Article Index

brytyjski samolot bombowy - Mosquito B. Mk XVI Mosquito B. Mk XVI
 
De Havilland Mosquito

 

Opis ogólny

 

Dwusilnikowy, dwumiejscowy średniopłat opracowany w brytyjskich zakładach De Havilland. Maszyna służyła w trakcie II Wojny Światowej. Jej różne wersje wykonywały zadania myśliwskie, myśliwca nocnego, szybkiego bombowca i samolotu rozpoznania fotograficznego, używano go także do zadań pomocniczych, jak oświetlanie celów bombardowań. Zarówno struktura jak i pokrycie samolotów wykonane były głównie z drewna, dzięki czemu maszyna zyskała sobie miano „drewnianego cuda”.

W służbie


Pierwszym dywizjonem linowym który został wyposażony w Mosquito, był 105. Dywizjon RAF. Jednostka ta była wcześniej wyposażona w Blenheimy i brała udział w Kampanii Francuskiej, nalocie na Bremę, by następnie trafić na Maltę, skąd atakowała konwoje Osi. Jesienią 1941 r. wróciła na wyspy brytyjskie, by przezbroić się na nowe samoloty. W grudniu 1941 r. 105. Dywizjon przeniesiono na lotnisko Horsam St. Faith. Trudne warunki atmosferyczne wydłużały znacznie czas szkolenia, przez co jednostka ogłosiła gotowość bojową dopiero w końcówce maja 1942 roku.

31 maja cztery Mosquito otrzymały zadanie sfotografowania efektów bombardowania Kolonii, które odbyło się poprzedniej nocy (i było pierwszym nalotem tysiąca bombowców). Samoloty przy okazji wzięły na pokład bomby zrzucone nad celem. Z misji nie powróciła jedna z maszyn. Efekty rozpoznania były niezadowalające, ponieważ na zdjęciach widoczne były głównie kłęby dymu snujące się nad miastem. W tej sytuacji następnego dnia wysłano kolejne dwa Mosquito, które miały powtórzyć zadanie poprzedników. W trakcie misji utracono kolejny samolot. 2 czerwca dwa Mosquito zostały wysłane by sfotografować skutki nalotu dokonanego w nocy na miasto Essen. Samoloty ponownie otrzymały dodatkowe zadanie zrzucenia pięćsetfuntówek.
Wkrótce zadecydowano o stworzeniu kolejnego dywizjonu używającego samolotów Mosquito. Dla tego celu z dalekowschodniego teatru działać ściągnięto do Anglii 139. Dywizjon RAF.

Między kolejnymi misjami rozpoznawczymi załogi Mosquito wykonywały sporadyczne bombardowania lotnisk wroga w Holandii i północnych Niemczech. 26.06 Mosquito ponownie wykonywały zdjęcia, tym razem Bremy, będącej kolejnym celem bombardowania „tysiąca bombowców”. Od lata 1942 r. zaczęto wysyłać lekkie bombowce nad cele we Francji. Latające w mocnej osłonie myśliwskiej samoloty miały za zadanie wywabianie niemieckich myśliwców. 01 sierpnia pojedynczy Mosquito z 105. Dywizjonu został wysłany na bombardowanie kilońskiej stoczni. Kolejnego dnia pięć maszyn (trzy z 105. i dwa z 139. Dywizjonu) zbombardowały stocznie w Flensburgu. W trakcie tej misji brytyjskie samoloty napotkały Fw-190, które zestrzeliły dwa Mosquito.

11 sierpnia załogi Mosquito otrzymały zadanie odwrócenia uwagi niemieckiej obrony powietrznej od 44 Lancester’ów mających zbombardować Gdański port. W trakcie zadania utracono jeden samolot, a dwa inne były poważnie uszkodzone. Mosquito kontynuowały wysokościowe bombardowania niemieckich miast takich jak: Kilonia, Frankfurt, Brema, Hannover i Wilhelmshaven. Skala działań lekkich bombowców uniemożliwiała zadawanie dużych strat w niemieckim przemyśle, większe znaczenie miały w zasadzie alarmy bombowe wywoływane przez Mosquito, które dezorganizowało prace. Załogi Mosquito wykonywały także ataki na niemieckie elektrownie np. w Stolbergu. Ataki wykonywano o zmierzchu, lecąc na jak najniższej wysokości. Jednak samoloty lecące tuż nad ziemią poniosły straty. 19 września sześć Mosquito zostało wysłane na bombardowanie Berlina. Złe warunki pogodowe i liczne niemieckie myśliwce spowodowały, że żadna z bomb nie spadła na Niemiecką stolicę. Dodatkowo utracono jeden z samolotów.

Na 25 września wyznaczono pierwszą z długiej serii misję Mosquito o charakterze propagandowym. W tym właśnie dniu w Oslo miał odbyć się zjazd partii rządzącej Norwegią pod dyktando nazistów. Głównym celem miał być premier Vidkun Quisling, uważany przez norweski ruch oporu za najgroźniejszego wroga narodu. Zadaniem Mosquito było zbombardowanie siedziby Gestapo, w której miał odbywać się zjazd. Na nieszczęście dla Brytyjczyków, do Oslo zostało sprowadzone cztery Fw-190, które miały wykonać przelot nad miastem, uświetniając zjazd. Myśliwce zestrzeliły jedną maszynę, która wpadła do jeziora. Mimo, że nie udało się zabić Quisling’a, nalot wywołał euforię wśród Norwegów. Mieszkańcy Oslo, ułożyli dywan z kwiatów na jeziorze do którego wpadła jedna z maszyn. Zasadniczo budynek gestapo nie uległ większym zniszczeniom. W cel trafiły tylko cztery bomby, z czego trzy przeleciały na wylot, a jedyna która utkwiła w budynku i nie wybuchła.

W końcówce września dywizjony Mosquito zostały przeniesione na lotnisko Swanton Morley. W tym samym czasie 139. Dywizjon doczekał się uzupełniania ilości maszyn. 7 listopada samoloty 105. Dywizjonu podjęły zadanie walki przeciw wrogiej żegludze. Maszyny wykonały atak na transportowiec „Elsa Esseberger” wiozący gumę. Zbombardowany statek osiadł u ujścia Girondy. Tego dnia utracono jedna maszynę zniszczoną przez artylerię przeciwlotniczą. Podczas powrotu panowały fatalne warunki atmosferyczne, przez co załogi lądowały na różnych lotniskach. Na szczęście wszystkie w Anglii. Kolejna operację przeciw jednostce nawodnej przeprowadzono 13 listopada Celem był okręt „Neumark”. Z misji tej nie powróciły dwa samoloty.

W listopadzie 1942 r. Mosquito zaczęły wykonywać dosyć regularnie misje przeciwko transportom kolejowym. Samoloty bombardowały stacje rozrządowe i zakłady naprawcze wrogiego taboru kolejowego. 6 grudnia postanowiono wykonać kolejny śmiały rajd bombowy. W operacji „Oyster” oprócz Mosquito, brały udział samoloty Ventura i Boston, osłonę miały zapewnić Spitfire i Typhoony. Samoloty miały zbombardować zakłady Philipsa w Eindhoven, gdzie produkowano urządzenia radio-elektroniczne, wspomagające działania przeciw bombardowaniom RAF-u. W trakcie dolotu do celu formacja została zaatakowana przez pojedynczego Fw-190. Jedna z załóg Mosquito odwróciła jego uwagę od reszty maszyn, przeciwnik wystrzelał całą amunicje nie wyrządzając większej szkody Brytyjczykom po czym odleciał. Efekty bombardowania okazały się wysoce zadowalające, jednak utracono 14 bombowców (w tym jednego Mosquito).


Końcówka 1942 r. i początek 1943 r. upłynął załogom dywizjonów 105. i 139. na atakowani składów kolejowych. Jednak już na 27 stycznia 1943 r. otrzymały kolejne zadanie nadzwyczajne, czyli bombardowanie zakładów Burmeister & Wien w Kopenhadze, gdzie produkowano silniki dieslowskie dla okrętów podwodnych Rzeszy. Jak przy okazji wielu poprzednich misji, warunki pogodowe nie były zachwycające. W trakcie dolotu jedna z maszyn uszkodziła lotkę i zawróciła do bazy. Załogi lekko zboczyły z trasy wlatując nad Bałtyk, w oficjalnym raporcie napisano, że manewr był celowy, a chodziło o to by zmylić wrogą obronę przeciwlotniczą, co było lekkim naciąganiem faktów. Obrona przeciwlotnicza miasta była zaskoczona i chaotyczna. Akcja powiodła się, zakłady zostały poważnie uszkodzone. Oprócz bomb z klasycznym opóźnieniem zapłonu, zrzucono również ładunki z pół, trzy i sześciu godzinnym opóźnieniem, oraz takie które wybuchły trzy godziny później. Jedna maszyna rozbiła się po wpadnięciu w drut wysokiego napięcia. Innej załodze prawdopodobnie z braku paliwa zgasł prawy silniki ich Mosquito, po niedługim czasie maszyna uderzyła w drzewo, kilkanaście kilometrów od lotniska.

Już trzy dni po ataku na Kopenhagę, załogi Mosquito otrzymały kolejna misję o charakterze propagandowym. 30 stycznia w berlińskim radiu mieli wygłosić swoje orędzie minister propagandy, dr Goebbels i marszałek Rzeszy, dowódca Luftwaffe Herman Göring. W trakcie dolotu do celu załogi pierwszej fali nie napotkały w powietrzu na wrogie myśliwce. O 11.00 spiker rozgłośni zapowiedział pierwszego gościa Hermana Göringa. Po chwili słychać było jedynie pospieszne krzątanie się i podniesione głosy, by w następnym momencie słuchacze usłyszeli jednie wojskowe marsze. Dopiero po zrzuceniu bomb artyleria przeciwlotnicza dała głos, jednak wszystkie maszyny bezpiecznie wróciły do bazy. Trasa dolotu kolejne fali mającej przeszkodzić w przemówieniu Goebbelsa też przebiegłą bez zakłóceń. O 16.00 na berlińskie radio spadły kolejne bomby uniemożliwiając kontynuowanie audycji. Tym razem artyleria przeciwlotnicza wykazała się większą skutecznością, strącony został jeden z Moquito.

Z początkiem lutego 1943 r. ze stanowiska dowódcy 105. Dywizjonu ustąpił Hughie Edwards, którego zastąpił Geoffrey Longfield, który dwa tygodnie później zginął. Jego maszyna podczas bombardowania Rennes, zderzyła się z innym Mosquito. Z racji włączenia się USAAF do akcji na kontynencie, myśliwce wroga miały więcej pracy i mniej uwagi mogły poświęcić Mosquito. Korzystały z tego załogi, które regularnie atakowały cele na terenie Francji. Mimo mniejszej ilości wrogich samolotów, zdążało się je spotkać. Takie niemiłe spotkanie odbyło się 28 marca Adolf Glunz, jeden z czołowych pilotów Luftwaffe na zachodzie, zaliczył na swoje konto dwa lekkie bombowce. Kolejna maszyna padła łupem niemieckiego myśliwca, 3 kwietnia pod wieczór.

Tymczasem 20 kwietnia, przypadały urodziny Hitlera, które były świetną okazją by ponownie odwiedzić Berlin. Samoloty miały pojawić się nad stolicą Rzeszy tuż po północy, przy okazji odwracając uwagą od bombardujących Szczecin i Rostok, ciężkich bombowców. Pierwsze dwa samoloty nadleciały nad cel pół godziny po 12., spokojnie zrzucając swój ładunek. Jednak gdy wspomniany ładunek zaczął wybuchać, artyleria przeciwlotnicza, jakby przypomniała sobie po co tam jest. Nadlatujące przez kolejne dwie godziny pary Mosquito, napotkały już ciężki ogień i snopy światła z reflektorów jednak wszystkie zdołały umknąć znad stolicy. Jednak podczas powrotu jeden z Mosquito został przyłapany przez nocnego Bf 110, pilotowanego przez Lothara Linkego, który zestrzelił swoją ofiarę. 24 kwietnia samolot 105.Dywizjonu ponownie został przyłapany przez niemiecki myśliwiec, jednak załoga zdołała umknąć.

Pod końca kwietnia Mosquito otrzymały zadanie zrzucania bomb i flar na stoczniowe miasto Wilhemshaven, co miało odwracać uwagę od innych samolotów RAF minujących wody przybrzeżne Niemiec. Kolejnym częstym zadaniem Mosquito było klasyczne bombardowanie miast z wysokiego pułapu. 27 maja Mosquito wykonały kolejny rajd tym razem na Jenę, a konkretnie zakłady optyczne Zeiss. Celem dodatkowym była fabryka specjalistycznych wyrobów ze szkła Schott. Dwie bomby miały ustawione opóźnienie wynoszące 6 godzin. Im bliżej celu znajdowały się Mosquito tym gorsze były warunki atmosferyczne. Gdyby tego było mało maszyny dostały się w ogień artylerii przeciwlotniczej w rejonie miasta Adorf. Dwa z samolotów starających wymknąć się serią działek zderzyły się z sobą. Kilka maszyn nie zdołało odnaleźć celu i zrzuciły bomby na przypadkowe cele. W rejonie celu załogi ponownie napotkały ciężki ogień przeciwlotniczy i zaporę balonową. Bomby zostały zrzucone na miasto. W trakcie powrotu na ziemię spadła kolejna maszyna. Dwa inne Mosquito były tak poważnie uszkodzone że nie zdołały wylądować. Oczywiście cel bombardowania nie został zniszczony, utracono natomiast pięć załóg i samolotów.

W połowie 1943 r. samoloty z 105. i 139. Dywizjonu zostały skierowane do tzw. Path Finder Force, od tej pory ich zadaniem miało być wyłącznie oświetlanie celów bombardowania, wcześniej wykrytych za pomocą urządzeń elektronicznych. Miej więcej w tym samym czasie rozpoczęto produkcję nowej wersji Mosquito, przystosowanej do operacji typu Ranger i Intruder (akcje zaczepne na tyłach wroga, przeciw jego lotniskom, składom kolejowym itp.). W czerwcu powołano do życia 2. Tactical Air Force, w której skład weszły myśliwce bombardujące i lekkie bombowce, w tym sześć dywizjonów Mosquito. Nowa wersja oznaczona FB VI, otrzymała uzbrojenie strzeleckie i możliwość podwieszania bomb pod skrzydłami. Pierwszą jednostką wyposażoną w nową wersję Mosquito był kanadyjski 418. Dywizjon.

Nowa wersja Mosquito została wysłana by wykonywać misje typu Instep nad wodami Zatoki Baskijskiej. Gdzie brytyjskie samoloty często napotykały na okręty podwodne wroga, a nierzadko mogły upolować również Ju 88. Jednak do ich osłony startowały dosyć często Fw190. 11 czerwca formacja Mosquito’ów przechwyciła nad zatoką pięć Ju 88, zestrzeliwując jednego z nich. Jednak dwa dni później los się odwrócił, Mosquito napotkały grupę Fw190, których łupem padły trzy brytyjskie maszyny. Również w czerwcu do działań nad zatoką włączył się 307. Dywizjon „Lwowskich Puchaczy”, który już 14 czerwca napotkał grupę pięciu wynurzonych okrętów podwodnych. W wyniku ataku polskich pilotów dwa z U-Bootów musiały zawrócić do portu. Pięć dni później mieszana formacja trzech maszyn z 307. i jednej z 410. Dywizjonu zespołowo zestrzeliła niemiecką łódź latającą Blohm & Voss BV-138. 22 sierpnia polskie załogi zostały przechwycone prze Fw190, jedna maszyna została zestrzelona. 10 września naprowadzone przez krążownik HMS Sheffield polskie załogi przeprowadziły starcie z sześcioma Bf110. Odnotowano jedno pewne zwycięstwo i liczne uszkodzenia wrogich samolotów, które dymiąc wróciły w stronę kontynentu. Już półtorej godziny później Polacy zostali ponownie naprowadzeni na sześć wrogich samolotów tym razem były to Ju 88. Trzy niemieckie samoloty spoczęły w wodach Zatoki Baskijskiej, jeden był uszkodzony i wraz z dwoma pozostałymi uciekł. 25 września Polacy znaleźli na niebie osiem nie wykrytych przez okrętowe radary Ju 88. Ku zdziwieniu załóg Mosquito Niemcy nie starali się nawet uciec w chmury. Wynikiem bitwy były dwa pewne i jedno prawdopodobne zestrzelenie oraz dwa uszkodzenia. Wszystkie załogi wyszły z ataku na Ju 88 sprawne, jednak brytyjska załoga będąca z składzie 307. Dywizjonu z nieznanych przyczyn nigdy nie wróciła do bazy.


Pod samoloty Mosquito podwieszano również po osiem sześćdziesięciofuntowych (high expolosive), lub dwudziestopięciofuntowych (przeciwpancernych) rakiet. Szczególnie te lżejsze okazały się niesamowicie skuteczne w zwalczaniu okrętów podwodnych i małych jednostek nawodnych. Ale Mosquito do zwalczania wrogiej żeglugi otrzymał jeszcze jedna ciekawą broń, czyli samopowtarzalną 57 mm haubice. Samoloty wyposażone we wspomniana haubicę otrzymały przydomek „Tsetse”. Pierwszy Tsetse wykonał atak na okręt podwodny miał miejsce 7 listopada 1943 r. Atakowany U-123 zdołał się zanurzyć, ponieważ nowa broń uległa zacięciu (co było dosyć częste).

10 marca 1944 r. cztery Mosquito w wersji FB VI, eskortowały dwie maszyny w wersji XVIII. W trakcie bitwy z dziesięcioma Ju 88 i czterema niszczycielami, eskortującymi okręt podwodny, zestrzelono trzy niemieckie samoloty i uszkodzono jeden z niszczycieli. 25.03 Tsetse napotkały wynurzonego U-976, w eskorcie niszczyciela i dwóch stawiaczy min. Dwie brytyjskie maszyny zdołały zatopić U-Boota. Dwa dni później nadarzyła się kolejna okazja do ataku niemiecki okręt podwodny, tym razem U-769 i U-960. Eskortę U-Bootów stanowiły cztery stawiacze min, oraz dwa tzw. Sperrbrecher (okręt handlowy, przerobiony na dosyć mocno uzbrojony trałowiec). Jeden z Mosquito został trafiony 37mm pociskiem, załogę uratowała płyta pancerna. Skutkiem ataku było uszkodzenie U-960, który tego samego dnia wrócił do portu.