Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

HOBBY

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Wśród lotników, zdobywców Atlantyku przez dłuższy czas brakowało Francuzów. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – próby pokonania oceanu przez rodaków Louisa Blériota kończyły się niepowodzeniem. Dlatego we Francji obowiązywał zakaz wykonywania podobnych lotów. To nie znaczy, że wszyscy chcieli się temu podporządkować. Między niepokornymi znaleźli się Jean Assolant, Rene Lefevre i Armand Lotti. Pilot, nawigator i radiooperator owładnięci jedną wspólną myślą. To oni dla Francji podejmą walkę z oceanem. Zwyciężą. Do swoich ambitnych planów pozyskali małe, niezbyt znane zakłady lotnicze. Ludzie od „Bernarda” obiecali dostarczyć im do tego przedsięwzięcia niezbędny samolot. Tak narodził się Bernard 191 G.R 2.

 

W kwietniu 1929 r. L`Oiseau Canari” został dostarczony do Wielkiej Brytanii. Samolot nie miał znaków rejestracyjnych. Powodem tego był dalej obowiązujący zakaz lotów dla Francuzów. Trzem śmiałkom to akurat nie przeszkodziło. Swoim przełożonym wyjaśnili, że będą na nim przeprowadzali dalsze próby w locie, gdy w tym samym czasie samolot po cichu pakowano na statek. Płynął do Stanów Zjednoczonych. Tam otrzymał amerykańskie znaki rejestracyjne aby zostać dopuszczonym do lotów.

 

page1-800px-Ddicace_1929_assolantlefevrelotti.pdf

Pocztówka ze zdjęciem "Kanarka" i podpisami zalogi

 

13 czerwca 1929 r. pomalowano „Kanarka” na żółto (odpowiednio do swojej nazwy). Start nie należał do łatwych, samolot z trudem utrzymywał się w powietrzu. Powodem tego było złe wyważenie maszyny. Lotnicy tego początkowo nie rozumieli. Poza tym zastanawiali się jak to możliwe, aby płatowiec tak nagle spuchł? Okazało się, że dodatkowy ciężar spowodował pasażer na gapę. Na pokładzie znalazł się bez zapowiedzi dodatkowy członek załogi – był nim amerykański dziennikarz. Ten, szukając sensacji, ukrył się w kadłubie płatowca. Bez wątpienia doszłoby do tragedii. Nadmiernie obciążony samolot, a przez to źle wyważony spadłby na ziemię. Francuzi mogliby dalej mówić o swojej złej passie. Assolant po krótkiej naradzie z dwojgiem przyjaciół zadecydował, że dziennikarz pozostanie na pokładzie. Maszyna była uratowana. Mimo załamania pogody na trasie, trzech, a właściwie czterech śmiałków pokonało Atlantyk. 14 czerwca 1929 r. wylądowali w Hiszpanii. 16 czerwca byli witani owacjami w Paryżu.

 

Początek lat trzydziestych ubiegłego wieku to czas dużego zainteresowania lotnictwa lotami nad Oceanem Atlantyckim. Ciekawie patrzyli na ten pomysł również towarzystwa lotnicze. Największą inicjatywę wykazała niemiecka Lufthansa. To nie może dziwić, Niemcy byli przegranymi w I wojnie światowej. Postanowienia Traktatu Wersalskiego ograniczały produkcję przemysłu ciężkiego. Zmniejszały także liczebność wojska. Na to pokonani nie mogli przystać. Szukali zatem okazji, aby obejść niekorzystne dla nich postanowienia. Taką okazją były nie tylko istniejące cywilne szkół pilotów, ale także filie zakładów lotniczych budowane poza granicami własnego kraju. Okają do obejścia postanowień wersalskich było także funkcjonowanie Lufthansy. To ona udzieliła finansowego wsparcia dla załogi Gronau`a. Wykorzystali do przelotu łódź latającą Dornier „Wal”. Konstrukcja przeżywała drugą młodość. Pierwszy raz była używana przez Roalda Amundsena do lotów nad Arktyką. Niemcy do swojego lotu wystartowali 8 sierpnia 1931 r. z Warnemünde. Trasa wiodła nad wyspą Sylt do Islandii. Z tej zakręcała w stronę Grenlandii i Labradoru. Po minięciu Kanady mijała granicę Stanów Zjednoczonych. Po jej minięciu kończyła się na dwóch lotniskach. Pierwsze było położone w Chicago, a drugie w Nowym Jorku.

 

20 maja 1932 r. do najszybszego przelotu nad Oceanem Atlantyckim wyruszyła kobieta. Amelia Earhart pokonała Atlantyk w rekordowym czasie 13 h 15 min. Wystartowała z New Jersey do Harbour Grace. Z tego miasta położonego na Nowej Funlandii przeleciała nad Wielką Wodą do Irlandii. Lądowała w Culmore. Jeszcze w lipcu 1932 roku z Nowego Jorku taką samą trasą przeleciała załoga Bennett Griffin i James Mattern. Lotniskiem etapowym było lotnisko w Harbour Grace. Tylko, że nie polecieli do Irlandii a do Niemiec. Z ich stolicy zamierzali kontynuować lot dookoła świata. Skończyło się na zamierzeniach. W czasie lądowania w Związku Radzieckim maszyna została uszkodzona. Lot został tym samym przerwany.

Earheart_1928

Amelia Earhart

 

Prawie niezauważony został start Dorniera Do-X. Była to największa łódź latająca, która znalazła się między niebem a ziemią (wodą) w powietrzu. Napęd jej stanowiło 12 silników o niebagatelnej łącznej mocy 7 200 KM. Całość miała rozpiętość 48 m, długość 40 m i wysokość 9 m. Kadłub podzielony został na pokłady: służbowy, pasażerski i maszynowy. Załoga składała się z dwóch pilotów, nawigatora, radiotelegrafisty, inżyniera pokładowego i czterech mechaników oraz dziesięciu osób obsługi pokładowej. Do swojego wnętrza – na swój pokład olbrzym zabierał stu pięćdziesięciu pasażerów. Mieli oni do swojej dyspozycji siedem salonów. Niestety, konstruktor giganta nie przewidział jednego. Tak obciążona maszyna może odbywać loty na bardzo krótkich trasach. Do tego nie jest w stanie wznieść się na wysokość większą niż 200 m. Próby z silnikami o większej mocy nie dały pożądanego efektu. Łódź nie chciała latać wyżej. W efekcie zamiast silników o mocy 480/500 KM otrzymała te o mocy 500/600 KM. Zostały poczyniono inne prace, które jednak nie odchudziły maszyny. Jej całkowity ciężar do lotu wyniósł 52 tony. Warto przy tej okazji pamiętać, że Do-X nie powstał w Niemczech. Był budowany w Szwajcarii. Powodem tego były postanowienia wspomnianego wcześniej Traktatu Wersalskiego. Nota bene z racji braku dostępu Szwajcarii do morza, powstawał w filii Dorniera nad Jeziorem Bodeńskim.

 

 

Tak więc w powietrzu znalazł się odpowiednio zmodernizowany Dornier Do-X1. W swój lot wyruszył z początkiem listopada 1930 r. Teraz tylko wracał na swoje macierzyste lotnisko. Startował z Jeziora Bodeńskiego w kierunku Holandii i Anglii. Aby trzymając się francuskiego brzegu dolecieć do Hiszpanii i Portugalii. Portugalię opuścił pod koniec listopada 1930 r. i przeleciał na Wyspy Kanaryjskie. Z nich miał ruszyć w dalszą drogę. Obciążony w czasie startu uległ awarii. Naprawa zajęła trzy miesiące. Ponownie znalazł się na starcie wiosną 1931 r. 4 czerwca 1931 r. wzbił się w powietrze i osiągnął „rekordowo” wysoki pułap 10-25 m. Mimo tak niskiego lotu dotarł bez większych przeszkód do stolicy Brazylii, Rio de Janeiro.

 

Dornier-Do-X3

Dornier Do-X3

 

Po propagandowych prezentacjach, trzymając się linii brzegowej Ameryki Południowej załoga doleciała do Ameryki Północnej. Zjawiła się w Nowym Jorku. Tylko, że musiała start na podbój Atlantyku znów odłożyć. Ostatecznie do walki nad północnym oceanem Niemcy wyruszyli w maju 1932 r. Zwyciężyli. Trasę pokonali w trzech rzutach: Nowa Finlandia – Azory – Portugalia. Ostatecznie do miejsca startu wrócili 14 listopada 1932 r. Przez cztery miesiące byli w locie nad Europą. Był to również lot propagandowy dla prezentacji niemieckiej myśli technicznej. Dornier swoją konstrukcją nie odniósł całkowitego sukcesu. Ten powietrzny gigant nie przewiózł na swoim pokładzie żądanej liczby pasażerów. Nie mógł być konkurencyjny z statkami żeglugi morskiej czy też oceanicznej. Jego przyszłość stała pod bardzo dużym znakiem zapytania. Do czego można było go użyć? Podobnie jak chociaż częściowo odzyskać włożone pieniądze w budowę dwóch następnych podobnych Do-X2 R1 i Do-X3 R1. Pomocne okazały się faszystowskie Włochy. Dochodzący do władzy Duce dostrzegł idealną okazję do rozwoju propagandy swojej partii. Tym samym promowania Włoch w świecie. Ludzie Mussoliniego złożyli zamówienie. Dornier miał być uratowany przed bankructwem. Przy okazji podboju Atlantyku nie można zapomnieć, że między zdobywcami znaleźli się również lotnicy Włoscy. Bez ich udziału historia pokonania Oceanu Atlantyckiego byłaby niepełna.

 

 

Oprac. Konrad Rydołowski

Fot. wikipedia.org