Logowanie

Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

JOOMEXT_TERMS

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


W_pracy_z_arch._Cpt._R.RumszewiczaRadosław Rumszewicz – jeden z najlepszych pilotów akrobacyjnych w Polsce, Vice-mistrz Polski z 2011 roku, od 2003 roku członek Kadry Narodowej, która dwukrotnie zajęła III miejsce w klasyfikacji drużynowej w Mistrzostwach Europy w Akrobacji Samolotowej w klasie Advanced w Karlsborgu (Szwecja) w 2003 roku i Joensuu (Finlandia) w 2007 roku. Trzykrotnie najwyżej sklasyfikowany polski pilot na Mistrzostwach Europy i Świata. Kapitan samolotu Airbus A320 z nalotem ponad 5500 h.

 

Jolanta Jańczyk: Zakończyły się Mistrzostwa Polski w Akrobacji Samolotowej, po bardzo dobrym starcie w Mistrzostwach Europy w Akrobacji Samolotowej w Dubnicy zostałeś Vice-mistrzem Polski. Czy rywalizacja trwała do ostatniej konkurencji?

 

Radosław Rumszewicz: Rywalizacja zawsze trwa do ostatniej konkurencji. Bardzo dużą przewagę wypracował sobie tegoroczny Mistrz Polski – Artur Kielak, więc praktycznie nie było możliwości by go w ostatniej konkurencji przegonić. Natomiast trwała ostra rywalizacja o drugie i trzecie miejsce, głównie pomiędzy Łukaszem Czepielą, Wojtkiem Krupą, a mną.

 

J.J.: Łatwiej walczy się na zawodach krajowych czy międzynarodowych?


R.R.: Trudniej lata się na zawodach międzynarodowych. Zazwyczaj na Mistrzostwach Europy lub Świata startuje od 60 do 80 zawodników, więc z oczywistych względów nie wszyscy mogą polecieć tego samego dnia. Długie czekanie na lot zawodniczy powoduje podwyższony poziom stresu i zmęczenie. Uważam, że największą rolę podczas zawodów odgrywa odporność psychiczna na stres. Jeśli chodzi o Mistrzostwa Polski taki stres również występuje, ale trwa krócej. Rywalizacja z przyjaciółmi podczas zawodów dostarcza wiele emocji, a przyjaźń nie stanowi taryfy ulgowej i nie wpływa ujemnie na poziom rywalizacji. Walka o punkty trwa do ostatniej chwili.

 

Przed_lotem_fot._Jolanta_JanczykPrzed lotem (fot. Jolanta Jańczyk)

 

J.J.: Na początku tego roku wraz z przyjaciółmi założyliście Śląską Grupę Akrobacyjną, założeniem na ten sezon był dobry start w zawodach krajowych i międzynarodowych. Plan wykonaliście. Jak wyglądały przygotowania, że natychmiast przyniosły wymierne efekty?

 

R.R.: Pomysłodawcą utworzenia Śląskiej Grupy Akrobacyjnej był Artur Kielak. To on z Sebastianem Nowickim namówili mnie do włączenia się do Grupy, której sukcesem jest szeroka współpraca z doświadczonymi pilotami akrobacyjnymi, również z zagranicy. Jeśli chodzi o pilotów wewnątrz Grupy każdy z nas dzieli się swoim doświadczeniem. Bardzo duże znaczenie ma pozostawienie dużej swobody członkom Grupy, jeśli chodzi o trening, który jest dostosowany do indywidualnych predyspozycji i umiejętności. By dobrze kręcić akrobację trzeba przede wszystkim poznać samolot, na którym się lata, wiedzieć jak się zachowuje podczas wykonywania figur, które nie są standardowo umieszczane w wiązankach zawodniczych, po uprzednim przygotowaniu teoretycznym. Zazwyczaj podczas zawodów o wyniku decydują programy nieznane. Program znany i dowolny można przećwiczyć bardzo dużą ilość razy, natomiast programy nieznane składają się z figur zaproponowanych przez wylosowanych zawodników bądź drużynę narodową w przypadku mistrzostw międzynarodowych. Nikt nie ma możliwości przetrenowania wcześniej całej wiązanki. Tutaj liczy się doświadczenie i teoretyczne przygotowanie do takiego programu. Należy określić zmianę wysokości przy wykonywaniu figur, a także oszacować energię niezbędną do ich wykonania.

 

J.J.: Jak była Twoja droga do latania?

 

R.R.: Z lotnictwem związana jest moja rodzina. Moi rodzice skończyli studia lotnicze na MEL-u na Politechnice Warszawskiej. Oboje pracowali w Mielcu, jako konstruktorzy. Tata (Jarosław Rumszewicz - przyp. red.) zasłynął jako główny konstruktor samolotu M21 Dromader Mini. Oboje latali na szybowcach. Odkąd sięgam pamięcią „naturalnie” chłonąłem szeroko rozumiane lotnictwo. Większość znajomych rodziców to konstruktorzy bądź piloci, więc przy okazji towarzyskich spotkań w moim domu tematem wiodącym były konstrukcje lotnicze, próby w locie i ogólnie opowieści lotnicze. Często z tatą odwiedzaliśmy lotnisko w Mielcu podczas trwania zawodów modelarskich, a także lotów szybowcowych. Mój tato, jako konstruktor wspierał młodych studentów w budowie małego samolotu, który powstawał w piwnicy domu moich rodziców. W wieku 15 lat rozpocząłem szkolenie szybowcowe w Aeroklubie Mieleckim i od tego momentu wiedziałem, co chce robić w życiu. Rok później szkolenie samolotowe, a następnie studia na Politechnice Rzeszowskiej kierunek Lotnictwo-pilotaż. W końcu praca w lotnictwie - najpierw Polskie Zakłady Lotnicze, następnie w liniach lotniczych.

 

J.J.: Lataniem zajmujesz się zawodowo, ale również latanie tyle, że akrobacyjne jest pasją/miłością Twojego życia. Skąd ta fascynacja?

 

R.R.: Mimo, że uprawnienie akrobacji podstawowej zrobiłem jeszcze w 1994 roku podczas szkolenia do licencji turystycznej, moja prawdziwa przygoda z akrobacją rozpoczęła się pięć lat później, kiedy postanowiłem wylaszować samolot Zlin 526 F, który rzadko wzbijał się w powietrze w Aeroklubie Mieleckim. Z prośbą o przeszkolenie zwróciłem się do Wiesława Rumana – instruktora samolotowego, a zawodowo dyrektora operacyjnego w Zakładzie Usług Agrolotniczych w Mielcu, który wziął mnie wtedy „pod skrzydła”. Wiesław jest moim akrobacyjnym trenerem do dzisiaj. To on wpoił mi wszystkie tajniki akrobacji, dbałość o detale w lataniu, bo jak mawia zawsze o wygranej decydują „szczegóły”. Po przeszkoleniu na Z 526 F, dodatkowo zaproponował mi szkolenie do akrobacji średniej. W następnym roku odbyłem szkolenie do akrobacji wyższej jak i wyczynowej po części już na samolocie Zlin 50, na który przeszkoliłem się i którym latałem w Kielcach. Wrażenia z pierwszego lotu tym samolotem były niesamowite. Zlin 50 jak na swoją masę ma potężny silnik. Twierdzę, że jest on najłatwiejszym w pilotażu samolotem, na którym kiedykolwiek latałem – „chodzi za ręką”. Podczas szkolenia do akrobacji wyczynowej mój trener zawsze dawał wolną rękę, jeśli chodzi o wykonywanie figur freestylowych, ale zawsze podkreślał, że by osiągać dobre wyniki zawodnicze należy poznać samolot, a później perfekcyjnie wykonywać na nim akrobację, najpierw trzeba go wyczuć w każdej sytuacji – trzeba się nim „bawić”. Oczywiście konsultowałem z nim, jakie elementy chcę wykonać podczas moich lotów. To pod jego okiem pierwszy raz samodzielnie wykonywałem swoje pierwsze lomcovaki, lejki, płaskie korkociągi, korkociągi nożowe. W 2001 roku dzięki Wiesławowi Rumanowi i Wiesławowi Cenie (dyr. Aeroklubu Mieleckiego, pilot doświadczalny w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu) do Aeroklubu Mieleckiego sprowadzono samolot Zlin 50 LA (SP-AUB). Miałem wyjątkowe szczęście mając na miejscu – nie tylko bardzo dobrego instruktora, ale także samolot akrobacyjny i sprzyjające władze aeroklubu. Mój średni akrobacyjny nalot roczny w tym czasie wynosił około 23h. Nie jest to mało, biorąc pod uwagę, że przeciętnie lot na akrobację trwa 15 – 20 min.

 

MP_fot._Monika_Huzarek

Mistrzostwa Polski w Akrobacji Samolotowej (od lewej: Radosław Rumszewicz, Artur Kielak i Łukasz Czepiela, fot. Monika Huzarek)

 

J.J.: Czy umiejętności zdobyte w akrobacji mają „zastosowanie” w pracy zawodowej?


R.R.: W lataniu liniowym przydaje się wypracowana w akrobacji odporność na stres, jak i w pewnym stopniu umiejętności manualne. Akrobacja wyrabia w pilocie także orientacje przestrzenną. Z wiadomych przyczyn nie wykorzystuje się jej w szerokim zakresie w lataniu liniowym, ale ta umiejętność na pewno pomaga. Nawet gdyby teoretycznie założyć, że nie ma pasażerów, i mam zgodę na polatanie „akrobacyjne” na A320 sam samolot by na to nie pozwolił. Oprócz tego, że ma wbudowany system fly-by-wire, ma tez zaprogramowane wiele protekcji, które skutecznie uniemożliwiłyby takie manewry.

 

J.J.: Godzisz dwie miłości - miłość do latania (życie zawodowe, pasję) i miłość do Rodziny. Jak to robisz?

 

R.R.: O tym chyba najlepiej wypowiedziałaby się moja żona. Zawsze niestety coś jest kosztem czegoś. Treningi i zawody akrobacyjne odbywają się zazwyczaj w okresie letnim, czyli swój wakacyjny urlop przeznaczam na zawody. Tak było i w tym roku. Dodatkowo w okresie letnim z całą rodziną przeprowadzaliśmy się do Gdańska i na trening nie zostało mi za dużo czasu. Praktycznie było to parę dni tuż przed zawodami. Pomimo notorycznego braku czasu staram się wykorzystać go do maksimum. Zaraz po zawodach wracam do rodziny, żeby spędzić z nimi, chociaż trochę czasu przed powrotem do pracy. Jesienią i zimą próbuję zrekompensować rodzinie brak wspólnych letnich wakacji. Chociaż nie poświęcam rodzinie tyle czasu ile chciałbym, to mam bardzo duże wsparcie ze strony mojej żony, co bardzo dużo dla mnie znaczy i dzięki temu czuję się spokojniejszy.

 

J.J.: Kapitanie R. Rumszewicz, gratuluję sukcesu i dziękuję za rozmowę!




 

 

Rozmawiała Jolanta Jańczyk