Logowanie

Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


O planach na nadchodzący sezon, sportowych ambicjach i codziennej pracy w liniach rozmawiała Barbara Szydłowska.

 

 

 

 

Samoloty.pl: Panie Arturze, jest Pan niekwestionowanym Mistrzem Polski w Akrobacji Samolotowej, zdobywcą szóstego miejsca w Mistrzostwach Europy w 2011 r.,  Człowiekiem Roku General Aviation 2011 wybranym w Plebiscycie "Lotnicze Orły". Co jest najważniejsze dla Pana w tych wszystkich trofeach?

Artur Kielak: Niewątpliwie moim największym osiągnięciem w 2011 roku było zajęcie szóstego miejsca w Mistrzostwach Europy w Dubnicy na Słowacji. Akrobacja przez ostatnie 5 lat bardzo się zmieniła, a jej poziom podniósł się niesamowicie. Ponadto zawodnicy dysponują coraz to mocniejszymi i doskonalszymi samolotami. W zawodach w kategorii ADVANCED można teraz startować na dowolnej maszynie, bez żadnych ograniczeń mocy. Stwarza to dodatkowe utrudnienia w wiązankach nieznanych, gdzie każdy zespół dysponujący mocniejszą maszyną, próbuje wstawić jak najtrudniejszą figurę, z którą będą miały problem słabsze samoloty. Jednak zawsze ostanie słowo należy do zawodnika, jego poziomu wyszkolenia i opanowania. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że ucząc się sam, bez opieki trenera udało mi się dotrzeć do takiej pozycji w Mistrzostwach Europy, zaraz za największymi potęgami akrobacji samolotowej, czyli Francuzami i Rosjanami.

S: Warto dodać, że udało się Panu tak czy inaczej wyprzedzić 3 Francuzów i 6 Rosjan, którzy jeszcze rok wcześniej byli daleko przed Panem, prawda?

A.K.: Tak było i dlatego następstwem mojej dobrej formy na Mistrzostwach Europy było dość łatwe zwycięstwo w Mistrzostwach Polski i mój pierwszy tytuł w kraju. Obydwie te imprezy były jednocześnie zwycięstwem Śląskiej Grupy Akrobacyjnej, której jestem członkiem. W obydwu imprezach, drugim zawodnikiem w klasyfikacji generalnej był mój serdeczny kolega Radosław Rumszewicz (na co dzień kapitan Airbusa 320 i V-ce Mistrz Polski w Akrobacji Samolotowej). Natomiast zwycięstwo i tytuł "Człowiek Roku General Aviation" w Plebiscycie "Lotnicze Orły" to dla mnie bardzo duża nobilitacja i kredyt zaufania.

S: To na pewno, tym bardziej, że fani lotnictwa bywają często bardzo krytyczni i bezlitośni w ocenach


A.K.: Dokładnie, to super cenna nagroda, gdyż jest przyznawana przez internautów. Ogromnie ucieszył mnie ten wynik, szczególnie, że miałem bardzo utytułowanych konkurentów w tej kategorii.

 

Foto - Tadeusz Brodalka - Łososina Dolna



S: Pana akrobacje są niezwykle szybkie, dynamiczne i efektowne, oglądając je czasem można mieć wrażenie, że tworzy je Pan na poczekaniu. Czy to jest w ogóle możliwe?

A.K.: Akrobacja to dla mnie sposób wyrażania siebie i moich emocji. W tej gałęzi lotnictwa zawsze pociągały mnie dynamika i agresja. Uwielbiam poczucie absolutnego panowania nad maszyną i towarzyszących mi przy tym wrażeń fizycznych i estetycznych, a sposób w jaki latam jest lustrzanym odbiciem mojego charakteru. Od dziecka do czasu studiów pasjonowałem się sztukami walki i trenowałem Kick-boxing, Karate, Taekwon-Do. Zarabiałem na latanie m.in. jako ochroniarz w Polsce i instruktor Nunchaku w szkole walki w San Francisco, w USA. To był  okres dojrzewania i kształtowania się mojej psychiki. W sztukach walki zawsze uczyłem się panować nad agresją, aby w pełni wykorzystać nabyte umiejętności. Podobnie jest z moim lataniem. Właśnie dlatego, moja akrobacja przypomina walkę, tyle że obecnie walczę głównie z samym sobą, swoimi słabościami i siłami natury. Gdy zwyciężę, na mojej piersi zawiśnie upragnione złoto Mistrzostw Świata.

S: Ale czy przy tak spontanicznych manewrach jest  szansa na jakąkolwiek improwizację czy zawsze trzyma się Pan ściśle wypracowanego programu?

A.K.: W mojej akrobacji nic nie dzieje się przypadkiem. Każdy manewr, który wykonuję jest efektem godzin przemyśleń i kalkulacji czy starczy mi energii i wysokości. Pokaz akrobacyjny musi być szczegółowo zaplanowany i przetrenowany. Improwizowanie na małej wysokości, przy prędkościach obrotowych ponad 400 stopni na sekundę i dynamicznie zmieniających się przeciążeniach dodatnich i ujemnych, może mieć tragiczny finał.

 

Foto: Arkadiusz Łyszczarz - Bielsko Biała - Piknik Lotniczy Euroregionu Beskidy


S: No właśnie, lotnictwo nie szczędzi w  ofiarach, ostatni rok był wyjątkowo tragiczny. Na polskim niebie miało miejsce bardzo wiele wypadków. Jak Pana zdaniem powinno się latać żeby żyć?

A.K.: Przede wszystkim trzeba być świadomym zagrożeń jakie niesie ze sobą latanie. Akrobacja to ryzykowne zajęcie, dlatego trzeba potrafić je wyważyć. A robi się to przez odpowiedni trening i przygotowanie organizmu, tak fizyczne jak i psychiczne. Oczywiście ryzyka nie da się zupełnie wyeliminować, ani napisać procedur i przepisów na wszystkie sytuacje, a każdy kto tak myśli ma bardzo wąski obraz rzeczywistości i małe doświadczenie. Trzeba wypracować odpowiedni system zachowań w połączeniu z właściwie dobranymi procedurami i ograniczeniami wynikającymi z doświadczenia pilota.
W swoim życiu latałem na praktycznie wszystkich rodzajach samolotów z napędami tłokowymi, turbośmigłowymi i odrzutowymi. Jestem pilotem szybowcowym, śmigłowcowym i samolotowym. Po ponad 5500 godzin za sterami i 17 latach latania zaakceptowałem ryzyko, a doświadczenie i wiedza podpowiadają mi jak nim zarządzać.
Najważniejsze to nie dać się wyprzedzić maszynie, czyli zawsze przewiedzieć jaki będzie skutek określonego manewru. Doświadczony i mądry pilot nigdy nie doprowadza do sytuacji, żeby to samolot przejął kontrolę, a przed wprowadzeniem maszyny w dany manewr, dwa razy zastanowi się jaki będzie tego skutek oraz prawdopodobne, najmniej korzystne położenie po wyprowadzeniu. Samolot może zabić, więc należy odnosić się do niego z respektem. Jak latać żeby żyć? Mądrze i bez emocji.

S: Latanie akrobacyjne nie jest obojętne dla pilota, wielokrotnie tłumaczył Pan negatywne dla zdrowia skutki przeciążeń, czy czuje się Pan u szczytu kariery, czy to dopiero początek?

A.K.: Rzeczywiście, latanie na akrobacje nie jest zdrowym zajęciem, ale chyba żaden sport uprawiany wyczynowo do takich nie należy. Pilot w każdym locie narażany jest na bardzo dynamiczne i agresywne przejścia z wysokich przeciążeń ujemnych na dodatnie i odwrotnie. To ma bardzo negatywny wpływ na błędnik, kręgosłup, oczy i naczynia krwionośne. Jednak w zachowaniu dobrej formy pomagają ćwiczenia siłowe, polegające na wzmacnianiu mięśni karku, kręgosłupa, kończyn dolnych i górnych. Na przeciążenia ujemne nie ma ćwiczeń. Trzeba się powoli do nich przyzwyczajać, a potem wszystko zależy od indywidualnych cech adaptacyjnych organizmu. Osobiście lubię przeciążenia zarówno dodatnie jak i ujemne. Agresywne latanie powoduje, że zmiany są bardzo duże i dynamicznie następujące, ale po uczestnictwie w zawodach i pokazach, nauczyłem się jak sobie z nimi radzić. Uwielbiam przełamywać bariery swojego organizmu i walczyć z jego słabościami. Czuję, że z każdym rokiem jestem coraz silniejszy fizycznie i psychicznie, choć zdarzały mi się kontuzje, jak każdemu sportowcowi. To jednak nie ma żadnego znaczenia. Mam cel w życiu i zrobię wszystko, żeby go zrealizować.

S: Mistrzostwo Świata? To wymaga ogromnej determinacji i wyrzeczeń.

A.K.: Jestem tego świadomy i gotowy na wszelkie poświęcenia.

S: I te właśnie zawody są najważniejszym Pana zamiarem na najbliższy sezon?

A.K.: Tak. Moje plany na najbliższy sezon to przede wszystkim imprezy sportowe ze szczególnym naciskiem na Mistrzostwa Świata w kategorii ADVANCED na Węgrzech i trening do zawodów w kategorii UNLIMITED. Ponadto planuję wiele pokazów w kraju i za granicą. Oprócz tego zaangażowałem się w projekt niemieckiej firmy XtremeAir, która produkuje najostrzejsze samoloty akrobacyjne na świecie – SBACH. Założyłem firmę o nazwie SkyArt Xtreme Sp. z o.o. i zostałem generalnym przedstawicielem i pilotem demonstracyjnym dla fabryki XtremeAir w Polsce. Chcę promować ten wspaniały samolot w kraju i za granicą, na pokazach i zawodach. W maju moja firma odbiera pierwszy w Europie wschodniej samolot SBACH w wersji 300, czyli jednomiejscowy, na którym zamierzam brać udział w pokazach solowych, grupowych, a przede wszystkim w zawodach w najwyższej klasie UNLIMITED, rywalizując z najlepszymi pilotami na świecie.

S: Trzymamy kciuki, jednak prócz uprawiania wyczynowo sportu, na co dzień jest Pan kapitanem w Rynair, czy po sezonie zawodów  akrobacyjnych praca w liniach lotniczych potrafi dostarczyć Panu jeszcze jakiś wyzwań?

A.K.: Latanie liniowe codziennie jest pełne wyzwań, szczególnie w takiej firmie jak Ryanair. Przy ponad trzystu samolotach, ponad dwóch i pół tysiąca pilotów, ponad 50 bazach i setkach destynacji, nie ma czasu na nudę. Co tydzień latam z nowego miejsca w Europie. Codziennie pracuję z nowym pierwszym oficerem, którego poznaję na godzinę przed startem, z czego większość nie skończyła 25 lat, ma nalot życiowy ok 500h i może pochodzić z każdego zakątka globu. Gdy do tego dodam warunki zimowe i cztery loty dziennie to robi się z tego ciekawa przygoda.
Oczywiście praca w transporcie liniowym różni się zasadniczo od akrobacji. W dużym samolocie nie można w żaden sposób poczuć przestrzeni i trzech wymiarów,  jednak osobiście nie odczuwam takiej potrzeby, bo wyszaleję się latając na akrobacje. W kokpicie Boeinga pociąga mnie poczucie panowania nad dużą maszyną i świadomość tego, że radzę sobie z nią w każdych warunkach. Jako kapitan odpowiadam za życie prawie 200 osób na pokładzie i nie ma tu miejsca na spektakularne wyczyny pilotażowe. Kapitan samolotu komunikacyjnego w mojej firmie to menadżer, który zarządza codziennie nowymi pracownikami. Ci ludzie muszą być pewni tego, kto jest dowódcą, muszą mi zaufać i powierzyć mi swoje życie. Tu liczy się wiedza, opanowanie, doświadczenie i umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji konfliktów międzyludzkich i zagrożeń, jakie są następstwem pilotowania samolotu w różnych warunkach atmosferycznych. To jest duże wyzwanie dla lotnika.
Chętnie tu odniosę się do wspaniałych artykułów zamieszczanych w internecie przez mojego serdecznego kolegę z pracy, kapitana Kuby Cichockiego. On potrafi niesamowicie i realistycznie opisać naszą codzienną pracę.

S: No właśnie, jako pilot komunikacyjny na pewno jest Pan obserwatorem możliwości jakie dostarcza rynek transportu lotniczego. Jak Pan ocenia obecną sytuację w branży lotniczej? Czy jest szansa pracy dla osób, które chcą szkolić się w tym kierunku?

A.K.: Branża lotnicza rozwija się w bardzo dużym tempie. Czuć to zarówno w mojej firmie, jak i w rozmowach z pilotami innych linii z Europy Zachodniej, Bliskiego Wschodu i Azji. Moja firma od wielu lat rekrutuje co miesiąc dziesiątki pilotów, w związku z czym symulatory prawie nie stygną i ciągle widać nowe, młode twarze w biurach odpraw załóg. Bardzo mnie to cieszy, bo lubię pracować z młodymi, ogromnie zmotywowanymi pilotami z całego świata. Doskonały program selekcji i szkolenia sprawia, że po treningu na linii, wszyscy świetnie znają samolot i procedury, oprócz tego wszyscy doskonale władają angielskim.
Bardzo duży rynek pracy jest w Emiratach Arabskich, gdzie rekrutacje trwają nieprzerwanie od wielu lat. Podobnie jest w Azji: Chinach, Indiach czy Japonii. Praktycznie codziennie dostaję ofertę pracy z tych krajów. W Polsce również widać rozwój, co mnie bardzo cieszy. Stale przybywa samolotów turystycznych, ultralekkich, akrobacyjnych, śmigłowców i prywatnych odrzutowców. To oznacza rozwój wszystkich gałęzi lotnictwa, choć mnie najbardziej interesuje ta akrobacyjno-pokazowa.

S: Wspomniał Pan, że promuje teraz samolot SBACH firmy XtremeAir. Gdybym poprosiła Pana wymienienie 5 najseksowniejszych samolotów świata, byłby on na pierwszym miejscu?


A.K.: Tak, SBACH wygrywa.

Foto: Barbara Labus. Na zdjęciu Artur Kielak i Philipp Steinbach po locie na Sbachu 342 w fabryce XtremeAir

 

S: A pozostałe 4 to?


A.K.:
1.Mig-29
2.F-14
3.Su-27
4.Spitfire


S: A dlaczego właśnie lotnictwo?

A.K.: Nie miałem wyboru. Zakochałem się w lataniu zaraz po urodzeniu. Nie posiadam żadnych lotniczych korzeni, pochodzę z robotniczej rodziny, więc w sumie, powinienem naprawiać pociągi jak mój tata. Ja sobie to tłumaczę w ten sposób: jak mnie rodzice wieźli z Centrum Zdrowia Dziecka zaraz po urodzeniu, to im w Mińsku Mazowieckim wyadłem im z wózka, uderzyłem się w głowę i wtedy przeleciał nade mną w locie koszącym Mig-21 z I Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. Od kiedy pamiętam wiedziałem kim będę w przyszłości i całą młodość szykowałem się do tego, czytałem i oglądałem wszystko co było związane z lataniem. W wieku 15 lat miałem większą wiedzę ogólną o lotnictwie niż aktualnie. Teraz za to posiadam doświadczenie i jestem ukierunkowany zawodowo.
Przy ogrodzeniu lotniska w Mińsku Mazowieckim spędzałem każdą wolną chwilę, oglądając wyczyny pilotów Mig-21, a później Mig-29. Jednocześnie czuję, że moja pasja z każdym rokiem jest coraz silniejsza i jestem pewny, że będzie mi towarzyszyć do końca życia. Urodziłem się żeby latać i nikt i nic nie jest w stanie mnie zatrzymać w pogoni za marzeniami.

S: I tego właśnie Panu serdecznie życzymy. Dziękuję za wywiad.

A.K.: Dziękuję.


Rozmawiała:  Barbara Szydłowska