dronDruga część artykułu na temat bezzałogowych maszyn latających zwanych potocznie dronami. Przedstawiamy na jaki wydatek należy się nastawić aby rozpocząć zabawę z dronami, ich możliwości techniczne, potencjalne zagrożenia związane z pilotowaniem tych maszyn oraz ich przyszłość.

 

 

 Ile kosztuje taka zabawa?

 

Jeśli chcemy mieć coś, co bardzo drona przypomina, ale w rzeczywistości nim nie jest, możemy już za około 200-400zł kupić „efektowny” Quadrocopter i dokupić do niego miniaturową kamerę. Niestety, wbrew informacjom umieszczanym na aukcjach nie jest to to, czego tak naprawdę szukamy – nie odlecimy nim dalej niż poza zasięg wzroku (bo po prostu będziemy się mogli z nim pożegnać) i nie możemy w żaden sposób kontrolować nagrywanego przez niego materiału.

Za 800zł możemy sprawdzić, jak sprawdzilibyśmy się w roli pilota i wypróbować drona z opcją transmisji obrazu na żywo, czyli FPV.

Jeśli chcemy zasmakować przygody z bardziej zaawansowanym (i spełniającym definicję) dronem, musimy niestety znacznie zwiększyć nasz budżet i przygotować około 1300-1500zł.

Jeśli poszukujemy czegoś jeszcze bardziej zaawansowanego, to powinniśmy zbliżyć się do granicy 2000zł. Za tę cenę otrzymamy jednak maszynę o o wiele większym zasięgu będącą w stanie przenosić niewielkie ciężary (np. aparat lub kamerę).

I jak zwykle we wszystkich dziedzinach obowiązuje zasada – górnej granicy cenowej nie ma. Możemy równie dobrze kupić drona lub produkt drono-podobny za 200-300$, ale możemy też wydać na niego 5000$, po czym „dozbroić” go za kolejne 3000$. Mamy 30 000$? Również znajdziemy drona w tej cenie. 40 000$? Nie ma najmniejszego problemu.

 

baner drony

 

A gdyby tak złożyć samemu?

 

Gdybyśmy jednak uznali, że zakup gotowca nie jest godny prawdziwego modelarza, koszty te mogą być o wiele mniejsze. Po pierwsze sami decydujemy o tym, co ma znaleźć się wewnątrz naszego drona, sami ustalamy jego formę i rozmiar, co może ułatwić nam jego późniejszą rozbudowę.

Dróg do osiągnięcia celu jest przy tym całkiem sporo. Możemy zdecydować się na zakup zestawu do samodzielnego złożenia – kosztuje on 1/3 ceny wersji gotowej. Musimy wprawdzie dokupić na własną rękę kilka elementów, ale i tak wyjdzie nam to ostatecznie taniej, a i satysfakcja ze złożenia będzie o wiele większa.

Możemy także kupić lub pobrać z internetu sam projekt i całkowicie samodzielnie wykonać wszystkie elementy obudowy, a potem skompletować na własną rękę niezbędne części. Niestety to rozwiązanie ma kilka wad – przede wszystkim części, choć nie należą raczej do specjalnie drogich, czasem trzeba zamawiać najczęściej poza granicami naszego kraju, co wiąże się z tym, że koszt transportu przekroczy wartość zamówionego sprzętu. Do tego dochodzi jeszcze długi czas oczekiwania.

Nie zmienia to jednak faktu, że prawdopodobnie prawdziwi pasjonaci zdecydują się właśnie na takie rozwiązanie – w końcu budowa własnej maszyny latającej potrafi być czasem nawet większą zabawą niż samo latanie.

 

Zasięg i sterowanie

 

Nie każdy dron pozwoli nam niestety na w pełni kontrolowaną wycieczkę dookoła miasta czy dłuższy zaprogramowany lot. Przede wszystkim akumulatory w większości gotowych produktów poniżej 2000zł wystarczą nam na zaledwie kilkanaście minut pracy.

Mamy więc w podstawowych (a i tak nie tanich) modelach jedno ograniczenie. Co dalej? Kolejnym co może nas ograniczyć jest zasięg, który w przypadku tańszych modeli ogranicza się do około 300m. Co innego, jeśli zdecydujemy się zaprogramować naszemu dronowi trasę, po której będzie miał się poruszać – wtedy jednak tracimy szansę na jego kontrolę i musimy cierpliwie czekać aż wróci z zarejestrowanym materiałem.

Bardziej zaawansowane modele mogą natomiast latać bez przerwy nawet do dwóch godzin i przy sterowaniu na 433 MHz lub 2 GHz i transmisji wideo na 5 GHz uzyskujemy dość imponujący zasięg – około 30 km, który z całą pewnością deklasuje wcześniej wymienione propozycje.

 

Dron w świetle polskiego prawa

 

Aby wykonywać loty sportowe lub rekreacyjne nie musimy legitymować się żadnymi uprawnieniami. Należy jednak przestrzegać przepisów dotyczących miejsca wykonywania tych lotów (np. zabronione jest wykonywanie lotów w terenie zabudowanym). Licencja, a właściwie świadectwo kwalifikacji operatora bezzałogowego statku powietrznego (w skrócie UAVO), bo tak nazywa się wydawany przez Urząd Lotnictwa Cywilnego dokument, jest wymagane jedynie wobec osób wykonujących loty inne niż rekreacyjne lub sportowe. Wszystkie loty związane ze świadczeniem usług takich jak wykonywanie zdjęć, wideo, fotogrametria, różnego rodzaju pomiary czy monitoring z powietrza, loty badawcze itp. wymagają zatem posiadania świadectwa kwalifikacji. Wymóg ten został podyktowany art. 95 ust. 2 pkt. 5a ustawy z dn. 3 lipca 2002 r. - Prawo lotnicze (Dz. U. z 2013 r. poz. 1393), natomiast szczegółowe zasady uzyskiwania opisywanego dokumentu zawarto w rozporządzeniu Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej z dnia 3 czerwca 2013 r. w sprawie świadectw kwalifikacji (Dz. U. poz. 664). [ULC]

 

Przyszłość?

 

Na razie drony nie są produktem pierwszej potrzeby i prawdopodobnie jeszcze długo nim nie będą. Wystarczy tylko spojrzeć na to, gdzie sprzedaje się ich najwięcej – ponad 80% trafia do przemysłu rolniczego, czyli daleko im do ról, w jakich chcielibyśmy je widzieć. Nie przeszkadza to jednak dotychczasowym graczom tej branży snuć wizje, w których
za jakiś czas każdy z nas ma swojego własnego drona – tego zdania jest m.in. Chris Anderson z 3D Robotic. W jakiej postaci i z jakimi zadaniami? Tego jeszcze nikt nie jest pewien – wszystko zależy od tego, czego rynek będzie wymagał od dronów.

W niektórych zastosowaniach drony z pewnością wyprą inne maszyny, czy czasem nawet ludzi, będąc rozwiązaniem tańszym, efektywniejszym i bardziej uniwersalnym. Kto wie, jak szybko uda się zautomatyzować jak największą liczbę funkcji dronów, ich podstawowych zachowań i reakcji? Nie będą one wtedy ograniczone wyłącznie do wykonania określonych krok po kroku czynności – będą… wiedziały co mają zrobić, oczywiście w obrębie jakiegoś ogólnego programu.

Na razie na kolejny poważny krok w historii dronów musimy poczekać do 2015 roku, kiedy w USA drony zostaną dopuszczone do ruchu w strefie powietrznej (NAS), co prawdopodobnie będzie wiązać się z eksplozją popularności tego typu zabawek, próbom ich komercyjnego wykorzystania i wprowadzenia do służby publicznej.

 

Zagrożenia

 

Chwilowo jednak na drodze dronów do jakiegokolwiek sukcesu stoi sporo przeszkód. Przede wszystkim nie wiadomo jak ich użytkowanie zostanie ograniczone przez prawo, które w pewnym momencie będzie musiało uregulować tę kwestię. Co stanie się w momencie, kiedy wraz z dalszym obniżaniem cen na coraz lepsze latające maszyny, pojawi się moda na nie i przynajmniej kilka procent społeczeństwa zapragnie je mieć? Jak szybko będziemy obserwować coraz więcej dronów na niebie i jak szybko latający w mieście niedoświadczeni piloci zaczną powodować (oczywiście mowa o przypadkach ekstremalnych) wypadki związane np. z upadkiem drona na jezdnię lub samochód? Kiedy pierwszy dron spadnie komuś na głowę i zrobi mu poważną krzywdę? Kiedy będzie mógł posłużyć do wybicia okna nielubianemu sąsiadowi albo straszenia jego psa/kota? Potencjalnie drony, pierwotnie wykorzystywane głównie do niesienia zniszczenia, stanowią rozwiązanie wielu trapiących nas problemów. Jak to jednak bywa w przypadku technologii, mogą one wyrządzić równie wiele, albo nawet i więcej szkód, nawet jeśli nie będą traktowane dosłownie jako broń.

Aktualizacji wymaga także prawo związane z prywatnością – w końcu jak mamy obecnie zareagować na latającego np. nad naszym trawnikiem drona, drona przelatującego nad naszym oknem lub nad nami podczas spaceru po mieście? Skąd wiemy kto i po co robi te zdjęcia oraz gdzie ostatecznie trafią?

Jeszcze innym problemem jest bezpieczeństwo… samych dronów, zwłaszcza jeśli będą miały pełnić funkcje publiczne i/lub dostawcze. Co będzie powstrzymywać niektórych przed polowaniem na drony, jeśli pojawi się chociażby najmniejsze podejrzenie, że mogą przenosić wartościowy ładunek? Co powstrzyma ich przed próbami strącenia drona z nieba (biorąc pod uwagę opowieści dotychczasowych użytkowników dronów, ludzie już próbują to robić)? Co powstrzyma ich przed
zniszczeniem napotkanego drona „bo tak”? Do tego dochodzi kwestia faktycznej „inteligencji” dronów, które mogą po prostu nie poradzić sobie w gęsto zabudowanym mieście i po prostu rozbijać się w trakcie lotów. Jest już kilka projektów mających rozwiązać ten problem, ale raczej nie są one szczególnie przekonujące.

Pozostaje nam więc jak zwykle – czekać co faktycznie przyniesie nam przyszłość. Tyle, że podczas tego czekania lepiej jest teraz zasłaniać rolety w oknach, nawet jeśli mieszkamy naprawdę wysoko…


Tekst Piotr Barycki, spidersweb

 

Dla osób chcących rozpocząć zabawę z dronami, w naszym sklepie przygotowaliśmy ofertę minihelikopterów firmy Syma. Dla tych, którzy myślą o trochę poważniejszej zabawie mamy w ofercie quadrocoptery produkowane przez lidera na rynku dronów - markę DJI.

 

Pierwsza część artykułu "UAV, czyli wszystko co musicie wiedzieć o dronach"UAV, czyli wszystko co musicie wiedzieć o dronach"