Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

HOBBY

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Najbardziej znany jest udział polskich pilotów w powietrznej Bitwie o Anglię. Zasłynął w niej 303 Dywizjon Myśliwski im. Tadeusza Kościuszki. Ale miało być o Polkach w służbie RAF i USAAF. Jerzy Pawlak w książce „Pamięci lotników polskich 1918 – 1945” podaje 89 pilotów służących w RAF. Nasi lotnicy będący w służbie RAF musieli zrezygnować z tego czego nauczyli się w obronie nieba nad Polską. Kontynuowali w walkach nad Francją. Gospodarze z Wyspy Ostatniej Nadziei stosowali inną technikę. Ta naszym rodakom nie odpowiadała. Dlaczego ? Z prostego powody Brytyjczycy wcześniej nie mieli wcześniej „przyjemności” spotkać przeciwnika spod znaku czarnych krzyży. Powtórzę, nasi rodacy przewidywali i wiedzieli czego można się spodziewać ze strony przeciwnika.

Nie będzie moją pomyłką że dużą przeszkodą była nieznajomość języka. Organizowane obowiązkowe kursy nauki angielskiego ukończone przed chwilą nie pozwoliły w pełni zrozumieć to co mówią gospodarze. Dotyczyło to życia prywatnego i tego najważniejszego, służbowego. O ile prywatnie można było się z tym pogodzić to. W pracy znaczy w czasie pełnienia służby w powietrzu szukanie potrzebnego słowa, zdania groziło bardzo przykrymi konsekwencjami. Śmierć zbierała żniwo. Tak było na początku. Później sytuacja się poprawiło. Polacy zaczęli rozumieć co mówią do nich naprowadzający z ziemi. Co im rozkazuje prowadzący angielski dowódca. Były też powody do dumy. Powodowały że chłód mieszkańców Wyspy wolno zaczął się zmieniać w ciepło.

Dowódcy RAF zrozumieli konieczność tworzenia całkowicie polskich dywizjonów. Polacy mogą latać samodzielnie. Bić się, zwyciężać i niestety ginąć. Takie są wszak prawa wojny.

Rok po wspomnianej powietrznej bitwie tylko nieliczni nasi rodacy zostali w jednostkach RAF. Powodem tego stanu rzeczy były formowane nowe polskie dywizjony. Ci którzy zostali latali nie tylko nad Wyspą Ostatniej Nadziei. Bronili między innymi dwóch wysp z dala od niej. Chodziło o te na Morzu Śródziemnym. Nie zabrakło ich w Afryce.

Niezbyt pomyślna sytuacja właśnie na Czarnym Lądzie w sierpniu 1941 roku spowodowała że pewna grupa pilotów ( ochotników ) służących wcześniej w Takordi ( Polski Oddział Transportowy ) przeszli odpowiednie przeszkolenie do panujących tu warunków. Po zdobyciu niezbędnej wiedzy trafili do… Libii. Latali między innymi atakując pancerniaków Rommla. Nie obyło się niestety bez strat.

W połowie 1943 roku nasi piloci znaleźli się jako stażyści w składzie 8. Armii Powietrznej USAAF. Tu dali się poznać z bardzo dobrej strony. Nie zawiedli. Pokazali że umieją walczyć. Nie zabrakło ich znacznie dalej. Bliżej chodzi jednego który rozsławił polskich rycerzy biało – czerwonej szachownicy pod niebem Azji. Był nim podpułkownik pilot Witold Urbanowicz. Urbanowicz otrzymał przydział do 14. Armii Powietrznej USAAF. Latał nad Chinami ścierając się z Japończykami. Strzelał celnie.

Witold Urbanowicz.

Witold Urbanowicz przyszedł na świat w Olszance ( okolice Augustowa ) 30 marca 1908 roku. W 1930 roku przekroczył próg Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Ukończył ją po dwóch latach nauki. W 1933 roku przeszedł Podstawowy Kurs Pilotażu. Podniósł poprzeczkę lotniczej edukacji kończąc Kurs Wyższego Pilotażu. Latał jako pilot myśliwski. Na trzy lata przed wybuchem II wojny światowej wrócił do Dęblina. Jako instruktor uczył innych. W pamiętnym wrześniu 1939 roku razem z kolegami bronił nieba w okolicach Dęblina. Nie odniósł sukcesów. W czasie ewakuacji był dowódcą grupy podchorążych. Razem z nimi ruszył do Rumunii. Tu miał odebrać zamówione wcześniej przez Polaków samoloty. Samolotów nie było. Witold wrócił do Polski. Został wzięty po 17 września 1939 roku do niewoli Armii Czerwonej. Uciekł z niej. Na początku 1940 troku trafił z pierwszą grupą polskich pilotów do RAF. Od pierwszych dni sierpnia tego roku latał bojowo w 145 Dywizjonie RAF. Zubożył Luftwaffe o 2 samoloty. 21 sierpnia został przeniesiony do polskiego dywizjonu myśliwskiego. Był nim 303 Dywizjon. W nim objął dowodzenie Eskadrą „A". 6 września 1940 roku zestrzelił Me -109. Dzień później objął dowodzenie nad całym Dywizjonem 303. 15 września 1940 roku zestrzelił 2 Do - 17. 27 września zapisał na swoje konto 4 zwycięstwa. Były to:

1 Me - 109,

2 Ju – 88,

i 1 Do - 17.

21 października 1940 roku zdał dowodzenie dywizjonem. Od 15 kwietnia 1941 do 1 czerwca 1941 roku dowodził 1 Polskim Skrzydłem Myśliwskim. W czerwcu 1941 roku wyjechał do do USA. Tu został zastępcą attache lotniczego przy polskiej ambasadzie. We wrześniu 1943 przeszedł z dyplomacji do 14. Armia Lotnicza USAAF. Od 23 października 1943 Urbanowicz walczył w 75 Dywizjonie Myśliwskim. Tu pokazał że umie celnie strzelać. W lipcu 1944 roku skończył służbę u Amerykanów. Został skierowany do Wyższej Szkoły Wojennej. Po demobilizacji nie został na emigracji. W 1946 r. był w nowej wyzwolonej Polsce. Ta go nie przyjęła jak bohatera. Został aresztowany. Miał szczęście, wyszedł na wolność. Nie czekał że służba bezpieczeństwa wobec niego zweryfikuje swoje postępowanie. Wybrał emigrację. Nową ojczyzną znalazł za oceanem. Zamieszkał w USA. Tam zmarł 17 sierpnia 1996 roku.

Konrad RYDOŁOWSKI