Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


P1020808 2W dwa lata po udanym locie Orlińskiego z Kubiakiem na trasie Warszawa - Tokio - Warszawa o polskich lotnikach zrobiło się głośno.

W 1928 r. pierwszy raz nad oceanem znalazł się samolot z polską załogą. Załogę tworzyli dwaj majorzy lotnictwa, Ludwik Idzikowski i KazimierzKubala. Samolot Amiot 123 był konstrukcji francuskiej. Dwa lata rodakom zajęły przygotowania do pokonania oceanu.

Samolot, który wybrali do tego przedsięwzięcia, nie był maszyną pierwszej młodości. Mimo dodatkowych zbiorników paliwa, nie nadawał się do takiego przedsięwzięcia, czyli długotrwałego lotu. Płatowiec otrzymał nazwę „Marszałek Piłsudski”.

 3 sierpnia 1928 r. wystartowali spod lotniska Le Bourget w kierunku Nowego Jorku. Nie dolecieli do celu. Uszkodzenie silnika zmusiło ich do przymusowego lądowania. Wodowali, ale mieli szczęście. Z wody razem podniosła ich załoga niemieckiego statku. Nie zrezygnowali. Przez rok przygotowywali się do drugiej rundy walki z oceanem. Przygotowali odpowiednio siebie i nową maszyną. Wybrali, jak poprzednim razem, konstrukcję od Amiota. Amiot 134 miał zapewnić im zwycięstwo.

 13 lipca 1929 r. wystartowali. Pogoda nie była zachęcała. Francję spowijała mgła. Gdy ta ustąpiła, dostrzegli przed sobą ocean. Byli przekonani, że tym razem pokonają ocean. Kubala wywołał przez radio napotkany statek. Ten potwierdził ich położenie. Lecieli właściwym kursem. Gdy zbliżyli się do Azorów, pech znów przypomniał o sobie. Tak jak pierwszym razem silnik pokazał swój „humor”. Spadły bardzo szybko obroty. Kubala znów użył radia. Poprosił o znak wywoławczy radiostacji na Azorach. W tym czasie Idzikowski podjął decyzję. Musi dociągnąć do Faial. Tu na tej wyspie wylądują. Niestety silnik miał inne zdanie. Z każdą chwilą odmawiał posłuszeństwa. Ludwik postawił wszystko na jedną kartę. Nie będzie ryzykował lotu na Faial. Jeżeli ma lądować to ląduje teraz. Pod skrzydła pojawiła się wyspa Graciosa

 Lotnicy dostrzegli między skałami zieleń. Były to uprawiane poletka miejscowych rolników. Ocenił swoje szanse jakie ma gdy dotknie ziemi. Miał przecież doświadczenie w lądowaniu nie w takim terenie. Pora dnia czy nocy nie stanowiła przeszkody. Amiot zniżał lot. Polak nie spodziewał się najgorszego.

Widziana zieleń skrywała niewidoczny z góry niewysoki kamienny mur. To w niego uderzyły koła lądującego płatowca. W następstwie tego maszyna skapotowała. Z rozbitego zbiornika zaczęło wyciekać paliwo. Ktoś życzliwy chciał poświecić. Błysnęła zapałka. Nadbiegający chłopi z mocujących pasów wydobyli jednego z lotników. Był nim Kubala. Idzikowski trwał skrępowany. Życzliwy nie zauważył wypływającej benzyny. Może tylko poczuł jej zapach. Opary z ogniem zrobiły swoje. Rozbity o mur Amiot 134 stanął w płomieniach i doszczętnie spłonął. Razem z nim zginął śmiercią lotnika Ludwik Idzikowski. Zginął ten, który mógł być pierwszym Polakiem - zwycięzcą Atlantyku. Jego zwłoki przewiózł do ojczyzny ORP „Iskra”.

Tragicznie przerwany lot wstrzymał start innych naszych lotników. Klisz i Kowalczyk czekali z lotem na Islandii na poprawę pogody. Oczekiwali również na wiadomości o Idzikowskim i Kubali. Kiedy nadeszła wiadomość o wypadku, wycofali się. Przelot finansowali Polacy mieszkający w Ameryce. Oni również kupili samolot. Ten otrzymał nazwę „Polonia”. W przeciwieństwie do pechowego francuskiego Amiota wybór padł na włoski Caproni Ca.73. Gdy wiadomość z Hiszpanii dotarła do Polski, Ministerstwo Spraw Wojskowych wydało rozkaz zabraniający polskim załogom startów do lotów nad Atlantykiem.

 

Ludwik Idzikowski 

Urodził się w Warszawie 24 sierpnia 1891 r. Maturę zdał w 1912 r. w Rosji. Studiował w Belgii. Podczas I wojny światowej został zmobilizowany do armii rosyjskiej. Z jej szeregów otrzymał skierowanie do lotnictwa. W 1916 r. po ukończeniu szkoły pilotów został przydzielony do eskadry z którą ruszył na front. Dwa lata później wrócił do Warszawy. Rozpoczął służbą w Wojsku Polskim. W czasie wojny polsko – radzieckiej znalazł się w szeregach obrońców jako pilot. Walczył bojowo w obronie polskości Lwowa. Po skończonej wjonie został przeniesiony do Grudziądza. W szkole pilotów był instruktorem, dowódcą eskadry i zastępcą szefa pilotażu. Kilka miesięcy pełnił służbę w Departamencie Lotnictwa Ministerstwa Spraw Wojskowych. Od papierkowej roboty powrócił do latania w pułku, który stacjonował w syrenim grodzie. W kwietniu 1926 r. Idzikowski został przydzielony do Polskiej Misji Wojskowej Zakupów we Francji. Oblatywał zakupione przez Polskę. Wtedy zrodził pomysł pokonania oceanu. Chciał polecieć nad Atlantyk inaczej niż poprzednicy. Chciał go pokonać w locie na zachód. Do tej pory próby takie nie powiodły się. Nikt nie leciał pod wiatr. Niestety nie znalazł zwolenników dla swojego pomysłu. Więc wszystko co możliwe robił sam. Między innymi wypożyczył od Francuzów samolot z ich nawigatorem. Na skutek jednak zainteresowania dziennikarzy z prasy, polskie władze wykazały ożywienie. W tym celu wybrano i zakupiono odpowiedni samolot. Wybór padł na Amiot - 123 ( przerobiony wersja bombowiec). Do lotu wyznaczono Idzikowskiego i wybrano nawigatora. Został nim Kazimierz Kubala. Do pierwszego startu rodacy pokołowali 3 sierpnia 1928 r. z lotniska pod Paryżem. Po przeleceniu ok. 3200 km załoga zauważyła spadający poziom oleju. Zdecydowali się na powrót. Idzikowski podjął decyzję o wodowaniu w pobliżu płynącego statku. Tak też uczynił. Wodowali ok. 70 km od brzegu Hiszpanii. Marynarze uratowali załogę. Podjęli samolot. Ten uległ uszkodzeniu. Rok później powtórnie kołowali na start. W tym celu ze składek Polonii amerykańskiej zakupiono drugi egzemplarz samolotu. Do ponownego lotu wystartowali 13 lipca 1929 r. z lotniska Le Bourget. Po przeleceniu 2140 km silnik samolotu zaczął zmniejszać obroty. Załoga stanęła przed problemem. Lecieć czy lądować. Wybrali, że nie będą kusili losu. Lucek jako dowódca dokonał wyboru miejsca. Niestety w pobliżu nie było zbawczego statku. Postanowił siadać na jednej z wysepek Azorów. Z powodu nieregularnej pracy silnika zdecydował jednak lądować jeszcze bliżej lądu. Znalazł do tego celu wyspę Graciosa. Podczas awaryjnego lądowania na polu samolot wpadł na niewidoczne ( zapadał zmrok ) z powietrza kamienne ogrodzenie. Maszyna skapotowała i spłonęła. Spłonęła, ktoś chciał poświecić zapałką. Z rozbitego zbiornika wyciekało paliwo. W katastrofie poniósł śmierć pilot. Nawigator odniósł rany. Zwłoki lotnika wróciły do Polski na pokładzie ORP „Iskra”. Spoczęły na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Kazimierz Kubala

Kazimierz Kubala urodził się 25 stycznia 1893 r. w okolicach Bochni Był absolwentem gimnazjum w Sanoku. Egzamin dojrzałości zdał w 1912 r. Mając te w kieszeni rozpoczął studia we Lwowie. Studiował farmację. Gdy wybuchła wojna ( I wojna światowa ) Kazimierz znalazł się w wojsku. Służył w armii austriackiej. Na dwa miesiące przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości znalazł się w grodzie Kraka. Natomiast w listopadzie 1918 r. będąc pilotem obserwatorem brał udział w wojnie polsko - ukraińskiej. Od kwietnia 1919 był oficerem w Sztabie Lotnictwa Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego. Natomiast od października tego samego roku brał udział w walkach wojny polsko - rosyjskiej. W 1920 odszedł z wojska. Skończył przerwane studia. Po dwóch latach przerwy wrócił do wojska do lotnictwa. Został zweryfikowany w stopniu kapitana rezerwy w korpusie oficerów lotnictwa. Następnie w latach 1923-1924 został zweryfikowany w stopniu kapitana w korpusie oficerów zawodowych aeronautycznych ze starszeństwem z 1 lipca 1919 r. Otrzymał przydział do Krakowa do 2. Pułku Lotniczego. W 1923 jako nadetatowy oficer zatrzymany pozostał w służbie czynnej a rok później jako oficer zawodowy. W tym czasie był już poza Krakowem. Znalazł się w syrenim grodzie. Tu w stolicy pracował w Centralnych Warsztatach Lotniczych w Warszawie. Pracował tak efektywnie że został ich kierownikiem. Uczestniczył w pracach Polskiej Misji Zakupów Wojskowych we Francji. Awansował na stopień majora lotnictwa starszeństwem z 1 stycznia 1928 r. Tego samego roku uzyskał przydział do 1. Pułku Lotniczego w Warszawie. Dwukrotnie ( 3 lipca 1928 r. i 13 lipca 1929 r. ) próbował bez powodzenia będąc nawigatorem majora Ludwika Idzikowskiego pokonać dla Polski wielką wodę jaką był Ocean Atlantycki. Uszkodzenie samolotu to uniemożliwiło. W czasie ostatniej próby w czasie awaryjnego lądowania Idzikowski zginął a Kubala został ranny. Kazimierz Kubala był autorem raportu w którym oskarżał szefa Departamentu Żeglugi Powietrznej Ministerstwa Spraw Wojskowych i szefa gabinetu Ministra Spraw Wojskowych o zły stan polskiego lotnictwa. Po zatrzymaniu i przesłuchaniu trafił do aresztu. Z tego został zwolniony. W czasie procesu przyznał się do winy. Wyrokiem sądu został skazany na karę roczną pobawienia wolności. Po złożeniu skargi kasacyjnej sąd złagodził karę wymierzoną przez sąd pierwszej instancji do 7 miesięcy pozbawienia wolności. Utrzymał jednak postanowienie o jego wydaleniu z korpusu oficerskiego. Opuścił Polskę. Od 1933 r. zamieszkał w Ameryce Południowej. Osiedlił się w Brazylii. Był ekspertem dla tamtejszego lotnictwa cywilnego. Zmarł w 13 kwietnia 1976 r.

90 lat po tym locie w Warszawie na cmentarzy Stare Powązki o pamiętnym locie nie zapomnieli przedstawiciele Stowarzyszenia Lotników Polskich  i społeczeństwa.

Konrad RYDOŁOWSKI