Start Wypadki lotnicze Incydenty i wypadki lotnicze Katastrofa "Kosciuszki" - 9 maja 1987
Wiadomość
  • Przepraszamy, ta pozycją mogła być uaktualniona w czasie pzeglądania. Spróbuj ponownie.

LOGOWANIE


Pokaż

NEWSLETTER

 

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

 


Użytkownik:

E-mail:

Zasady

Pogoda

Warszawa - Okęcie


justfly24

Najbliższe imprezy

sobota, 11 lutego
HELI - EXPO 2012
wtorek, 14 lutego
Singapore Airshow 2012
czwartek, 16 lutego
V Międzynarodowa Konferencja i Wystawa LOTNISKO 2012
wtorek, 21 lutego
Indian Business Aviation Expo 2012
piątek, 24 lutego
2nd Annual USCAS
niedziela, 26 lutego
Daytona 500 Flyover
czwartek, 01 marca
VIII Mistrzostwa Polski Pilotów i Stewardes w Narciarstwie Alpejskim
Najlepsze strony o samolotach
Katastrofa "Kościuszki" - 9 maja1987 PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 
czwartek, 12 czerwca 2008 17:16
Spis treści
Katastrofa "Kościuszki" - 9 maja1987
Strona 2
Wszystkie strony
„Do widzenia! Cześć! Giniemy!”
Szczątki samolotu po katastrofie w warszawskim Lesie Kabackim (PAP)

Ponad dwadzieścia jeden lat minęło od najtragiczniejszego wypadku w historii polskiego lotnictwa – katastrofy samolotu Ił 62 M „Tadeusz Kośc
iuszko”, do której doszło w Lesie Kabackim niedaleko Warszawy. Ta katastrofa wstrząsnęła cała Polską. Zginęli wówczas wszyscy pasażerowie oraz cała załoga samolotu. Katastrofa miała miejsce 9 maja 1987 roku.
Maszyna tuż nad Lasem Kabackim coraz bardziej zniżała lot. Odrzutowiec spadał. W końcu zaczepiając o czubki drzew runął na ziemię i spłonął. W wypadku zginęły 183 osoby.

Do 9 maja 1987 r. samolot przebywał w powietrzu zaledwie 5 tys. godzin. Dzień wcześniej wrócił z Chicago. W feralną ostatnią podróż wystartował zgodnie z planem do czarterowego lotu Warszawa – Nowy Jork. Kościuszko nie osiągnął rejsowego pulapu 10 000 m. O godz. 10.40, po 23 minutach lotu, gdy wysokościomierz pokazał 8 200 m., a samolot znalazł się nad miejscowością Warlubie niedaleko Grudziądza, nastąpiła niespodziewana awaria lewego silnika wewnętrznego. Według późniejszych ustaleń doszło do pęknięcia wykonanego z nieodpowiedniego materiału wału turbiny niskiego ciśnienia – a w jego następstwie, do rozerwania wirnika siłą odśrodkową.
Elementy rozerwanej turbiny uszkodziły sąsiedni, lewy, zewnętrzny silnik, a ponadto przebiły hermetyczną część kadłuba w okolicy pomieszczenia dla stewardess, powodując dekompresję. Zniszczony został układ sterowania sterem wysokości, przecięte przewody elektryczne, a ponadto fragment rozgrzanej do temperatury 500 stopni turbiny utkwił w wypełnionej bagażami ładowni, wywołując w niej pożar.

Później w kabinie pilotów rozległ się sygnał informujący o rozhermetyzowaniu kadłuba i wyłączeniu automatycznego pilota. W tylnej części maszyny wybuchł pożar.

Kapitan samolotu Zygmunt Pawlaczyk nie tracąc głowy postanowił, wykorzystując pomocniczy ster wysokości (trymer), zejść na wysokość 4000 m. i wracać do Warszawy. By wylądować w miarę bezpiecznie samolot Ił 62 M nie mógł ważyć więcej niż 107 ton, a ważył 161 ton. Konieczne było zatem zrzucenie nadmiaru paliwa, które z powodu pożaru stalo się niemożliwe. Większość urządzeń kontrolnych przestała działać. Kapitan nie wiedział o pożarze w bagażniku nr 4, ani o tym, że jest już pierwsza ofiara – stewardessa Hanna Chęcińska, przebywająca w momencie rozhermetyzowania kadłuba w pomieszczeniu technicznym obok silników. Jej nieobecność została zauważona przez resztę załogi dopiero na 4 minuty przed katastrofą. Nikt jej więcej nie widział – ani żywej, ani martwej. Jej ciała nie odnaleziono w miejscu upadku samolotu.

Załoga była przekonana, że w okolicy Grudziądza Ił zderzył się z jakąs maszyną wojskową, bądź wystrzeloną rakietą. Nie przewidzieli, ze wadliwa może okazać się konstrukcja silnika.
Kapitan Pawlaczyk musiał zdać się na doświadczenie i intuicję. Miał możliwość lądowania na lotnisku wojskowym w Modlinie.
Wiedział jednak również, że tylko warszawskie Okęcie dysponuje najlepszym lotniczym sprzętem ratowniczym, a od początku było jasne, że lądowanie może być bardzo ryzykowne.

Był to jednak dopiero początek tragedii „Tadeusza Kościuszki”. Po ok. 7 minutach od eksplozji nad Warlubiem mikrofony w kokpicie zarejestrowały kolejny huk, jakby wybuch, którego przyczyny nigdy jednoznacznie nie wyjaśniono.
Samolot omijał Warszawę od wschodu, by lądować na najdłuższym pasie. Nie był w stanie bowiem wysunąć podwozia. Miał lądować „na brzuchu”.

Samolot zbiżający się do lotniska płonął. Prawdopodobnie wśród pasażerów wybuchła panika. Ogień spowodował ucieczkę pasażerów do przodu maszyny.
Po ominięciu Piaseczna samolot zaczął tracić moc i opadać. Płomienie z luku bagażowego wydostawały się na zewnątrz. Brakowalo dosłownie 40 sekund do lotniska. Z kabiny pilota widać było już pasy startowe na Okęciu – lecz przed nimi znajdowały się liczne, wysokie budynki warszawskiego Ursynowa.

Pilot sterował samymi lotkami. Nie chcąc powiększyć liczby ofiar, skręcił w kierunku Lasu Kabackiego i spokojnym głosem zawiadomił ośrodek kontrolny: „Ja już z tego nie wyjdę”.
Ostatnie zanotowane sekundy lotu: czterokrotne włączenie radiostacji nadawczej na pokładzie „Kościuszki”, fragmenty niezrozumiałych wypowiedzi, wreszcie głos, tym razem bardzo wyraźny: „Do widzenia! Cześć! Giniemy!”



 

Komentarze  

 
0 # 24 rocznica katasrofy "Kościuszki" 2011-05-09 19:30
Tak trudno uwierzyć, że to już 24 lata minęły od tej tragedii. Mówi się, że czas leczy rany... A ja w to nie wierzę, bo widzę to bardzo wyraźnie po Tacie, który utracił wtedy swego jedynego brata (był radiooperatorem , latał w PLL LOT od 1974 r.). Szczególnie, gdy zbliża się kolejna rocznica. Takie rany nigdy się nie goją...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Portal Samoloty.pl. zastrzega sobie prawo redakcji, skrótów, bądź usunięcia opinii zawierającej treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie lub w inny sposób rażąco naruszające zasady współżycia społecznego. Jednocześnie przypominamy, że osoba zamieszczająca taką opinię może ponieść za jej treść odpowiedzialność karną i cywilną.


Kod antysapmowy
Odśwież

 

 

Reklama