Logowanie

Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


16 października 1929 r. porucznik pilot Franciszek Żwirko z inżynierem Antonim Kocjanem na samolocie RWD – 2 ustanawiają rekordową wysokość lotu dla samolotów II kategorii. Polska para osiągnął pułap 4 000 m. 7 maja 1931 r. ten sam pilot ale z inżynierem Stanisławem Praussem na RWD – 7 bije wcześniejszy rekord. Polacy osiągająwysokość 6995,5 m. 12 sierpnia 1931 r. Drzewiecki z Wędrychowskim lecąc RWD – 7 ustanawiająrekord szybkości. Rekord dla maszyn tej kategorii to 178,795 km / h. 30 września 1932 r. para Drzewiecki i Kocjan osiąga rekordową wysokość 6 023 m. Wszystko to dzieje się w Polsce.

 

           Nie można nie zauważyć, że w 1928 r. porucznik pilot Szałas, porucznik obserwator Kalina i sierżant mechanik Kłosinek wystartowali z Warszawy do międzynarodowego lotu. Polacy zamierzali pokonać trasę Warszawa – Bagdad – Kair – Warszawa. Do swojego lotu wybrali trzysilnikowego Fokkera F. VII/3m. Ten zostaje rozbity w czasie nocnego lądowania. Dowódca, porucznik pilot Szałas ginie. Rok później porucznik Makowski pokonuje w locie trasę  Poznań – Barcelona. Jest to lot promujący odbywającą się w Poznaniu Powszechną Wystawę Krajową na imprezie międzynarodowej w Barcelonie. Oficer do tego celu wykorzystał samolot rodzimej konstrukcji Lublin RX. Identyczny posłużył kapitanowi Stanisławowi Karpińskiemu i jego mechanikowi Rogalskiemu do lotu w kierunku Afganistanu. Dotarli do kraju przeznaczenia. Wrócili przez Syrię i Egipt. Polskie skrzydła dotarły do… Australii. Rozsławił je nie kto inny tylko wspomniany Karpiński. Nie miał niestety tyle szczęścia co Orliński wracający z Japonii. Powietrzny powrót kapitana Karpińskiego został przerwany w Syjamie. Dwójka Polaków wróciła do Ojczyzny na pokładzie statku.

 

         Gorąca Afryka kusiła aby ją zdobyć dla Polski z powietrza. Czy znajdzie się ktoś odważny do lotu ? Znalazł się. Śmiałkiem był kapitan Stanisław Skarżyński. W tej wyprawie towarzyszył jemu inżynier Andrzej Markiewicz. Do swojego lotu wybrali samolot PZL Ł – 2. Mieli do pokonania 25 770 km. Afryka uległa dwóm Polakom. Gorący Czarny Ląd został zdobyty dla polskich skrzydeł.

 

          Do kraju nad Wisłą dotarła elektryzująca wiadomość o pokonaniu Atlantyku przez Lindberga. Czy mamy być gorsi od Amerykanina ? Nie. 3 sierpnia 1928 r. z paryskiego lotniska kołuje w stronę startu Amiot. Na pokładzie znajduje się polska załoga. Tworzą ja pilot major Ludwik Idzikowski i nawigator major Kazimierz Kubala. Do swojego lotu na spotkanie z północnym Atlantykiem francuską konstrukcję. Ocean zwyciężył. Defekt silnika zmusił naszych śmiałków do wodowania. Nie poddali się. Rok później znów spróbowali. Spotkał pech. Major Idzikowski chce uniknąć wodowania. Podchodzi do lądowania. Chce siąść na pełnej skał wysepce Graciosa. Niestety. Samolot uległ rozbiciu. Pilot zginął. Nawigator został ciężko ranny.

 

       Czy po tym co się wydarzyło ocean miał być nie do pokonania przez Polaków ? Nic bardziej mylnego, dwaj piloci komunikacyjni Klisz i Kowalczyk aktywizują polskie środowisko po drugiej stronie wielkiej wody. Wtedy Polonia daje dowód przywiązania do kraju dziadów i ojców. Zostaje rozpoczęta zbiórka pieniędzy na zakup samolotu. W ten sposób w 1929 r. został zakupiony włoski Caproni. Klisz z Kowalczykiem będąc na jego pokładzie w lipcu docierają na Islandię. „Polonia” bo taką nazwę nosi samolot czeka na wyspie na komunikat meteorologiczny. Nim ten przychodzi, dociera inny. Komunikat podaje wiadomość o katastrofie Idzikowskiego. Lot „Polonii” został odwołany.

 

       Cztery lata Ocean Atlantycki musiał czekać żeby do niego wrócili Polacy. 30 kwietnia 1933 r. wyzwanie rzuca Stanisław Skarżyński. Ten sam który nie tak dawno pokonał Afrykę. Teraz miał zamiar podbić ocean na polskim płatowcu. Czy się uda ? Do przelotu wybrał odpowiednio przygotowany model RWD. Otrzymał dla siebie RWD – 5 bis. Zostaje wytyczona trasa: Warszawa – Lyon – Casablanca – Port Etienne – St. Louis. O tym gdzie miał lecieć, wiedziało  niewielu ludzi. Oficjalnie była podawana informacja, że Skarżyński będzie startował do lotu na pobicie rekordu długości. Tylko nieliczni dostrzegają, że przeczy temu wybrany kierunek w jakim miał się odbyć start. 7 maja Polak wszedł w powietrze. Po drugiej stronie czekał na niego Natal położony w Ameryce Południowej. Czekało na niego 3 650 km. RWD – 5 bis pokonał je w osiemnaście godzin. Wylądował nie tak daleko od Natalu. Lądował bowiem w Maceió. Jakby nie liczyć, swoim przelotem pobił rekord długości lotu dla maszyn tej klasy. Wcześniej żadna maszyn tej klasy nie pokonała oceanu. Polski RWD był pierwszy.

 

       O Polsce zrobiło się głośno na obu półkulach.

 

       Inną imprezą która rozsławiła polskie skrzydła były Międzynarodowe Zawody Samolotów Turystycznych. Była to największa impreza świata lotniczego tamtych dni. Challenge de Turism International zrodził się z inicjatywy FAI. Pierwsze zawody organizował Aeroklub Francji. Polacy w nich nie startowali. Zwycięzcami byli lotnicy z Niemiec. Rok później na starcie stanęła nasza ekipa. Wystawiliśmy pięć załóg. Zwycięstwo przypadło Niemcom. Najlepszym z naszych rodaków okazał się Stanisław Płonczyński. Płonczyński był pilotem komunikacyjnym z PLL „Lot”. W tych zawodach został sklasyfikowany na dwunastym miejscu. Gospodarzem imprezy z 1932 r. stał się Aeroklub Niemiec. Do startu stanęły załogi gospodarzy, Włoch, Francji, Czechosłowacji i Polski. Polska wystawiła trzy załogi na PZL – 19 i dwie na RWD – 6. Samoloty do tej imprezy zostały odpowiednio przygotowane. Po zakończeniu nie były przewidziane że wejdą do produkcji seryjnej.  Świat wstrzymał oddech. Typował na zwycięzców niemieckich pilotów. Niemcy byli pewniakami. Stało się inaczej. Sprawcami tego okazali się bliżej nieznani Polacy. Startująca na RWD – 6 załoga Żwirko i Wigura pokazała całemu lotniczemu światu mistrzowską klasę. Zostali zwycięzcami imprezy, której finał nastąpił 28 sierpnia 1932 r. na lotnisku w Berlinie.

 

    28 sierpnia  polska załoga samolotowa – porucznik Franciszek Żwirko i inżynier Stanisław Wigura – była najlepsza w Challenge`u. Zwyciężyli ci, którego państwa jeszcze nie tak dawno daremnie było szukać na świecie. Zwycięstwo tej dwójki Polaków stało się dniem narodzin polskiej lotniczej legendy. Do tego ponadczasowego zwycięstwo nawiązała III Rzeczypospolita Polska. Postanowiono w niej, że 28 sierpnia będzie Świętem Lotnictwa. Sięgnięto do chlubnej historii. Tym samym przywrócono ciągłość tradycji.

 

    Zwycięskiej parze nie było sądzone długo się cieszyć z sukcesu. Dwa tygodnie po swoim zwycięstwie zginęli w katastrofie lotniczej. Lecieli do Czechosłowacji na zaproszenie tamtejszego aeroklubu. Zwyciężyli i zginęli razem. Należeli do twórców rodzącej się legendy polskich skrzydeł…

 

      Organizacja zawodów w 1934 r. została powierzona Aeroklubowi Rzeczypospolitej Polskiej. Na starcie stanęły trzydzieści maszyny. Trzynaście z nich reprezentowało Niemcy, trzy Czechosłowację i jedna Wielką Brytanię. Polska, która była gospodarzem wystawiła jedenaście załóg ( pięć na PZL – 26 i sześć na RWD – 19 ). 16 września 1934 r. została rozegrana ostatnia konkurencja. Była nią próba szybkości. Pierwsze i drugie miejsce w tej zajęli nasi lotnicy. Niemcy musieli się zadowolić trzecim.

 

       Kasa Aeroklubu Rzeczypospolitej tak samo LOPP była pusta. Ne mogliśmy sobie pozwolić aby następna impreza została zorganizowana w Polsce. Zaoszczędzone pieniądze postanowiono wykorzystać na rozwój lotnictwa sportowego. Doświadczenia przy budowie konstrukcji sportowych znalazły zastosowanie przy produkcji seryjnej samolotów. Coraz częściej samoloty krajowej produkcji trafiają na krajowe lotniska cywilne i wojskowe.

 

       Dla zwiększenia szeregów lotniczej młodzieży we wrześniu 1930 r. zostaje powołane Lotnicze Przysposobienie Wojskowe. Jest bezpłatne. Taka forma szkolenia powoduje wzrost niezbędnych kadr potrzebnych wojsku. Mimo wszystko to jest za mało. Nie może to za bardzo dziwić. Jesteśmy za małym państwem. Nie mamy długich tradycji lotniczych. Są jednak ludzie i ich zapał. Nadrabiamy zaległości.

 

       Za sprawą dotacji ze strony państwa ( mimo skromnego budżetu ) w aeroklubach odbywa się szkolenie pilotów sportowych i turystycznych. Nie jest ono darmowe. Mimo to taka forma pozwala na szkolenie nowych zastępów pilotów. Oni stanowią rezerwę dla rozwijającego się polskiego lotnictwa. Tego którego symbolem jest biało – czerwona szachownica i szybujący żuraw.

 

         Przez dwadzieścia lat ( 1918 – 1939 ) polscy spadkobiercy Ikara stworzyli wszystko to z czego my dzisiaj możemy być dumni. Którzy dali nam wspaniały pokaz patriotyzmu pod niebem własnym ( wrzesień 1939 r. ) i obcym ( Bitwa o Anglię ). Po II wojnie światowej bardzo poważnym zmianom uległy sojusze a przez nie uwarunkowania polityczne. Nasi polscy spadkobiercy Ikara wykonują znacznie więcej niż swój zawód. Zawód jakim bez wahania można napisać i powiedzieć jest latanie. Oni nie wykonują, a spełniają powołanie. Spełniają powołanie, któremu są wierni od pierwszej chwili kiedy siądą za sterami statków powietrznych do samego końca. Warto nam o tym pamiętać. Pamiętać gdy spoglądamy w przeszłość i gdy patrzymy w przyszłość.        

 

Konrad RYDOŁOWSKI