbywają lot. To należało do zadań ochotników. Kiedy radar „tracił wzrok” nad stałym lądem, ich oczy i uszy stawały się niezastąpione. Wspomagały je lornetka oraz słuchawki, które były połączone przewodowo z mikrofonem telefonu obserwatora. Obserwator taki zestaw nosił na swoich piersiach. Aby obserwacja była pełniejsza – precyzyjna co do kierunku, każdy z nich otrzymywał do niego sekstans.

 

Dowództwo każdej z Grup Myśliwskich miało pod sobą od 30 do 40 posterunków. Te znajdowały się od siebie w odległości 15-30 km. Blisko tuzin planszencistów ( niekoniecznie byli to mężczyźni) w Sali Operacyjnej pochylało się nad stołem – mapą. Każdy z nich otrzymywał informacje od 2 do 3 posterunków. Informacje po zweryfikowaniu i naniesieniu na stół – mapę przekazywane były dalej. Trafiały na stanowiska dowodzenia i bezpośrednio do stacji lotniczej, tej która była im najbliższa swoim działaniem oraz do stanowisk artylerii przeciwlotniczej właściwego sektora.

 

Wspomniałem o tym jaką rolę w pracy Observer Corps (od 1941 r. w dowód uznania zasług - Royal Observer Corps) odegrał radar. Radar, który początkowo nie miał większego zastosowania w wojsku. Wykorzystanie go wymagało niejako oswojenia się z jego możliwościami. Powietrzna Bitwa o Wielką Brytanię wspaniale potwierdziła jego wartość.

 

 

Battle_of_britain_air_observer

Obserwator na dachu londyńskiej kamienicy

 

 

Gdy od roku Niemcami rządził Adolf Hitler, nad Tamizą dyrektor działu badawczego w Air Ministry wpadł na pomysł utworzenia komitetu, który zajmowałby się badaniem przydatności nawet „idiotycznych” metod technologicznych mogących podnieść skuteczność działania obrony przeciwlotniczej. Tak doszło do powstania The Aeronautical Research Commitee. Pierwsze spotkanie odbyło się w styczniu 1935 r. Wziął w nim udział brytyjski ekspert radiowy Robert Watson-Watt. Nazwisko nie jest przypadkowe. Jego przodek wynalazł maszynę parową. On sam eksperymentował z urządzeniami odbierającymi z daleka sygnały radiowe. Ich źródłem miały być wyładowania atmosferyczne. Pod koniec 1934 r. pracował w departamencie radiowym National Physical Laboartory a następnie w Meteorological Office. Bodaj w tym ostatnim narodził się jego genialny pomysł - fale radiowe mogą się odbijać nie tylko w czasie burzy (wyładowań atmosferycznych) biegnąc do ziemi, ale przenikać kadłub lecącego samolotu. 12 lutego 1935 r. Robert Watson-Watt ze swoim asystentem przedstawili swój raport ze wspomnianych badań. Spotkał się z życzliwym przyjęciem. Dostali pieniądze i lokalizację, która pozwoliła na prowadzenie dalszych badań w nowo utworzonej placówce naukowej. Oxford Ness na wybrzeżu dysponowało wkrótce sprzętem mającym zasięg większy od 80 km. Były to podwaliny do zabezpieczenia Wielkiej Brytanii radarowymi stacjami ostrzegania przed samolotami nadlatującymi od strony kontynentu.

 

Sztabowcy coraz bardziej mieli pewność, że mimo gestów pokojowych czynionych ze strony dyktatora III Rzeszy, wojna stanie się nie do uniknięcia. Dlatego prace badawcze nie były ujawniane. Prowadzono je w tajemnicy. Co dostało się do publicznej wiadomości, było podawane w bardzo ogólnej treści. Eksperymentalna stacja radarowa rozpoczęła pracę we wrześniu 1936 r. Została zlokalizowana na półwyspie Bawdsey Point w Bawdsey Manor. Rok po niej pracowały dwie następne: w Dower i w Canwedon. Obejmowały one swoim zasięgiem obszar na odległość 160 km.

 

Gdy Europę trawiła już pożoga II wojny światowej, w lutym 1940 r. na południowym wybrzeżu Wielkiej Brytanii stało 20 wież radarowych. Te razem z 12-ma od zachodu i północy zabezpieczało bezpieczeństwo Albionu przed atakiem z powietrza. System Chain Home nie był jednak doskonały. Stalowe maszty o wysokości 106 m dla nadajnika i 76 m dla odbiornika miały połączenie z blokiem aparatury nadającej i odbierającej w pomieszczeniach ze stołami – mapami. Na te była nanoszona sytuacja w powietrzu.

 

Niedoskonałością tego skomplikowanego urządzenia była niemożliwość wykrycia maszyn lecących na niskim pułapie. Aby temu zaradzić, do użycia weszły stacje działające na niższych częstotliwościach. Swoją karierę rozpoczęły w listopadzie 1940 r. Podobnie jak te z Systemu Chain Home miały stacjonarne wieże i stanęły na ruchomych platformach. Chain Home Low razem z Chain Home w połączeniu z RAF zapewniały szczelny parasol nad Wielką Brytanią.

 

 

Oprac. Konrad Rydołowski

Fot. wikipedia.pl