|
Henryk Segno - urodził się 22 stycznia 1882 r. w Petersburgu. W mieście nad Newą ukończył realną szkołę techniczną i uzyskał świadectwo maturalne. Rozpoczął studia na Wydziale Mechanicznym Instytutu Technologicznego. Przez rok był studentem Akademii w Liège.
Lotnictwem zaczął się interesować na cztery lata przed wybuchem I wojny światowej. Ze swoimi kolegami zbudował swój pierwszy szybowiec. Konstrukcja była udana i sprawdziła się w locie. W czasie jednego z nich przeleciał odległość 30 metrów na wysokości 10 metrów.
Mieszkając w Petersburgu zapisał się do lokalnego aeroklubu. Miał okazję zawrzeć znajomość z jego pilotami, szczególnie jeden z nich okazał dużo przychylności Polakowi. Dzięki niemu jako mechanik mógł wyjechać do Francji. Tam udało się nabyć dla Aeroklubu Rosji Farmana. Mógł się zapoznać z pracą wytwórni samolotów i silników. Gdy była tylko okazja, latał. Co prawda nie jako pilot, ale pasażer. Po powrocie do Rosji pogłębiał swoje lotnicze zainteresowania. Uczył się latać. Już w maju 1910 r. szczycił się dyplomem pilota.
Od listopada 1910 do września 1911 r. pracował w Warszawie. Tu w syrenim grodzie był nie tylko szefem pilotażu, ale także oblatywaczem i instruktorem w Warszawskim Towarzystwie Lotniczym Aviata. Z lotniska na Polu Mokotowskim poleciał do Niemiec. Tam, w Wiener Neustadt, miał odebrać zakupiony samolot. Wrócił do stolicy jako jego pilot. 14 lipca 1911 r. mieszkańcy Warszawy mogli obserwować jego lot nad miastem.
Po odejściu z Aviaty udał się do Francji. Ale nie przebywał w niej długo, udał się do rodzinnego miasta. Latał demonstrując Rosjanom i ich gościom do czego jest zdolny samolot. Swoją przygodę z lataniem zakończył w 1912 r. Tego roku uległ wypadkowi.
Wybuch I wojny światowej zastał Henryka w Tallinie. Pracował wtedy jako sekretarz dyrekcji Rosyjskiego Budowlanego Towarzystwa Akcyjnego. Rok po tym jak umilkły działa w czerwcu znalazł się w Polsce. Pracował w Warszawie a następnie na Śląsku. Znalazł dla siebie zatrudnienie w górnictwie.
Podczas II wojny światowej pozostał w okupowanej Polsce. Gdy wojna się skończyła, wrócił do Ślązaków. Pracował do 1951 r. i przeszedł na emeryturę. Nie pozostawał bierny zawodowo. Stał się tłumaczem przysięgłym. Tłumaczył z języków: angielskiego, francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego na polski. Od 1961 r. działał w Kole Seniorów Lotnictwa Aeroklubu PRL. Spisał swoje wspomnienia lotnicze. Doczekały się one dwóch wydań książkowych. Zmarł w Czeladzi 21 lipca 1964 r.
Tekst: Konrad Rydołowski
|