Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Tego roku było niezbyt głośno ( może się mylę ) o najbardziej znanej powietrznej bitwie II wojny światowej. Tak. Była nią „Bitwa o Anglię”. Rzecz jasna nie ma wśród nas takich. Wszyscy z całą pewnością wiedzą o udziale Polaków. Chcę tylko przypomnieć o naszych rodakach w służbie RAF i USAAF. Jak się w nich znaleźli ?

 

Po bolesnym dla nas Polaków wrześniu 1939 roku w dniu 25 października została podpisana umowa polsko – brytyjska. Wśród punktów znalazł się ten mówiący że spadkobiercy Albionu przyjmą na swojej Wyspie około 2300 lotników. Między nimi będą ci z którzy należą do personelu latającego. Obecnie korzystający z „gościnności” Francuzów. Rzecz jasna między nimi byli tacy którzy nie zamierzali zostać u tego naszego sojusznika. Czy przeczuwali co przyniesie im jutro ?

Od grudnia do połowy maja 1940 roku rozpoczęła się „wycieczka” polskich spadkobierców Ikara do Wielkiej Brytanii. Trafiali na lotnisko w Eastchurch. Tu pod Londynem byli rejestrowani i stawiali się przed komisję lekarską. Otrzymywali numer ewidencyjny, kwaterę i mundur. Nie zapomniano że przybyłych trzeba nauczyć języka (tak bardzo różnego od rodzimego i przez wielu wcześniej poznanego francuskiego). Zorganizowano szkolenie z obsługi samolotów i ich wyposażenia którymi dysponował RAF. Z przybyłych tworzono przyszłe bojowe eskadry i dywizjony.

W lutym 1940 r. mając już na uwadze utworzenie dwóch polskich dywizjonów ( bombowych ) zgodnie z umową piloci trafiali do Redhill a obserwatorzy razem ze strzelcami pozostawali w Eastchurch. Piloci szkolili się praktycznie. Obserwatorzy i strzelcy szkolili się wstępnie. Gdy już posiedli odpowiednią wiedzę dalszym etapem była nauka w odpowiednio profilowych szkołach brytyjskich.

Francja, ta dumna zwycięska Francja z I wojny światowej padła. Co było możliwe ( ludzie i sprzęt ) zostało ewakuowane na drugi brzeg Kanału La Manche. Straty były duże. Trzeba było poszukać rezerw. Nad Wyspą Ostatniej Nadziei zawisły czarne chmury. Hitler szykował się do inwazji. Do obrony przeznaczono nie tylko oddziały lądowe czy Royal Navy. Skierowano dywizjony lotnicze RAF. Te niestety mocno ucierpiały w powietrznych starciach z Luftwaffe nad Francją. Szukano rezerw dla tak potrzebnych dywizjonów myśliwskich. Szukano ochotników. Nie było to łatwe. Wyspiarze byli uprzedzeni do innych narodów. Polacy nie uniknęli ich uprzedzeń. Nad Tamizą pamiętali jak wyglądał przed rokiem wrzesień nad Wisłą. Uprzedzenia częściowo znikały po tym co mówiło się o Polakach walczących pod niebem Francji.

Polski Naczelny Wódz nie stawał na drodze. Zgodził się. Nie miał innego wyjścia. Wiedział że polscy żołnierze przybyli tu nie jako turyści. Przyszli się bić o Polskę. Polskę rozdartą przez dwóch wrogów, Hitlera i Stalina. Lotnicy nie chcieli siedzieć bezczynnie na ziemi. Nie chcieli być biernymi obserwatorami zwycięstw kolegów z RAF.

Z końcem czerwca 1940 roku polscy myśliwcy zaczęli trafiać do Aston Down. Tu mieścił się 5 OTU. W tym czasie zmienił się ośrodek przyjmujący naszych lotników. Bazą dla nich stało się Blackpool. Polscy piloci szybko zyskiwali uznanie instruktorów znad Tamizą. Nie może to być zaskoczeniem. Otrzymali solidne lotnicze wykształcenie w przedwojennej Polsce. Doszła wrześniowa lekcja w obronie nieba nad Ojczyzną. Przyszedł sprawdzian nad Francją.

Pierwsi polscy lotnicy trafili do dywizjonów RAF w połowie lipca 1940 roku. Następni znaleźli się w nich miesiąc później.

Konrad RYDOŁOWSKI