Cała prawda o polskim lotnictwie wojskowym

W czasie rozmów Polaków na temat samolotów latających w naszych Siłach Powietrznych mamy okazję słyszeć różne, często skrajne opinie o ich stanie i możliwościach. - Dali nam taki złom, którego sami chcieli się pozbyć - Polacy powtarzając to utrwalają w społeczeństwie opinię, że nasi piloci latają "złomami", a dziennikarze, nie wiadomo dlaczego przyczyniają się do tego, nie zagłębiając się w temat...

Jeden z tygodników ogólnopolskich flotę samolotów Sił Powietrznych określił przez pióra swych dziennikarzy jako "Latającą składnicę złomu". Zdaniem autorów artykułu "już za kilka lat nasze samoloty wojskowe trzeba będzie za wielkie pieniądze wymieniać na maszyny nowocześniejsze". Przy czym podają w nich nierzetelne i nieprawdziwe informacje, podważając prawidłowość podejmowanych przez Państwo decyzji.

Czytaj artykuł "Latająca składnica złomu"...

Chyba najlepszą odpowiedzią na zarzuty postawione przez dziennikarzy Agory jest polemika do artykułu, której na łamach tegoż samego tygodnika podjął się Michał Fiszer, specjalista z zakresu lotniczej tematyki wojskowej, dziennikarz, pilot wojskowy.

 

Tygodnik ANGORA (27.04.2009r.)
Składnica latającego złomu” – polemika

Kiedy w swoim ulubionym tygodniku „Angora” przeczytałem artykuł Składnica latającego złomu, to moją pierwszą reakcją było zdumienie, jak w jednym krótkim tekście da się zmieścić tyle nieprawdziwych, błędnych bądź niedokładnych informacji. Szybko jednak pojawiło się rozbawienie. W gronie kolegów znających się na lotnictwie urządziliśmy sobie zawody: kto znajdzie w tym artykule JEDNO zdanie niezawierające błędu, przeinaczenia lub wyrwanej z kontekstu manipulacji. Niestety, nikt nie wygrał. Takiego zdania w tym artykule po prostu nie było.

Ponieważ trudno byłoby sprostować wszystkie bzdury, jakie się w tym artykule pojawiają, to skupię się na przedstawieniu państwu innego, tym razem prawdziwego obrazu Sił Powietrznych (SP) Polski. A przy okazji możemy się pośmiać z różnych przezabawnych potknięć autorów wzmiankowanego artykułu. Państwu zostawiam ocenę, kto ma rację. Czy ci, którzy popełnili więcej błędów, niż napisali zdań w tekście, czy też może bardziej odpowiada wam wersja człowieka, który coś tam o lotnictwie wie, a przynajmniej widział samolot wojskowy na własne oczy.


F-16 na lotnisku w Krzesinach - foto Sylwia Tylkowska

Czy polskie SP faktycznie latają na złomie? Zacznijmy od najważniejszego, czyli od samolotów bojowych. Ich trzon to 48 fabrycznie nowych, wyprodukowanych w latach 2006-2008 F-16 Block 52 Advanced. Celowo podkreśliłem owe advanced, bowiem w odróżnieniu od używanych w amerykańskich SP wersje Block 50/52 mają znacznie nowocześniejszą elektronikę i system kierowania ogniem o większych możliwościach. Nieprawdą jest, co napisano w „Składnicy latającego złomu”, że „zaoferowano nam wersję Block 50/52, mającą już 10 lat”. Zaoferowano nam Block 52 Advanced, opracowaną już w XXI wieku, wersję nowszą od używanych w US Air Force, które mają Block 40/42 i 50/52, a Gwardia Narodowa USA lata nawet na Block 30/32, obok wersji nowszych.

Kolejny błąd to: „ten moduł awioniki mają wyłącznie polskie F-16”. Taki moduł awioniki mają wszystkie Block 50 Advanced i Block 52 Advanced (50 od 52 różni się typem silnika, General Electric w 50 i Pratt Whitney w 52), w tym: Polska, Grecja, Izrael, Korea Południowa, Singapur, Oman i Chile. Oczywiście, każde z państw miało swoje indywidualne wymagania (np. Grecja i Izrael zamontowały własny system zakłócania, a Polska – inne radiostacje), ale zasadnicze elementy awioniki – radar, centralny komputer, układ zobrazowania w kabinie, zarządzanie uzbrojeniem, oprogramowanie główne, platforma bezwładnościowa, system „swój-obcy” itd. – pozostały jednakowe. Zabawnie zaś brzmi zdanie „blocki 65 zaś zamontowano”, bo „Block” to nie blok, który się gdzieś montuje, tylko wojskowy termin oznaczający „wersja, wariant”.

Autorzy „Składnicy...” wspominają o wersji Block 70, jaką rzekomo chcieliśmy kupić, ale Amerykanie odmówili. Wersja Block 70 nie istnieje, a pojawiające się o niej informacje to żart internautów. Taka wizja przyszłości wśród młodzieży. Tak zapewne będzie oznaczona wersja dla SP USA, które rozważają obecnie dokupienie F-16, ale nic jeszcze nie zdecydowano. Natomiast młodzi internauci fantazjują, przedstawiają swoje wyobrażenia, jak to często u nastolatków bywa. A dziennikarze to powtarzają jak prawdę objawioną. Ba, nawet snują mrożące krew w żylakach opowieści o tym, że zażądaliśmy sprzedaży F-16 Block 70, a Amerykanie nam stanowczo odmówili, bo taka wersja jest zarezerwowana tylko dla nich! Gdyby jakiś idiota poprosił Amerykanów o dostawy F-16 Block 70, to narobiłby Polsce niezłego obciachu...


Mig 29 - foto Jacek Grześkowiak

Równie dowcipnie brzmi zdanie o wersji Block 65, którą podobno zakupił Kuwejt i ZEA. Wyjaśniam – wersji Block 65 nie ma, a Kuwejt nie używa F-16 lecz F/A-18 Hornet. ZEA kupiły specjalnie dla nich opracowaną wersję Block 62, bardzo kosztowną, przeładowaną elektroniką odmianę z daleko idącym dostosowaniem do konkretnych wymagań ZEA. Jest to rozrzutność, na jaką stać państwo arabskie, ale nie nas. Więc cisza nad tym grobem.

Czytając opowieści o polskim F-16, nie mogę się powstrzymać, żeby kolejnej „informacji” nie skomentować w następujący sposób: obywatel Iwanow pyta, czy to prawda, że Belgia oferowała Polsce zakup ich F-16 Block 30? Radio Erewan odpowiada: tak, prawda, ale nie Block 30, bo takiej wersji Belgia nigdy nie miała i nie Belgia, tylko Amerykanie, którzy dawno temu proponowali nam używane F-16, w tym egzemplarze pochodzące z Belgii i Holandii.

I jeszcze ta wciąż wracająca mantra o rzekomo nowoczesnych Gripenach. Gripen, oblatany 9 grudnia 1988 r., czyli ponad 20 lat temu (sami autorzy „Składnicy...” piszą, że „20 lat to w konstrukcji samolotu kawał czasu”), już w chwili oblotu nie był nowoczesny, bowiem potencjał w dziedzinie awangardowych konstrukcji lotniczych w USA i Szwecji jest po prostu nieporównywalny. Naszemu F-16 Gripen do pięt nie dorasta, ma dwa razy mniejszy zasięg, radar o zasięgu o 40% mniejszym, który śledzi jednocześnie tylko cztery cele powietrzne, a nie 20, jak nasz Jastrząb, nie przenosi znacznej części tego uzbrojenia co Jastrząb itd. Dość kopania leżącego, przejdźmy do MiG-29.

Zajmijmy się jednym tylko zdaniem, że z „48 migów-29 latają tylko 4”. Zawiera ono kilka błędów naraz. Po pierwsze, do Polski dotarły tylko 44 samoloty MiG-29. 12 kupiliśmy w ZSRR, 10 otrzymaliśmy z Czech za 11 Sokołów (a nie 12 za 12 jak piszą autorzy Składnicy...). 22 dostaliśmy od Niemiec za symboliczne euro (nie 24 i nie za symboliczną złotówkę, jak piszą wzmiankowani). Notabene, autorzy systematycznie mylą walutę, bowiem podana przez nich cena za zakup F-16 to cena w złotówkach, a nie dolarach. Do służby wprowadzono tylko 32 samoloty MiG-29, po 16 dla eskadry w Mińsku i Malborku, zgodnie z etatem tych eskadr. Oczywiście, są one eksploatowane w Polsce od 20 lat, więc część z nich przechodzi remonty główne w Bydgoszczy, nie wszystkie naraz latają. Ale niedawno byłem i w Malborku, i w Mińsku. W obu jednostkach akurat tego dnia latało po pięć samolotów, po dwa inne stały w gotowości na parze dyżurnej, a cztery były w tym czasie na Litwie, w ramach kontyngentu Orlik. Czyli – co najmniej 18 zdolnych do lotu w warunkach pokoju i to z 32, a nie 48.

Nie ma tu miejsca, by prostować dziesiątki (!) innych błędów autorów „Składnicy...”, ale kilka muszę... Polska nie kupiła MiG-29SE, lecz po prostu MiG-29, nie Su-22M lecz Su-22M4 (w jednym i drugim przypadku to bardzo różne wersje), nie zakupiliśmy 30 MiG-23, lecz 36, MiG-33 to nie myśliwiec nowej generacji, lecz morska wersja MiG-29, notabene naprawdę nazywająca się MiG-29K (nazwy MiG-33 i Su-35 to marketingowa lipa producentów, oznaczenia wojskowe są inne), a Rosja nie wprowadza do uzbrojenia ani MiG-33, ani Su-35. Najlepsze jest zaś zdanie „Rozmowy na temat dalszych dostaw Mig-29 i doskonałych dwusilnikowych szturmowców Su-24 zostały przerwane po rozpadzie Układu Warszawskiego”, bowiem zawiera rekordową ilość błędów. Po pierwsze, Su-24 nie jest „szturmowcem” lecz bombowcem (DUŻA różnica), nie jest wcale doskonały, nie proponowano nam sprzedaży Su-24, lecz rozpoznawczych Su-24MR w liczbie zaledwie 12, a rozmów w tej sprawie nie przerwał rozpad UW, lecz sami propozycję odrzuciliśmy, bo samoloty były za drogie, a oferowały za mało możliwości. Mam pisać dalej? Litość nie pozwala mi na dalsze pastwienie się nad autorami „Składnicy...”.

Szanowni państwo, media, powtarzając nieprawdę konsekwentnie i często, utrwalają ją w społeczeństwie, jak choćby mit o rzekomych częstych awariach F-16 i nowoczesności Gripena. Media są w stanie wmówić społeczeństwu każdą bzdurę, bo niby jak społeczeństwo ma weryfikować dziennikarską lipę? Gdyby media chciały, to powszechnie uchodziłbym za wysokiego, szczupłego blondyna. A ja pragnę państwa zapewnić, że SP Polski mają w większości dość nowoczesny sprzęt lotniczy (F-16 Jastrząb, CASA C-295, śmigłowce SW-4 Puszczyk) obok starszych, lecz niezłych samolotów i śmigłowców (MiG-29, M-28 Bryza), zaś ja nie jestem wysokim szczupłym blondynem. Proszę uwierzyć, przynajmniej w to pierwsze.

Michał Fiszer