Gdy mówimy o działaniach bojowych na południu Europy na początku II wojny światowej, mamy na myśli działania na Bałkanach, Krecie i Malcie. Swojego czasu przypomniałem te dotyczące Krety. Wypadałoby przypomnieć teraz o ataku na Bałkany i Maltę...

 

„Marita” taki kryptonim nosił plan zaatakowaniu Bałkanów. Atak miał się rozpocząć 1 kwietnia 1941 r. Jugosławia, która opowiedziała się po stronie III Rzeszy obiecała swoją pomoc, która miała polegać na tym, że wojska Niemiec przejdą przez jej terytorium podobnie jak przez sojuszniczą Bułgarię. Stało się inaczej. Jugosławia w ostatniej chwili zdecydowała się przyłączyć do koalicji antyhitlerowskiej. Hitler musiał wstrzymać się z agresją na Związek Radziecki i zrobić porządek na swoich tyłach.

 

Lotnictwo jugosłowiańskie nie czekało na swoich lotniskach na bomby Luftwaffe. Przebazowało się odpowiednio wcześniej na zapasowe. Czekało je jednak przykra niespodzianka. Tylko jedna połowa z nich mogła przyjąć samoloty. Dochodziła do tego nie za bardzo spełniająca swoją rolę łączność. Żeby trudnościom położyć kres należy pamiętać o… zdradzie. To co było trzymane w tajemnicy, a więc położenie lotnisk zostało zdradzone Niemcom.

 BombDamageMalta

Malta po bombardowaniu

 

Dla przeprowadzenia „Marity” Luftwaffe sprowadziło swoich lotników na Bałkany z Zachodu. Jednostki były wyposażone w Junkersy i Dorniery. Mimo takiego przemieszczenia na Zachodzie pozostawiono dostatecznie dużo samolotów do prowadzenia powietrznej Bitwy o Wielką Brytanię. Ostatecznie atak rozpoczął się nie 1 a 6 kwietnia 1941 r. Jego celem stał się Belgrad. Dowództwo odpowiednio wcześniej przygotowało cele dla lotników. Gdy czołgi przeszły górskie przełęcze, Jugosłowianie złożyli broń. Wermacht swobodnie mógł wkroczyć do Grecji. W nocy z 6 na 7 kwietnia na celownikach znalazł się port w Pireusie. Załogi miały przeprowadzić akcję minowania i bombardowania. Zadanie nie należało do łatwych. Pogoda i warunki terenowe znacznie utrudniały pracę załogom samolotów. Niemniej jednak miny i bomby znalazły swoje miejsce. Jedna z załóg skutecznie posłała na dno statek z amunicją przywiezioną dla obrońców. Wybuch był na tyle potężny, że zniszczył inne będące w jego bliskim sąsiedztwie. Pireus legł w gruzach.

 

Gdy Brytyjczycy wyszli (czytaj: ewakuowali się) z Krety w dniu 29 maja bez powietrznego parasola, Royal Navy straciła bezpowrotnie dwa swoje niszczyciele, a dwa krążowniki musiała uznać, że są bardzo poważnie uszkodzone. Tak więc stawianie oporu było bezsensowne.

 SS-Ohio_supported

Zbiornikowiec "Ohio" wpływa do Valletty


Teraz już Niemcy mogli część swoich sił rzucić na Wschód. Hitler wrócił do przerwanych planów inwazji na Związek Radziecki. Część sił powietrznych trafiła na niebo Afryki. Do akcji przeciwko Malcie przede wszystkim skierowano lotnictwo sojusznika z Włoch. Luftwaffe miała współpracować z Regio Aeronautica.

 

Malta dysponowała trzema lotniskami i rezerwowymi pasami startowymi w porcie Grand Harbour i Safi. Te obiekty pozwalały na w miarę sprawne funkcjonowanie Royal Air Force na wyspie i w tym rejonie po upadku Grecji i Krety. Broniły ich (być może ewenement w technice wojskowej) zagrody przeciwpodmuchowe. Bliżej były to beczki po benzynie obciążone kamieniami i piaskiem. Gdy wcześniej straciły swoją farbę stanowiły widoczny cel dla nie tylko dla własnych lotników. Brytyjczycy w wewnątrz takich zagród umieszczali samoloty bądź ich atrapy.

 

Lotnicy spod znaku czarnych krzyży do końca nie mogli wiedzieć co te kryją w sobie. Mimo to nie wahali się ich atakować. Atak na Maltę został rozpoczęty przed działaniami wymierzonymi w Bałkany. Mimo że bombowce z Sycylii latały na Grecję to ona była w centrum uwagi. Zdawać się mogło, że Hitler kazał ją oszczędzać. Nic bardziej mylnego, bowiem lotnicy skutecznie obserwowali wybrane cele położone na wyspie. Od wiosny 1941 r. bomby zaczynały padać na Maltę. Skierowane były na okręty i lotniska. Tylko, że marynarze Royal Navy i lotnicy Royal Air Force trwali na właściwym miejscu. Zaopatrzenie płynące w konwojach państw Osi spotykało się z nimi w niezbyt przyjaznych momentach. Brytyjczycy pozostawali niezwykle skuteczni. Przekładało się to na poważne zachowanie działań wojsk Rommla w Afryce.

 

Atakujący nie mogli sobie pozwolić aby ta mała wyspa paraliżowała ich wojska w tej części Europy. Co więcej, hamowała zajęcie Afryki. Od stycznia 1942 r. wysłano cztery grupy Ju-87 i pięć grup Ju-88. Między tymi ostatnimi znalazły się te wyspecjalizowane w zwalczaniu żeglugi. Dało to pożądany efekt. Wkrótce garnizon na Malcie odczuł na własnej skórze czym jest wzmocnienie Niemców. Jednak obrońcy nie mieli zamiaru kapitulować. Hitler, podobnie jak Duce, miał powody do zadowolenia. Konwoje z zaopatrzeniem wróciły na swój szlak. Ale Brytyjczycy tylko nadwyrężyli swoje siły. Determinacja obrońców była bardzo duża, Royal Air Force skutecznie dobierała się do załóg bombowych Luftwaffe. W powietrznych zmaganiach nad Maltą poległo wielu dowódców i pilotów spod znaku czarnego krzyża. Zaangażowanie wojsk hitlerowskich w prowadzenie działań przeciwko Grecji, działania na pustyni w Afryce, czy też front wschodni wymagał również użycia lotnictwa. Tak więc co zostało skierowane na Maltę, musiało w mniejszym albo większym stopniu ulec rozproszeniu. Tak się stało. Luftwaffe traciła impet. Kończyła się nie tak dawno wywalczona przewaga nad Brytyjczykami.

 

Wielka Brytania nie zapomniała o Malcie. Z pomocą dla niej ruszyły konwoje. Nagle Niemcy i Włosi ze zwycięzców, stali się zwyciężonymi. To oni tracili zęby. Stacjonująca i walcząca tu Luftflotte 2 dysponująca jedenastoma grupami bombowców stała się za mało liczna, aby być skuteczną. Nie mogła sprostać celom obejmujących Grecję, Kretę, wschodnią część Morza Śródziemnego i Zachodnią Pustynię.

 Illustrious-Malta-harbour

Port na Malcie

 

Rommel nie mógł prowadzić sprawnie swojej kampanii na piaskach. Musiał wyhamować. To nic, że wrześniu otrzymał pomoc. Na skuteczne działania było zdecydowanie za późno, Malta w przeciwieństwie do Krety była niezatapialnym lotniskowcem. Klęska pod El-Alamein położyła kres zamierzeniom Füherera i Duce o panowaniu nad Afryką.

 

Samoloty Luftwaffe z myślą o działaniach bojowych znalazły się w Afryce już w styczniu 1941 r. Pod gorącym niebem nad pustynią pierwsze zjawiły się bombowce. Nie miały jednak za dużo celów dla siebie. Dlaczego? Dlatego, że klimat znacznie obniżał gotowość do lotun nieprzygotowanych maszyn. Ludzie też niezbyt dysponowali tężyzną fizyczną, aby zdrowotnie podołać pogodzie w Afryce. Siły lądowe były mniejsze od tych z Zachodniego frontu w Europie. Teren na którym budowano lotniska i lądowiska był na tyle równy i twardy, że pozwalał na starty i lądowania. To powodowało, że niszczenie pasów startowych przez bomby stawało się kosztowne. Braki w zapatrzeniu (żywność, głównie woda, części zamienne, niezbędne paliwo i amunicja) skutecznie ograniczały wykonywanie zamierzonych lotów myśliwskich tak samo jak bombowych. Co nie znaczy, że sztabowcy nie znaleźli odpowiednich celów. Między nimi znalazł się Kanał Sueski i port w Aleksandrii. Tylko, że tu dla obrońców pocieszeniem był brak po stronie atakującym bombowca dalekiego zasięgu. Gdy lotnicy walczących stron mogli mówić prawie o swoim „bezrobociu”, to pancerniacy pozostawali w gorszej sytuacji. Co prawda pustynia była „prawie” gładka jak stół, ale to „prawie” wystarczało na pracę dla załóg bombowych.

 El_Alamein_1942_-_British_Matilda_tanks

Atak czołgów brytyjskich pod Al-Alamein

 

Wybrzuszenie terenu mogło być naturalne albo oznaczać cel. Celem był magazyn lub konwój z zaopatrzeniem. Więc nim bombowce przystąpili do pracy, wywiad z rozpoznaniem miał coś nie coś do zrobienia. Gdy już uzyskano potwierdzenie co do celu, pojawiał się problem. Jeżeli były to czołgi będące w ruchu to wzniecały tumany pyłu. Ten z dymem unoszącym się nad polem bitwy nie ułatwiał identyfikacji gdzie jest swój, a gdzie wróg. Kiedy bomby doszły ziemi to miękki piasek nie zawsze czyniły poważne straty, odpowiednio łagodził wybuch. Gdy bombardierzy mogli się oszczędzać to strzelcy pokładowi mieli pole do działania. Kto z nas nie wie jak trudno się chować na otwartej przestrzeni, nie ograniczonej krzewami drzewami. To nic, że lecący samolot na bardzo niskim pułapie wznosił w powietrze obłoki piasku. Strzelec pokładowy i pilot widział bardzo dobrze do kogo prowadzi ogień. Tak latając można było zaskoczyć przeciwnika, a przy braku reakcji z jego strony pozwalało na bezpieczny odskok. Samolot, który leciał niżej, nie był łatwy do uchwycenia przez lotników lecących wyżej. Obrona przeciwlotnicza nie miała nic do powiedzenia ponieważ była „ślepa”.

 Henschel_Hs_129B

Henschel Hs -129


Gdy w 1942 r. nad pustynią pojawiły się Me-109 sztabowcy zadbali o cele dla nich. Były nimi lotniska sprzymierzonych. Aby w swojej „pracy” nie czuli się samotni do pomocy zaangażowali również Me-110. Gdy tych było za „mało”, do współpracy zaprosili Ju-888 C. Na tym nie poprzestali. Znalazło się zajęcie dla załóg FW-190. Ale całkowicie nowym samolotem w tym teatrze działań stał się Henschel Hs -129. Projektowany jako samolot do bliskiego wsparcia o silnie opancerzonej kabinie, nie był pozbawiony wad. Miał za małą zwrotność i niedostateczną moc silnika. Nadrabiał kabiną, która pozwalała na bardzo dobrą obserwację. To jednak nie mogło przesądzić o panowaniu Luftwaffe w powietrzu w tym rejonie świata. El-Alamein i lądowanie wojsk alianckich w Algierii spowodowało zakończenie działań nad i w Afryce Północnej. Luftwaffe na wiosnę 1943 r. musiało się pożegnać z panowaniem w powietrzu w tym zakątku ziemi.

 

 

Tekst: Konrad Rydołowski

Fot. Wikipedia.org