Antena w modelu

Na początku mojego latania stosowałem zgodnie z zaleceniami w różnych publikacjach wypuszczanie anteny odbiornika na zewnątrz modelu. Po jednej z kraks zebrałem szczątki modelu, ale nie mogłem się doszukać kawałka anteny. Innym razem znalazłem antenę w trzech częściach. Zaryzykowałem i zastosowałem inne rozwiązanie. Na wszelki wypadek na białej samoprzylepnej folii zapisałem długość anteny a folię nakleiłem na odbiornik. Antenę umieszczam wewnątrz kadłuba. Rurkę termokurczliwą o średnicy 4mm obkurczam z jednej strony na odcinku ok. 4cm na drucie o średnicy 2-2,5mm posmarowanym oliwą. Następnie robię w kadłubie nad statecznikiem poziomym skośny otwór odrobinę ciaśniejszy od obkurczonego odcinka rurki. Wprowadzam ten koniec rurki od wnętrza kadłuba w wykonany otwór i zaklejam cyjanoakrylem a następnie ścinam ostrym nożem po powierzchni kadłuba. Rurka przełożona jest przez kolejne wręgi w linii prostej, lekko naciągnięta i przyklejona w okolicach odbiornika. Antena wchodzi (a w czasie kraksy wychodzi) bardzo lekko, jest odrobinę pofalowana (ponoć poprawia to odbiór) i nie jest narażona na zerwanie nogą przez jak to często bywa kręcące się przy modelach dzieciaki. Przez cały okres stosowania tej metody nie zauważyłem żadnych objawów jakichkolwiek zakłóceń w czasie lotów.




Na poniższym zdjęciu widać inne wyprowadzenie anteny, niż opisane wcześniej. Akurat w tym modelu tak pasowało. Zastosowałem je już wcześniej w innym, podobnym modelu. Przez cały sezon nie było żadnych problemów.





Andrzej Toczewski

Ster Wysokości


Często w modelach z dwuczęściowym sterem wysokości stosuje się połączenie połówek sterów drutem, listewką lub innym materiałem. Jeśli zachowa się odpowiednią sztywność połączenia a model nie jest przeznaczony do akrobacji rozwiązanie takie jest wystarczające. W małych modelach zwłaszcza z zacięciem do akrobacji jest to nie do przyjęcia. Powierzchnie sterów z natury są cienkie i sztywne ich połączenie jest kłopotliwe. W czasie wykonywania figur napędzana połówka wychyla się jak należy a druga odrobinę mniej. Powoduje to odchylenie toru lotu od zamierzonego (zwłaszcza w figurach pionowych) a poprawka jest utrudniona, bo model zachowuje się jak by był sterowany jednocześnie sterem wysokości i kierunku. Lotki tego efektu nie skorygują. Dlatego od jakiegoś czasu stosuję napęd obu połówek jednym popychaczem (można dwoma bowdenami odpowiednio połączonymi). Sposób pokazany jest na rysunku. Ma to też tę zaletę, że obie połówki można regulować niezależnie, co ułatwia prawidłowe ustawienie steru wysokości. W małym modelu jest to istotne, bo przy swojej szybkości jest bardzo czuły na wszelkie niedokładności.

Popychacze...

Tu widać opisany wcześniej sposób napędu dzielonego steru wysokości w małym modelu. Wszystko jest jak w dużym, tylko mniejsze ale niewiele mniej wytrzymałe i sztywne. Zapewnia natomiast prawidłowe zachowanie się modelu i łatwiejszą regulację. Można oczywiście zastosować dwa mikroserwa w tyle kadłuba, ale... Przede wszystkim przenosi to środek ciężkości do tyłu (pożądane w modelach typu "Fun-Fly"). Na V-kablu ciężko uzyskać jednakowe wychylenia serw. Jest to możliwe na osobnych kanałach, ale w nowszych i droższych nadajnikach.

ESA, czyli coś dla początkujących inaczej


Do napisania tego tekstu skłoniły mnie wrażenia z obserwacji niebywale szybkich postępów w nauce latania modelami modelarzy stawiających pierwsze kroki w RC. Kiedyś nauka latania tradycyjnymi modelami trwała minimum jeden sezon. Częstotliwość wyjazdów na lotnisko była wprost proporcjonalna do postępów w lataniu a te nie były rewelacyjne. Drogie materiały i wyposażenie nie zachęcały do nauki akrobacji. Latanie zaś myśliwcem z II wojny światowej a do tego jakaś walka były czystą utopią, nierealną mrzonką.

 Jak znam życie modelarskie zawsze początkujących modelarzy ciągnęło do najdzikszych podniebnych harców. Mnie też to nie ominęło i oczywiście kończyło się to głęboko w ziemi.

Kiedy nastała era spalinowych kombatów okazało się, że to co nierealne stało się faktem. Pozostał tylko ten strach przed rozbiciem. Ale teraz nastały bardziej sprzyjające warunki dla niecierpliwych szaleńców. Powstało EPP i dyscyplina ESA.

 
EPP to sztywna ale elastyczna pianka, coś między gąbką a styropianem chociaż bardziej przypomina styropian. Z tego właśnie materiału są zrobione modele klasy ESA. Electric Simply Aircombat czyli proste elektryczne modele do walki powietrznej. Są to modele myśliwców z II wojny światowej o rozpiętości do 100 cm. Konstrukcja składa się praktycznie z kilku podstawowych części: płaskiego, sylwetkowego kadłuba, płaskiego statecznika poziomego i skrzydła posiadającego profil. Napędzane są najczęściej bezszczotkowymi silnikami elektrycznymi zasilanymi z akumulatorów litowo-polimerowych. Całe sterowanie to mikroodbiornik, dwa mikroserwomechanizmy do lotek i steru wysokości oraz regulator obrotów do silnika. Jedną z największych zalet tych modeli jest stosunkowo niski koszt i ogromna odporność na uszkodzenia. Naprawa takich modeli odbywa się niemal na polu walki i trwa kilka minut. To ważna wiadomość dla początkujących. Nie trzeba naprawiać modeli tygodniami, można nimi latać na boisku a nawet w parku i co ważne bez kasku bo są o niebo bezpieczniejsze niż spalinowe. Co to daje w praktyce? Nieograniczone możliwości treningowe. Praktycznie po kilku lotach można pozbyć się strachu przed ziemią. W kolejnych lotach szybko można opanować figury akrobacji możliwe do wykonania takim modelem. Jak się ktoś rozochoci i fundnie sobie taki modelik ale akrobacyjny ? Pełny odlot. A jak coś nie wyjdzie? Klej, przyspieszacz, kilka minut i szalejemy dalej. Odpada też skrzynka startowa – potrzebny jest tylko model i nadajnik oraz zapasowe śmigła i akumulatory a czasami wspomniany wcześniej zestaw do klejenia. Aby model ESA mógł brać udział w zawodach, musi spełniać wymagania regulaminu znajdującego się np. pod adresem http://www.rcpabianice.strefa.pl/. Jest tam m/in. mowa o kamuflażu i oznaczeniach przypominających oryginały. Dzięki temu proste modeliki wyglądają w powietrzu bardziej realistycznie. A jak się zejdzie na lotnisku kilku takich nawiedzonych i zrobią młyn w powietrzu, cieszą się wszyscy a najbardziej przypadkowi widzowie, którzy nawet się nie zorientują kto umie latać a kto dopiero się uczy. Chętni do zabawy w walki powietrzne mogą się zaopatrywać w modele i niezbędny sprzęt w sklepie http://www.cyber-fly.pl/ . Właściciel sklepu jest czynnym zawodnikiem i konstruktorem modeli aircombat. Są więc one zrobione profesjonalnie i zgodnie z obowiązującym regulaminem.

Andrzej Toczewski


Skrzynka startowa



Ważnym elementem naszej przygody z modelami RC jest skrzynka startowa. Oto kilka praktycznych porad, dotyczących jej stworzenia.

Cała skrzynka wykonana jest ze sklejki 3 mm odzyskanej z opakowań po cytrusach. Elementy klejone na styk cyjanoakrylem i wikolem. Kształt zachowałem tradycyjny, gdyż funkcjonalność takiego układu jest sprawdzona. Wprowadziłem tylko kilka usprawnień.

Komora na butelkę z paliwem nie ma jednej ścianki. Zastąpiłem ją dwoma drutami. Dzięki temu dokładnie widać, ile paliwa zostało w butelce (butelka po oleju Elf ma podziałkę). Pompkę paliwa umieściłem w komorze panelu startowego obok akumulatora. Pod skrzynką biegnie rurka łącząca pompkę z butelką. Z pompki wychodzi wężyk do tankowania przez otwór w płycie panelu. Można go wsuwać do wnętrza komory aby nie plątał się w czasie transportu. Ponieważ skrzynka jest niewielka, przykręciłem wyższe nóżki, aby pod spodem mocować zapasowa śmigła. Inne akcesoria mieszczą się w środku. U góry zamocowałem składaną rączkę i pasek zrobiony ze starego samochodowego pasa bezpieczeństwa. Ułatwia to przenoszenie na większe odległości. Na wierzchu umieściłem kilka najczęściej używanych narzędzi, aby były łatwo dostępne. Panel zasilający robiłem sam. W czasie, kiedy go robiłem, trudno było taki panel kupić i był zdecydowanie za drogi do swojej funkcjonalności.

Ja w swoim zastosowałem tani multimetr, który w tamtych czasach zdecydowanie rozszerzał możliwości panelu. Spełnia następujące funkcje:

* pokazuje prąd pobierany przez świecę
* pozwala ustawić prąd ładowania ładowanych z panelu akumulatorów nadajnika lub odbiornika
* pokazuje prąd ładowania akumulatora 12V skrzynki
* pokazuje napięcie akumulatora 12V skrzynki
* pokazuje napięcie akumulatorów nadajnika lub odbiornika
* służy jako omomierz do sprawdzania połączeń
* wyświetlacz obrotomierza (w budowie)

Dla oszczędzania bateri, miernik włącza się po założeniu klipsa na świecę a po zdjęciu wyłącza sie. Na stałe załącza się osobnym mikrowyłącznikiem wstawionym w jego obudowę. Cały panel podzielony jest dla łatwiejszej orientacji na bloki:

* zasilanie świecy
* zasilanie rozrusznika
* obrotomierz
* panel kontrolny napięć akumulatorów
* sterowanie pompką paliwa

Zasilanie świecy zrobiłem na tranzystorze MOSFET. Przy pokrętle ustawionym na minimum zasilam świece najcieplejsze a na przedostatniej działce pokrętła - najzimniejsze. Dzięki miernikowi łatwiej zapamiętać normalne watrości prądów różnych świec i w przypadku lekkiego przelania silnika (głowica do dołu) można wprowadzić dla łatwiejszego zapłonu odpowiednią korektę. Po powolnym spadku prądu widać osuszanie się świecy z nadmiaru paliwa. Wyjściem zasilania świecy jest wtyczka Cinch, a na przewodzie klipsa zamontowane jest gniazdo.

Wyjściem zasilania rozrusznika jest gniazdo Cinch. Taki układ nie pozwala na pomyłkę podłączenia świecy do 12V co niestety czasem się zdarza przy banankach. Nie zawracam sobie także głowy biegunowością rozrusznika.

Z panelu kontrolnego wysuwany jest przewód zakończony wtyczką Mini-Jack 2,5 mm. W każdym modelu i w nadajniku mam zamontowane gniazdo Mini-Jack 2,5 mm służące do ładowania. Dzięki temu łatwo mogę sprawdzić stan akumulatorków pod roboczym obciążeniem bez stosowania dodatkowych wskaźników (brak precyzyjnego wskaźnika w nadajniku). Dodatkowe obciążenie mam zamontowane w samym panelu. Miernik dokładnie pokazuje mi aktualne napięcie.

W panelu pompki zastosowałem trójpozycyjny przełącznik kierunku pompowania który jednocześnie włącza diody migające w kształcie strzałek (czerwona - zatankowanie, zielona - wytankowanie). Pompowanie odbywa się tradycyjnym przyciskiem chwilowym z możliwością załączenia na stałe.

Na ostatnim zdjęciu dla odmiany widać jeden z nowszych paneli fabrycznych z automatyczną regulacją prądu świecy i możliwością ładowania akumulatorków. Mam częstą możliwość obserwacji działania tego panelu i z czystym sumieniem mogę go polecić jako wyjątkowo wygodny w obsłudze. Podłączenie ciepłej czy zimnej świecy nie sprawia mu różnicy. Zawsze czuć lekkie kopanie przy obracaniu śmigłem a silnik zapala szybko i bez problemu. Sprzedawany jest przez firmę Ol-Pen i tylko trochę droższy od tradycyjnego.

Skrzynka startowa Skrzynka startowa Skrzynka startowa
Skrzynka startowa Skrzynka startowa Skrzynka startowa