Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


Gdy wspomina się o lotnictwie sportowym Polski z przed 1939 r. najczęściej sięga się do osiągnięć w sporcie samolotowym, a prawie zapomina się o tym, co dla naszych skrzydeł zrobili baloniarze i szybownicy. A jednak warto pamiętać o tym, co zrobili zarówno jedni, jak i drudzy w dwudziestoleciu międzywojennym (1918 – 1939) dla lotnictwa sportowego Polski.

 

W 1932 r. na starcie zawodów balonowych o Puchar Gordon Benetta zadebiutowała nasza reprezentacja. Nie dała plamy. Wylatała czwarte miejsce. Rok później było znacznie lepiej. Startując w imprezie za wielką wodą w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej załoga w składzie Franciszek Hynek i Zbigniew Burzyński zdobyła balonem Kościuszko zwycięski puchar. Pokonali dystans 1361 km w czasie 39 godzin. W 1934 r. w Polsce wygrali Franciszek Hynek i Władysław Pomaski. Powtórzyli ten sukces rodacy Burzyński i Wysocki.

 

„Pechowa” okazała się impreza z 1936 i 1937 r. Uplasowali się na drugim miejscu. Natomiast w ostatnich zawodach rozegranych przed wybuchem II wojny światowej w Belgii, Antoni Janusz i Franciszek Janik odzyskali puchar dla Polski.

 

Szybownicy nie pozostawali w tyle. Szczepan Grzeszczyk, znany już w kraju pilot i konstruktor szybowcowy, razem z Bolesławem Łopatniukiem w 1932 r. po raz pierwszy stawili się na starcie międzynarodowych zawodów w Wasserkuppe. Tutaj właśnie, w pobliżu Rhön, znajdowało się europejskie centrum szybownictwa. Ale jak zwykle początek miał miejsce gdzie indziej, w Polsce. Była to Czarna Górka leżąca w pobliżu Białki Tatrzańskiej. To ona stała się świadkiem zmagań pierwszego krajowego konkursu szybowcowego. Rozegrany w 1923 r. Konkurs nie był jednak rewelacyjny dla zawodników. Żaden z nich nie utrzymał się w powietrzu dłużej niż 1 minutę. Na dłuższy lot ślizgowca (tak wówczas nazywano szybowce) przyszło poczekać pięć lat. Wtedy to Szczepan Grzeszczyk wykonał lot żaglowy w czasie dłuższym od 4 minut. To był przełom. W 1929 r. ten szybownik ustanowił rekord Polski na CW-II. Szybowiec konstrukcji Wacława Czerwińskiego znajdował się w powietrzu przez 2 godziny i 11 minut.

 

 PWS_101

PWS 101

 

Szybownictwo nie wymagało takich nakładów finansowych jak sport samolotowy czy balonowy. Miało jednak swoje potrzeby. Takimi były odpowiednie ukształtowanie rzeźby terenu. Najkorzystniejsze były pagórki albo wręcz wzgórza o niezalesionych, łagodnych zboczach. Gdy już takie zostały znalezione, trzeba było jeszcze poznać panujące w okolicy warunki meteorologiczne. Szczególnie istotnym elementem było występowanie wiatrów. Tu znów doszedł do głosu geniusz Grzeszczyka. Razem ze swoją ekipą znalazł w Polsce idealne wręcz miejsce na rozwój szybownictwa. Były to okolice Bezmiechowej w Bieszczadach. Tam razem z kolegami aeroklubu lwowskiego powołał do życia pierwszą cywilną szkołę szybowcową. Skorzystało na tym wojsko. Nieopodal, w Ustianowej znalazła się szkoła wojskowa. Ustianowa przeszła do historii naszego lotnictwa jako miejsce rozgrywania Krajowych Zawodów Szybowcowych.

 

Szybownictwo w Polsce tamtych dni było wspomagane przez Ligę Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Dzięki jej pomocy finansowej można było kształcić pilotów i przeznaczyć część maszyn na rzecz drużyn harcerskich i aeroklubów.

 

W 1931 r. Szczepan Grzeszczyk przypomniał się znów jako konstruktor i zwycięzca. Swoim wyczynowym SG-21 ustanowił rekord kraju w czasie długotrwałości lotu. Utrzymał w powietrzu 7 godzin i 53 minuty. Co prawda starty do tych lotów odbywały się przy pomocy gumowych lin, ale nie zmniejszało to wagi sukcesu. Gumy naciągowe wkrótce zostały zastąpione linami holowniczymi. Holownikiem stawał się samolot. Taki zabieg pozwalał na rozwój szybownictwa poza terem górzystym. Szybownictwo mogło rozwinąć się na nizinach.

 orlik

Orlik

 

Nie bez echa w lotniczym świecie przeszedł wyczyn z września 1935 r. szybowniczki z aeroklubu lwowskiego. Maria Young siedząc za sterami konstrukcji Wacława Czerwińskiego udowodniła, że kobiety nie są gorsze od mężczyzn. Szybowiec Pani Maria ustanowiła rekord lotu dla płci pięknej. Pilotowany przez nią CW-5 pokonał dystans 2334 m. Trzeba wiedzieć, że niewiele kobiet w Polsce przedwojennej miało swój udział w podniebnej przygodzie jako pilotki szybowców. Do historii trafiła nie tylko Maria Young. Drugą kobietą była Wanda Modlibowska. W maju 1937 r. na treningowo – wyczynowym Komarze ustanowiła kobiecy rekord czasu lotu. 24 godziny i 14 minut i 27 sekund. To spowodowało, że o Polsce i o Polakach-szybownikach stało się głośno. Wanda Modlibowska była na pewno tą pierwszą Polką, która otrzymała od FAI Srebrną Odznakę Szybowcową.

 

komarKomar

 

Połowa lat trzydziestych, była widownią corocznych Krajowych Zawodów Szybowcowych. Lotnictwo sportowe znajdowało swoich sympatyków. Nie ograniczali się oni do stania na uboczu i przyglądania się jak inni zdobywają rekordy. Zarówno młodzi jak i starzy wspólnie bili rekordy krajowe i międzynarodowe. Dzięki temu wykształciła się grupa szybowników, których nazwiska przeszły do historii naszego lotnictwa. Kto z nas nie słyszał o tyle razy wspominanym już Szczepanie Grzeszczyku, Antonim Kocjanie, Michale Ofierskim czy Tadeuszu Górze. Ten ostatni swoim lotem z Bezmiechowej do Solecznik w okolicach Wilna pokonał dystans 577, 8 km. To za sprawą tego FAI na rok przed wybuchem II wojny światowej uznała, że jest to najlepszy wyczyn szybowcowy. Pilot za niego otrzymał Medal Lilienthala.

 

600px-Lilienthal_medal-avers        600px-Lilienthal_medal-revers

 

Gdy wspomina się tamte czasy minionego już wieku nie da się zapomnieć, że szybowce, podobnie jak samoloty pochodziły z rodzimych wytwórni. Były cenionym chwilami poszukiwanym towarem eksportowym. Powstawały Białej Podlaskiej, Bielsku, Lwowie i Warszawie. To właśnie w stolicy nad Wisłą miały swoją siedzibę Warsztaty Szybowcowe. Zlokalizowane były na Lotnisku Mokotowskim. Daremnie szukać dzisiaj w tym miejscu ich śladu. Na tym miejscu wznosi się obecnie gmach GUS. Konstrukcje opuszczające Warsztaty Szybowcowe były dziełem Grzeszczyka i prowadzącego je Kocjana. Była to „ptasia rodzina” reprezentowana przez Czajki i Wrony. Służy one szkoleniu i treningom. Nie zabrakło również wyczynowego SG-7 w doborowym towarzystwie Komara. „Ptasia rodzina” obejmowała także szybowce akrobacyjne Orliki i Sokoły. Powstały w 1937 r. Orlik dwa lata później zajął drugie miejsce w konkursie na szybowiec olimpijski. Wybuch wojny nie pozwolił na prezentację go podczas igrzysk 1940 r.

 

 

Tekst: Konrad Rydołowski

Fot. internet, Grzegorz Nadolny