Lotnictwo jest wielkie, kiedy ma swoją legendę – lotnicze „zaduszki”
Dawniej Lida, Lwów i Wilno należały do Polski, dzisiaj znalazły się na terenie Białorusi, Ukrainy i Litwy. Chcemy zaprosić na krótkie spotkanie z niemymi świadkami lotniczej historii, na wędrówkę po cmentarzu ... Nie będzie to Lida. Ominiemy również Wilno, gdyż w obu tych miastach na cmentarzach wojskowych z każdym dniem czas zaciera lotnicze ślady. Ubywa niemych świadków dni chwały polskich skrzydeł...
Mogiły w Lidzie zginęły bezpowrotnie. Cmentarz z czasów I wojny światowej w Wilnie został zlikwidowany, do dziś istnieją tylko te na Rossie. Tylko jak długo będą broniły przeszłości przed teraźniejszością?
Zajrzyjmy więc do Lwowa. Tego, gdzie na lotnisku Lewandówka powstała lotnicza eskadra, którą czynnie wsparli lotnicy amerykańscy. Przybyli z za oceanu do ojczyzny Kościuszki i Pułaskiego, aby walczyć w obronie polskości tej ziemi. Mieli w pamięci, co tych dwóch zrobiło dla ich ojczyzny, kim byli, nim spoczęli w nekropolii Orląt Lwowskich i nie tylko.

Jeden z współtwórców chwały polskich skrzydeł żegnając swojego kolegę przed ostatnim lotem powiedział „lotnictwo jest wielkie kiedy ma swoją legendę”. To oni ją tworzyli. Nie zabrakło też innych: Stefana Bastyra, Władysława Torunia, Stefana Steca. Walczyli o to, aby Lwów należał do Polski. Nie dziwi więc, że spoczęli w nekropolii tego miasta między jego obrońcami.

Groby lotników na cmentarzu Obrońców Lwowa wyróżniały się od innych mogił. Znaczyło je śmigło przymocowane do krzyża. Pierwszą lotniczą mogiłą, która pojawiła się na cmentarzu była mogiła kapitana pilota Stefana Bastyra. Postaci już prawie zapomnianej w Polsce, ale nie przez Lwowiaków, którzy wiedzieli o jego mogile. Był on też tam patronem modelarzy. Z chwilą pogrzebu narodziła się idea budowy pomnika na jego mogile. Pomnika, który na trwałe informowałby kto spoczywa w tym miejscu. Jednocześnie przypominałby także dwóch pozostałych lotników: majora Steca i pułkownika Torunia.
Z prośbą o projekt zwrócono się do Edwarda Wittiga. Patronat nad pracami objął marszałek Polski. Swój udział miał też minister spraw wojskowych i dowódca lotnictwa. W komitecie zasiadali przedstawiciele miasta. Byli wojewodowie i duchowieństwo. Został ogłoszony konkurs. Wojna i polityka nie pozwoliła na jego rozstrzygnięcie.

Rok po śmierci Bastyra miasto obiegła wiadomość o śmierci drugiego Stefana. Stefan Stec był zastępcą Stefana Bastyra w czasie walk o Lwów. Stec zginął śmiercią lotnika w Warszawie 11 maja 1921 r. na lotnisku, które znajdowało się na Polu Mokotowskim. Przy życiu pozostał trzeci z nich. Podpułkownik Władysław Toruń odszedł nagle, 9 sierpnia 1924 r.


Miejsce wiecznego spoczynku lotniczej trójki obronców Lwowa - fot. wikipedia.pl

W połowie lat trzydziestych podjęto decyzję o pochowaniu całej trójki na cmentarzu Orląt. Jeden z nich już na tym spoczywał. W listopadzie 1935 r. ekshumowano zwłoki Steca i Torunia, i 25 listopada tego samego roku pogrzebano ich razem z Bastyrem.

Oprócz wyżej wymienionych wiecznego spoczynku na cmentarzu Orląt maja także inni mechanicy i piloci, obrońcy Lwowa polegli i zmarli nie tylko w walkach o miasto w 1918 r.

Nie zapomniałem o Amerykanach. W lipcu 1919 r. mjr Faunt – le Roy i kpt. Cooper zameldowali się w Paryżu do premiera Paderewskiego i generała Rozwadowskiego. Prosili o zgodę dla siebie, by wraz z kolegami mogli bronić wschodnich granic Polski. Chodziło im o to, aby zatrzymać pochód rewolucji, która wybuchła w Rosji. Na ostrzach bagnetów rewolucja miała nowy porządek w Europie. Piloci dostali zgodę dla siebie i pięciu kolegów. Zostali skierowani na wschód. Trafili do spływającego krwią Lwowa. Tak zaczęli „przygodę” z polskimi skrzydłami.


Na Cmentarzu Orląt Lwowskich znajduje się odrestaurowany pomnik trzech lotników amerykańskich zniszczony w roku 1971, a odbudowany i odrestaurowany w latach 1989-2002 - fot. archiwum


Pierwszym z tych, który zginął we Lwoweie był porucznik Graves. Zginął w wypadku lotniczym. Lotnicy walczyli w eskadrze, której patronował Tadeusz Kościuszko. W czasie walk z armią konną Budionnego wykonali blisko 500 lotów. To oni nie dopuścili, by polski sztab kwaterujący w Żytomierzu nie dostał się do niewoli. Także transporty kolejowe pod Koziatyniem uniknęły zniszczenia. Celne oko i pewna ręka poparta umiejętnym pilotażem kapitana Crawforda umożliwiła zatopienie wrogiego zaopatrzenia. Ostrzał prowadzony przez kapitanów Coopera i Corsiego przy współ udziale porucznika Rorrisona uniemożliwił przeprawę czerwonoarmistów pod Czerkasami.

W czasie walk o drogę Łuck – Klewań poległ kapitan Kelly. Major Faunt – le Roy uniknął śmierci. Kapitana Crawforda od śmierci ratował kapitan Corsi. Bilans strat eskadry Kościuszki w walkach o Lwów przedstawiał się następująco: zginął jeden pilot ( Kelly ), czterech odniosło rany ( Mac Callun, Noble, Chess, Rorrison ). W niewoli znalazł się Cooper. Kule nie omijały naszych rodaków latających w eskadrze. Byli to Sieńkowski, Weber i Konopka. Do niewoli dostał się Ciecierski. Gdy chodzi o Corsiego i Rorrisona to udało się uniknąć niewoli podobnie jak Crawfordowi wraz z Cooperem. Szczęście niestety opuściło Mac Calluna. Zginął w wypadku lotniczym 31 sierpnia 1920r. W nekropolii spoczęły zwłoki trzech synów ziemi amerykańskiej: Arthura Kelly` ego, Edmunda Gravesa i George ` a Mac Calluna. Mieszkańcy dla upamiętnia ich wkładu w obronie swojego grodu powołali komitet budowy pomnika. Lokalne gazety zaapelowały o składki na ten cel. Pierwsze wpłaty pochodziły od kadry i pilotów ich macierzystej eskadry.


30 maja 1925 r. pomnik został uroczyście odsłonięty. Przedstawiał skrzydlatego lotnika spoglądającego w niebo. Na płycie został umieszczony napis „Amerykanom poległym w obronie Polski w latach 1919 – 1920. Oficerowie lotnicy z eskadry myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki: Edmund P. Grave – por. WP ur. 1891 Boston, Mass., zm. 22 XI 1919 we Lwowie, Arthur H. Kelly – kapitan WP ur. 1890 Virginia, Richmond, zm. 16 VII 1920 pod Łuckiem, G. Mac Callun – porucznik WP ur. Detroit, zm. 31 VIII 1920 pod Lwowem”. Odsłonięcie pomnika było okazją do zamanifestowania trwałego związku miasta z Polską. Od tamtego dnia każdego roku do 1939 r. odbywała się przy nim uroczystość gromadząca nie tylko miejscowych. Brały w niej udział delegacje z przedstawicielami ambasady amerykańskiej. W zaduszny wieczór odbywał się apel poległych z udziałem kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego.

Tyle tytułem wspomnienia o niemych świadkach naszej lotniczej sławy, bez której historia lotnictwa byłaby o wiele uboższa. Warto o nich pamiętać kiedy zwiedzamy Lwów, czy w czasie wędrówek po Białorusi i Litwie.

Konrad RYDOŁOWSKI