Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

HOBBY

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Gdy 1 września 1939 r. III Rzesza przystąpiła do działań wojennych przeciwko Polsce użyła do ataków bombowych samolotów Do-17Z i He-111H. Miał być jeszcze użyte Ju-86, ale ostatecznie nie wzięły udziału w walkach.

 

Do-17 za sprawą małego obciążenia powierzchni płata skrzydła stawał się niezwykle ruchliwym samolotem jak na swoje przeznaczenie. Osiągał prędkość przelotową 290 km/h. Napędzały go dwa silniki gwiazdowe chłodzone powietrzem. Wadą pozostawał stosunek użytecznego ładunku do zasięgu. He-111 miał nieznacznie większe obciążenie płata od wspomnianego Do. Lecąc w szyku rozwijał identyczną z nim prędkość. Napędzały dwa silniki rzędowe. Wadą była całkowicie przeszklona kabina pilota, ale z drugiej strony to przecież ona powinna pilotowi ułatwiać pracę. Ułatwiała w locie samodzielnym, ale gdy przychodziło do przelotu grupowego, zdecydowanie utrudniała. Co wydawać się może oryginalne - fotel pilota był podnoszony. Podnoszony na tyle wysoko, że przez otworzony luk lotnik miał zapewnione prawie nieograniczone pole widzenia w każdym kierunku. Ograniczały go tylko możliwości karku i oka. Ju-86 z powodu swojej zawodności „nie gościł” na wrześniowym niebie Polski. Podobnie nad innym, gdzie działała Luftwaffe. Co nie znaczy, że konstrukcje Junkersa były nieobecne. Najbardziej znanym stał się Ju-88.

 

Ju88Junkers Ju-88

 

Ju-88 projektowany jako szybki bombowiec o prędkości przelotowej od 305 do 370 km/h. Napędzany do złudzenia przypominającymi silniki gwiazdowe dwoma silnikami rzędowymi. Obciążenie płata było zdecydowanie większe od Do-17 i He-111. Nie należał do łatwych w pilotażu. Uwidaczniało to się przy locie na jednym silniku. Do-17 i He-111 należały do bombowców atakujących w locie poziomym. Ju-88 atakował z lotu nurkowego - kąt lotu nurkowego wynosił 60º.

 

Najbardziej w pamięci Polaków (i nie tylko) utrwalił się Ju-87. Bo któż ze starych i młodych interesujących się historią II wojny światowej nie słyszał o Sztukasach (Ju-87 Stuka czyli Sturzkampfflugzeug). Ten bombowiec potrafił atakować cele niemal z lotu w pionie. Właśnie takie bombardowanie przez ten samolot sprawiło, że miał swoich zwolenników i przeciwników. Zwolennicy, ponieważ niszczył wroga. Przeciwnicy, gdyż w czasie ataku stawał się bardzo łatwym celem dla artylerii przeciwlotniczej strzelającej ogniem na wprost. Mieli rację gdy alianci odpowiednio rozbudowali swoją obronę przez skuteczne szybkostrzelne działka. Nim jednak to uczynili, Ju-87 był niezwykle groźny. Przeciwnicy mieli jeszcze jeden powód do potwierdzenia swoich obaw o skuteczności tego nurkującego bombowca. Bitwa powietrzna o Wielką Brytanię udowodniła, że dla podniesienia skutecznego działania tego płatowca, potrzebne jest panowanie w powietrzu nad przeciwnikiem. Bez zapewnienia tego staje się tylko samolotem bliskiego wsparcia bazując na lotniskach i lądowiskach nie za bardzo odległych od frontu działań. Nie bez znaczenia staje się wtedy mały promień działań operacyjny, który dla innych maszyn pozostawał znacznie większy.

 StukaRA

Junkers Ju-87 Stuka

 

Nie bez znaczenia w czasie prowadzenia działań wojennych oprócz zwalczania wojsk lądowych to jest piechoty, oddziałów zmechanizowanych pozostaje wyeliminowanie jego lotnictwa i marynarki wojennej. Luftwaffe od Wojny Domowej w Hiszpanii poprzez Kampanię Wrześniową w Polsce i dalsze działania wykorzystywała lotniska i lądowiska położone na lądzie. Lotnictwo wojskowe III Rzeszy w trakcie II wojny światowej wykorzystywało bazy położone w swoich granicach, a w czasie zajmowania nowych ziem, na tych właśnie co zdobytych. Potrzeba była jednak wyeliminowania z gry marynarki wojennej przeciwnika. Nie było to zadanie łatwe. Luftwaffe co prawda mogła skorzystać z „usług” He-111, ale te nie rozwiązywały problemu. Podobnie jak He-115. To nic, że miały zamontowane pływaki. Były za wolne do zadań im wyznaczonych, czyli zwalczania jednostek pływających.

He-115 nie zostały odstawione do sal muzealnych i do szkół lotniczych. Były latającymi stawiaczami min. Wykorzystywano je również jako samoloty torpedowe. Sytuację miał poprawić Ju-88. Tylko podobnie do He-115 miał nie za duży promień działania. Co więcej, ponieważ wchodził do służby dosyć często występowały usterki techniczne. Usuwano je w miarę systematycznie. Miał jednak swoją bardzo dużą zaletę. Mógł prowadzić atak - bombardować z lotu nurkowego.

 

Najbardziej przydatną gdy chodzi o zasięg stała się inna konstrukcja. Tą stała się odpowiednio przebudowana maszyna pasażerska FW-200 Condor. Mimo że pierwotnie po adaptacjach był przeznaczony do prowadzenia morskiego rozpoznania, z czasem stał się samolotem zwalczającym jednostki pływające. Przejście z lotnictwa cywilnego do wojskowego nie zapewniało przewagi nad konstrukcjami służącymi w powietrznej flocie.

 

Focke_Wulf_Fw200

FW-200 Condor

 

Po wypowiedzeniu wojny przez Francję i Wielką Brytanię Niemcom stało się jasne, że walki dotrą do ich kolonii. Będzie prowadzona poza stałym kontynentem to jest Europą. Ale gdy chodzi o nią to napotka na trudności. Jedną z nich było położenie na wyspach sojusznika Polski, którą była Wielka Brytania. O ile można było pokonać wojska lądowe w Polsce i to samo uczynić z francuskimi trzeba było wyeliminować z pola walki siły lądowe Wielkiej Brytanii i to nie tylko te broniące się po drugiej stronie obchodzonej Linii Maginota.

 

Royal Navy miała przewagę nad Kriegsmarine nie tylko liczebną. Przewyższała ją również siłą ognia swojej artylerii pokładowej. To mogło spędzać sen z powiek sztabowców w Berlinie. Tylko jeden człowiek III Rzeszy przy takim stanie rzeczy miał spokojny sen. Był nim Adolf Hitler. Hitler wierzył, że podobnie jak w Monachium, uda się zawrzeć korzystne porozumienie z Albionem. To było niezbędne aby móc uderzyć na wschód od swoich granic.

 

Na początku lat 20. minionego wieku stało się dla wielu wojskowych oczywiste, że okręty wojenne mogą być wyeliminowane z walki.  Mogą do tego prowadzić skuteczne działania prowadzone z powietrza. Aby się o tym przekonać po drugiej stronie Atlantyku w 1921 r. w czasie ćwiczeń samoloty zatopiły okręty wojenne. Niby nic wielkiego, że były niemiecki pancernik zatonął na wodach USA. Tylko, że atak bombowy został przeprowadzony w nienaturalnych do bojowych warunkach. To znaczy, że cel nie poruszał się a wodoszczelne grodzie pozostały otwarte. Bombowce mogły blisko przez dwa dni używać celu do swoich ataków. Brytyjczycy i Amerykanie w przeciwieństwie do Niemców wyciągnęli odpowiednie wnioski. Atakowanie – bombardowanie  pływającego celu tej klasy w czasie jego rejsu może być kosztowną „imprezą”. Nie jest łatwe trafić skutecznie wroga za pierwszym razem. Co więcej być może cel będzie się bronił ogniem własnym i towarzyszącej eskorty. Eskorta złożona z mniejszych okrętów jest narażona z racji na swoje wymiary i szybkość na mniejsze trafienia. Hitlerowcy mieli odmienne zdanie. Okręty wroga mogą być bombardowane tylko wtedy gdy wejdą w promień działania lotnictwa startującego z baz położonych na lądzie. Co więcej, sztabowcy z Berlina pocieszali się, że celność bombardowań wzrośnie gdy to zostanie przeprowadzone w locie nurkowym. Czy więc Niemcy tak rwący się do zawładnięcia Europą i światem mieli przejść nad takim stanem rzeczy do porządku dziennego? Nie.

 

Między zwolennikami nowego porządku na świecie znaleźli się cywile i wojskowi, którzy usiłowali przekonać swojego wodza do tego, aby podnieść skuteczność armii poprzez podniesienie jej mobilność. Aby lotnictwo mogło działać równie sprawnie przeciwko Royal Navy trzeba skorzystać z jej doświadczenia. Z niego przecież korzystają Amerykanie i sojusznicy III Rzeszy to jest Japończycy. Takie doświadczenie polega na wykorzystaniu lotniskowców.  Trzeba więc wybudować własny. Czy wódz  dał się namówić? Pewnie tak, jego marzenia o budowie wielkiej III Rzeszy były realizowane.

 

Niemcy zamówili swój lotniskowiec. Ochrzcili go „Graf Zeppelin” nim jeszcze rozpoczął swoją służbę na wodach. Rzecz jasna każdy z nas wie, że ten nigdy się nie pojawił. Wiele można byłoby pisać o powodach. Jedno chyba pozostaje jasne. Gdyby zdarzyło wyruszyć w rejs szybko zostałby zlokalizowany przez Royal Navy. Musiałby płynąć w licznej eskorcie. To powodowałoby, że niemiecka marynarka wojenna nie byłaby prowadzić skutecznie swoich działań na innych akwenach.

 

Graf-Zeppelin-1Plany Graf Zeppelina

 

Gdy się pojawia lotniskowiec to pojawia się sprawa samolotów przeznaczonych na jego wyposażenie. Na „Graf Zeppelina” przeznaczone miały być myśliwskie Me-109T.  T jak Trier. Historycy są zdania, że nie było to za dobre rozwiązanie. Sam już Me-109 nie dał się łatwo prowadzić przy małej prędkości. Zamontowanie zatrzymującego haka czy też powiększenie skrzydeł i ich mechanizmu składania było niekorzystne dla tej konstrukcji.

Być może na krótko zapanowałby nad konkurencyjnym wobec siebie w Royal Air Force morskim Spitfirem. Chociaż same Supermarine Spitfire nie były idealne do swojej roli. Brytyjczycy stracili ich więcej w czasie wypadków niż w walkach. Nie wytrzymywało podwozie. Tylko w przeciwieństwie do przeciwnika sterowność przy małej prędkości była lepsza. Jeżeli można to uznać za plus dla samolotów Royal Air Force?

 

Graf-Zeppelin-2Graf Zeppelin

 

Niemcy nie dawali za wygraną. Szukali dla swojego lotniskowca odpowiedniego płatowca. Jeżeli nie Me-109 to może Ju. Tylko, że poznany już wcześniej Ju-87 Stuka mimo potężniejszej budowy, miał podobne wady. Wady, które powiększone o to, że na pokład lotniskowca można było zabrać tuzin maszyn. Gdyby te skierować przeciwko nieprzyjacielowi i móc dalej dysponować nienaruszoną siłą ognia do odstraszania i własnej obrony. Nie byłoby to szczęśliwe dla lotniskowca. Należy pamiętać, że kiedy mamy do czynienia z samolotami startującymi i lądującymi na lotniskowcach, to one wymagają użycia większej ilości cennego paliwa. Zużywają tego znacznie więcej od startujących i lądujących z lotnisk i lądowisk na lądzie. Powodem jest znalezienie macierzystego okrętu wśród wielkiej wody. Na ziemi z odnalezieniem lotniska i lądowiska nie ma tak poważnych problemów. I przed lądowaniem zajęcie miejsca w wyznaczonym szyku oczekujących swojego miejsca na pokładzie. Nie wychodzenie przed szereg co bywa łamane nad ziemią.

 

Niemcy musieli pamiętać również o pracy wywiadu. Ten na pewno uczyniłby wszystko aby taki okręt zlokalizować. Po lokalizacji przesłać właściwy raport do odpowiednich rąk. No a w następnie doprowadzić do zatopienia rywala.

 

Stało się więc dobrze dla aliantów, że III Rzesza i stojący na jej czele Adolf Hitler nie wprowadził na morza i oceany odkrywczego marzenia jakim był lotniskowiec „Graf Zeppelin”      

 

 

Tekst: Konrad Rydołowski

Fot. wikipedia.org