Article Index

Jak zostałam stewardessą?

Pochodzi ze Środy Śląskiej, studiowała organizację turystyki i rekreacji, uwielbia podróże i fotografię. Od stycznia 2007 r. prowadzi blog "Życie stewardessy". Została stewardessą... Od tej pory jej życie to jedna, wielka, wspaniała przygoda... Joanna Składanek łączy swoją pracę i zamiłowania. Czy może być coś wspanialszego? Może warto śledzić giełdę pracy? Może i Ty znajdziesz tam pracę swoich marzeń?
"W ciągu tych kilku kroków zmienimy Twoje życie na zawsze" - taki napis widnieje nad schodami prowadzącymi do jednego z pomieszczeń firmy. To właśnie tutaj świeżo przyjęci młodzi ludzie przymierzają uniform po raz pierwszy, gotowi oddać się w ręce trenerów, aby sześć tygodni później z uśmiechem na twarzy i dumą w sercu odebrać licencje i dyplom ukończenia kursu.
Za każdym razem, kiedy widzę tą tabliczkę, przechodzą mnie dreszcze. Przypominam sobie rozmowę kwalifikacyjną, na którą przypadkiem zgłosiłam się prawie trzy lata temu. Miałam głową nabitą marzeniami i chęcią zdobycia świata, praca stewardessy wydawała mi się idealnym rozwiązaniem lub przynajmniej niezłym początkiem podróży, którą planowałam od dłuższego czasu.

Dlatego nie wiedząc, czego mam się spodziewać, bez większych nadziei, a tym bardziej bez obaw, zjawiłam się w hotelu, w którym odbywało się spotkanie.
Pamiętam, że byłam zaskoczona. Nie tyle, co zróżnicowaniem narodowościowym kandydatów, a samą wieloetapową rozmową. Przeprowadzone w bardzo przyjaznej atmosferze grupowe rozmowy, egzamin z języka angielskiego, test psychologiczny i na iloraz inteligencji, zakończony finałową rozmową z rekrutantką miały na celu odsianie ze stuosobowej grupy kandydatów zaledwie kilku osób.
W momencie, w którym dwie sympatyczne kobiety puściły film reklamujący linię lotniczą, jej destynacje, miasto w którym bazuje i oczywiście stewardessy, oniemiałam. W obawie przed utratą choćby sekundy bałam się nawet mrugnąć okiem. To było jak nierealny sen.

Londyn. Sydney. Bangkok. Pekin. Nowy Jork... Przed oczami przewijały mi się najrozmaitsze scenerie, a ja nie potrafiłam uwierzyć, że tak rzeczywiście może wyglądać moje życie.
Kiedy kilka dni później otrzymałam telefon z gratulacjami... uwierzyłam.
W biegu spakowałam walizki, wróciłam do Polski i poddałam się szeregowi badań medycznych - poczynając od lekarza rodzinnego, a na dentyście kończąc. Dopiero niecały miesiąc później, kiedy ze łzami w oczach żegnałam rodzinę, chyba po raz pierwszy, zastanowiłam się, co ja właściwie dobrego narobiłam.

Pamiętam jak pół godziny krążyliśmy nad miastem zatopionym w złocistych odcieniach świateł i biało-czerwonej pajęczynie dróg. Pamiętam grupę kobiet czekających na lotnisku z moim imieniem wypisanym na kartce papieru i moje pierwsze kroki w mieszkaniu, w którym mieszkam do dziś. I moment, kiedy stojąc na balkonie, jak zahipnotyzowana wsłuchiwałam się w poranne nawoływania muezina wzywającego do pierwszej modlitwy, nie wiedząc czy powinnam płakać, śmiać się czy cieszyć.

Okres treningu, który, wiecznie niewyspana, spędziłam otoczona książkami, minął niewiarygodnie szybko. Ze świeżą, jeszcze niepoukładaną wiedzą, niepewnie wchodziłam na pokład, aby pierwszy raz w życiu stanąć "z tej drugiej strony", która w rzeczywistości nie okazała się taka łatwa i przyjemna, jak się wydaje z perspektywy pasażera.

Wbrew wielu opiniom praca stewardessy nie opiera się na pięknych uśmiechach i serwowaniu kawy lub herbaty. Taki stereotyp powstał w latach '60 i '70, kiedy linie lotnicze używały seksownego image'u swoich stewardess jako głównego narzędzia marketingowego.

W procesie rekrutacji skupiano się wtedy przede wszystkim na atrakcyjności dziewczyn, a niektóre linie jawnie wymagały stanu wolnego, aby wzbudzić fantazje u męskiej części pasażerów. Dopiero idee feministyczne przyczyniły się do w pełni profesjonalnego traktowania naszej pracy.

Podczas szkolenia obejrzałam więcej filmów o katastrofach lotniczych, sabotażach i atakach terrorystycznych, niż w całym moim życiu. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak wielka ciąży na nas odpowiedzialność, i że naszym głównym zadaniem nie jest sprawowanie jak najlepszego serwisu na pokładzie i podtrzymywanie reputacji jednej z najlepszych linii lotniczych na świecie, a właśnie... bezpieczeństwo.

W pigułce
W pracy stewarda/stewardessy wymagane są m.in.: dobry stan zdrowia, miła aparycja, odpowiedni wzrost (157-175 cm dla kobiet i 170-185 cm dla mężczyzn) i wiek (min. 18 lub 21 lat), wykształcenie średnie. Proces rekrutacji jest długi i wieloetapowy, składa się z rozmowy wstępnej, testów językowych, testu na inteligencję, badań lekarskich, i testów umiejętności komunikacyjnych czy pracy w grupie.
Do zadań załogi, oprócz umiejętności radzenia sobie podczas dekompresji, turbulencji, pożaru czy ewakuacji 350 pasażerów w 90 sekund, należy jeszcze pierwsza pomoc.

W obecnych czasach stewardessa musi umieć przeprowadzić masaż serca, poradzić sobie z epilepsją, atakiem astmy, szokiem, wiedzieć, w jaki sposób wyregulować ilość cukru we krwi u diabetyków, odebrać poród na pokładzie czy chociażby odliczając sekundy w głowie zrobić zastrzyk przeciwalergiczny.
Na szczęście samolot nie jest całym naszym życiem, a dzięki wspaniałym destynacjom rozsypanym po całym globie, jesteśmy w stanie odreagować nawet najbardziej stresujące sytuacje na pokładzie.
Dla niektórych sam pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu z możliwością korzystania z większości oferowanych usług, jest wystarczającym rozwiązaniem. Inni wolą poświęcić czas pomiędzy lotami na zwiedzanie, zakupy lub spełnianie własnych marzeń.
Pływanie z delfinami, skydiving, rejs po Pacyfiku, nurkowanie, jazda na snowboardzie w Nowej Zelandii to tylko kilka z pomysłów i możliwości spędzenia czasu "podczas pracy"...