Logowanie

Zdjęcie dnia

  • Andrzej Kupczak

    Andrzej Kupczak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

Regulamin

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


1 1 1 1 1 Rating 4.85 (113 Votes)

Na sam koniec pierwszego kwartału 2011 dowiedzieliśmy się, że znana dotąd z serii ArmA firma Bohemia Interactive planuje tym razem wydać coś z zupełnie innej bajki. Najpierw obwieściła, że będzie to coś związanego ze śmigłowcami, a potem w dniu 1 kwietnia pojawił się trailer na YouTube z video zapowiedzią "Take On Zombies" wraz ze śmigłowcem koszącym swoim wirnikiem uciekających w popłochu chodzących umarlaków. Niezłe kino akcji:). Na szczęście to, co pojawiło się w sieci, okazało się pierwszokwietniowym całkiem niezłym dowcipem, jednak, to, że firma Bohemia z Czech planuje pójść w zupełnie inna stronę pozostało niezmienionym faktem.

 

Fora dyskusyjne zawrzały, bowiem, nowy tytuł miał dotyczyć zachowań... cywilnych. Miało powstać coś zupełnie innego, niż to, na czym cała Bohemia Interactive wyrosła i z czego zasłynęła w świecie. Gdzie wojskowe misje naziemne, planowanie, strzelanie, taktyka zespołowa, otwarty świat wojny czy to w single czy multiplayer? Gdzie wreszcie gra typu First Perspective Shooter? Fakt, fani Army mogli być zdziwieni i zagubieni, chociaż szybko też potwierdzono, że prace nad kolejnym tytułem z serii, czyli ArmA III wciąż trwają i tytuł także się pojawi. Ci, którym nowy pomysł od Bohemia się nie spodobał odetchnęli z ulgą, ale to raczej oznacza, że firma po prostu się rozwija i ma zamiar zdobywać nowe rynki. Czy koncepcja nowego tytułu okaże się strzałem w dziesiątkę? To zapewne się okaże niebawem, natomiast to co Bohemia ma zamiar rzucić nam, miłośnikom symulacji na rynek wygląda już w tej chwili bardzo, ale to bardzo ciekawie.

 

Ponieważ Bohemia Interactive udostępniła mi wersję jeszcze przed oficjalną betą (preview beta) Take on Helicopters postaram się w miarę opisać ten tytuł. Na pełną recenzję i nawiązanie do niniejszego tekstu należy będzie poczekać do momentu wydania gry. Możliwe też, że niektóre fakty się do tej pory zdezaktualizują, a inne pojawią jako nowe. Take on Helicopters jest tytułem wciąż rozwijanym i nie skończonym. Tekst ma za zadanie przybliżyć tytuł na tę chwilę, a także opisać podstawy z jakimi w ToH będziemy się spotykać.

 

Tytuł Take on Helicopters ma być w głównej mierze dedykowany dla osób, którym bliskie są/były/będą tematy związane z lotnictwem, a w szczególności śmigłowców. Główny wątek tytułu to bowiem śmigłowce, chociaż nie wykluczone jest, że kiedyś w przyszłości w świecie stworzonym przez Bohemia będzie także można latać na jakimś samolocie (w opcjach widać możliwość przypisania funkcji dla samolotów). Temat śmigłowców po wysypie tego typu gier pod koniec lat 90-tych poszedł nieco w zapomnienie. Dopiero Eagle Dynamics przypomniało zacnym simmerom, że nie tylko samolotem człowiek „żyje”. Owszem w tym czasie powstawały także mniej lub bardziej udane dodatki w postaci śmiglaków do FS2002, FS2004 czy też FSX, jednak cała ta seria nie jest specjalne dedykowana pod model lotu na śmigłowcu (najlepiej się sprawdza jeszcze w serii Microsoftu FSX, do tego warto zainteresować się dodatkami Dodosim). To by było na tyle. Długie lata posuchy w tym temacie i nagle pojawia się ten news od Bohemia. Firma tym samym ma szansę wypełnić ten rynek i jeśli pójdzie to drogą zgodną z oczekiwaniami tytuł ten może na długo zagościć na dyskach nie tylko sympatyków symulacji. Bohemia Interacive jednak nie tylko postanowiła zrobić kolejną grę o śmigłowcach. Mamy tutaj do czynienia z olbrzymią otwartością wirtualnego świata i kto wie czym autorzy tytułu jeszcze nas nie zaskoczą czymś wybitnym? Potencjał tytuł posiada bardzo duży, a do tego osobiście mam wrażenie, że na tę chwilę mamy odkrytą tylko część z tali kart pod tytułem Take on Helicopters. Bohemia posiada jeszcze Asy w rękawie i możliwe, że będzie je wyciągać z czasem w postaci dodatków i rozszerzeń, ulepszeń tego tytułu. Czas zatem opuścić swój samolot do lotów VFR, IFR, śmigłowy czy odrzutowy i podreptać w stronę helikoptera. Zobaczmy co oferuje Take on Helicopters!

 

TakeOnH_9m

 

Czym jest Take on Helicopters? Nie jest to rasowy symulator, to znaczy porównując go np. z takim DCS: Black Shark od Eagle Dynamics w pewnych kwestiach może wypaść blado, ale w pewnych też lepiej. Osobiście nazwałbym ToH grą z poważnymi elementami symulacji. Dlaczego ? Nie będziemy tutaj klikać w nieskończoność przełączników w kabinie i wykonywać pełnej, 1:1 check listy. To nie jest DCS czy wierny dodatek w FSX pod względem odwzorowania procedur. Z drugiej jednak strony nie skupia się to tylko na wciśnięciu jednego przycisku do uruchomienia maszyny jak np. w serii IL-2. Procedury po przeważającej części mamy zachowane, czyli np. w takim lekkim MD500 uruchamiamy najpierw baterie, uruchamiamy starter, czekamy na odpowiedni poziom obrotów startowych, potem zwiększamy obroty (3 pozycje 0, IDE, Full), zapalamy światła antykolizyjne, światło do lądowania, możemy włączyć ATC (bez wyboru jednak kanału), nagrzewamy silnik, dalej podnosząc dźwignię zespoloną startujemy. Patrzymy na obroty, temperaturę pracy, zachowanie się silnika, zużywamy rzecz jasna paliwo itp (w wersji finalnej będzie można robić walkaround wokół śmigłowca i zgłaszać usterki do mechanika, a także pojawią się losowe awarie). W opcjach także widać, że można włączyć APU i obsłużyć parę systemów jak np. FLIR, różne uzbrojenie. Autorzy zatem jak widać, z jednej strony chcą zadowolić osoby, które takie gry traktują jako badanie nowego świata i szukają prostoty i szybkiej rozrywki, z drugiej, jednak starają się przedstawić już proceduralne zachowania pilota śmigłowca. Warto też dodać, że mamy też w tytule parę opcji ułatwień, czyli osoba, która chce mieć Star Wars na ekranie przed sobą i latać jak po sznurku też się tutaj odnajdzie. W niniejszych tekstach, jednak tę opcję modelu lotu i obsługi – czyli Beginner oraz Trainee pozostawiamy innym pismom i serwisom od razu włączając poziom Expert. Take on Helicopters prezentuje zatem nurt może nie super realistycznego symulatora lotu, jednak ma spore przesłanki by być zaliczanym do klasy symulatora, gier symulujących zachowania się i pilota i maszyny w powietrzu. Bohemia zatem podeszła do tematu starając się wyważyć podejście do adresata. Czasem jednak jest też tak, że jak coś ma być do wszystkiego, jest potem do niczego. Na szczęście tutaj jest zupełnie inaczej, a marka Bohemia, jeszcze bardziej potwierdza swoją jakość na rynku, również i tytułem o podejściu cywilnym. 

 

ToH oferuje nam kilka rodzajów latania Singleplayer. Jest to Free flight, czyli latanie dla latania po całej mapie, opcję treningową wraz z instruktorem, tutaj mamy interaktywny trening latania na śmigłowcu (czyli jak czegoś nie zrobimy to na nas instruktor brzydko nakrzyczy). Do tego możemy bić swoje rekordy, czy przetestować się na poszczególnych trasach wcześniej wytyczonego lotu. Jeśli chodzi o treningi dotyczą one najważniejszych aspektów, od omówienia obsługi, poprzez startup i wyłączenie śmigłowca, a także lot na odpowiedniej wysokości, przez "wirtualne", różnie rozmieszczone koła, start i lądowanie itp. 

 

Oprócz aspektów symulacji w ToH będziemy mogli spotkać się z rasową fabułą gry ekonomicznej połączonej z grą akcji. ToH bowiem to nie tylko latanie z punktu A do punktu B jak we Free Flight. W nasze ręce zostanie oddane coś, czego w simach do tej pory nie można było uświadczyć – zarabianie pieniędzy na wypełnianiu różnych misji. Chcesz wymienić silnik w swoim wiropłacie? Chcesz kupić nowszy i większy śmigłowiec? Wpierw zarób na niego w karierze pilota w Take on Helicopters. W skrócie będziemy uczestnikami przedsięwzięcia zwanego w simie Larkin Aviations. Znajdujemy się w sytuacji, kiedy ta firma, zresztą naszego ojca upada, a biznes chyli się ku przepaści (czasy modnego słowa "kryzys"?). Tylko nasze działania i ciężka praca dla rodzinnego biznesu może nas uratować przed splajtowaniem. Dlatego też musimy podejmować się coraz to nowszych i trudniejszych zadań, ale zarazem bardziej intratnych, na których zarobimy więcej zielonych, wirtualnych papierków. Będziemy wykonywać zadania proste, od przewiezienia kogoś, przerzucenia biznesmena na dach jakiegoś wieżowca, ponieważ chce uniknąć porannych korków, poprzez misje ratunkowe, a także zostaniemy wpleceni w wykonywanie misji dla tajnych agentów oraz misji militarnych. 

 

Rozbudowa floty śmigłowców pozwoli nam wykonywać coraz to bardziej trudniejsze zadania jak przewóz większej ilości osób nawet przy złej pogodzie czy też przewóz coraz cięższych ładunków. Dzięki temu nasza skarbonka będzie się zapełniać, a ojca, jeśli już będziemy musieli odesłać na zasłużoną emeryturę to na pewno do jakieś dobrego pensjonatu z ładnymi paniami do opieki w kusych fartuszkach ;). Czy pomysł nie jest świetny ? Owszem, było coś w miarę podobnego w FS9 i X (np. Pilot Cargo od JF albo FS Passengers), ale tu mamy pod to w całości dedykowany tytuł no i ta różnorodność i "materialność" misji. Tak wpleciona fabuła w temat symulacji lotniczej może okazać się strzałem w dziesiątkę. 

 

Nie dość, że musimy pamiętać o samym locie, to mamy dokładne zadanie do wykonania i gdzieś tam w tle stryczek komornika, który życzy by może jednak nam się nie powiodło to wszystko. Celowość zatem jeszcze dłuższego i częstszego latania jest tutaj zatem olbrzymia. Oprócz misji cywilnych pojawią się jednak także misje i wojskowe, nawet takie, gdzie będziemy walczyć z powietrza jako pilot... ale i jako strzelec. W omawianej wersji ToH jest przykład dwóch misji.

 

Poniżej opis fabuły jednej z nich:

 

Dostałem zadanie by wziąć choppera i polecieć na jakieś zlecenie, jakiś transport, czy coś, ktoś mnie polecił. Mam polatać z jakimiś gośćmi, no ale skoro płacą i mam umowę to lecę. Cold & dark na moim lotnisku. Uruchamiam MD500D i lecę jakieś 10-15 min na miejsce zbiórki (tu właśnie pokazuje gdzie strzałka na VOR). Można ew. posłużyć się mapką albo włączanym GPS. Wreszcie dolatuję, ręcznie ląduję w wyznaczonym kręgu (można też lądować za pomocą auto hover redukując obroty). Po wylądowaniu jednak nic, ale za "lotniskiem" widzę zaparkowane czarne auta i trzech gości. Wychodzę więc ze śmigłowca nie wyłączając silnika.

 

TakeOnH_8m

Oczekujący na mnie pasażerowie. Prawda, że sympatyczni? Tylko co oni trzymają tam w dłoniach? Lany poniedziałek to już chyba był...?

 

Podchodzę do nich. Okazuje się, że misie chcą ze mną lecieć na jakieś tam ćwiczenia i że muszą mnie sprawdzić, czy potrafię latać nieco extremalnie. Po wstępnej gadce w stylu żołnierskim i paru okrzykach biegną do mojego heli. Dobra, w czasie lotu dowiaduję się, że mam wykonywać rozkazy największego misia, siedzącego obok mnie. Który ogólnie klnie na mnie i już nie pamiętam kiedy na mnie ktoś tak nakrzyczał. Wrzeszczy "jaki masz problem", "mówiłem żebyś dotykał drzew", "coś ty taki wolny", "wypełniaj moje rozkazy" i tak w koło. Ogólnie lot bardzo niski, tuż przy drodze z prędkością min. 150 km/h. Nie jest łatwo. Tu parę razy się spaliłem na drzewie. Z tym, że jakby misja jest podzielona na etapy, które są automatycznie sejwowane. Po szaleńczym locie w dolinach miedzy pagórkami, dolatujemy do bazy treningowej. Tu dostaje rozkaz, że mam wylądować z kierunkiem zero w wyznaczonym miejscu i wysadzić ekipę. Ląduję, załoganci z ławczek wybiegają i lecą w stronę jakiejś syrenki strzelając. Mój pasażer znowu na mnie jedzie "go, go, go" i każe mi odlecieć w jakąś strefę oczekiwania. Tam wykonuję zawis i czekam. W oddali słychać strzały. Dobra mam wracać. Podejście tym razem z kierunkiem 180 (jeśli podejdzie się na lądowanie inaczej nie przejdziemy do dalszego etapu) i mam lądować tam gdzie rzucono zielony granat dymny. 

 

Zabieram moich strzelców, potem jakieś ćwiczenie z zawisem, z jakimś wolnym lotem, powrót nad teren ćwiczeń i wysadzenie załogi. Zdałem ufff, chociaż nagle słyszę aaa. Na Externalu widzę, że jeden z misiów leży zakrwawiony obok płozy. Hmmm, to on wlazł pod tylny wirnik, czy ja się lekko obróciłem ? Może nikt nie zauważy. Ok, melduję wykonanie zadania u siebie i dostaję komunikat o powrocie. W drodze powrotnej faktycznie okazuje się, że zużyło się 3/4 paliwa. Dostaję cynk o jakimś lotnisku prywatnym i tam mam lecieć. Ląduję. Jak wyłączam silniki podchodzi do mnie jakaś lala i odbywa się dotankowanie. Wystawia mi też rachunek, a że miło się gada i miała jechać w moją stronę proponuję zabranie jej śmigłowcem. W locie jeszcze milej, chce bym jej coś pokazał... hmmmm, no macham drągiem w jedną i drugą, a ona łał i ohhh. Adresy wymienione. Zbliżam się już do swojego heliportu, ląduję. Finito, misja skończona, no i jakaś gotówka dodana. Fajne to. Całość trwało około 3h (ale łącznie z doczytywaniem paru sejwów). W misji jak widać, na pewno jest dużo trigerów, te od producenta zawsze są najfajniejsze, ale klimat był superancki. 

 

Adrenalina rośnie? Dodam tylko też nazwę jednej mapy w ToH – Afganistan (albo bardziej inspirowana naturą Afganistanu). Skoro jesteśmy już przy mapie. Głównym naszym terenem działań będzie amerykańskie miasto leżące na zachodnim wybrzeżu: Seattle. Mapa, która ma być oddana docelowo w ręce użytkownika ma liczyć sobie obszar 60x60 km, jeśli chodzi o mapę inspirowaną Afganistanem będzie większa 120x120km. Nie są to zatem obszary jakieś olbrzymie. Świat w Take on Helicopters będzie podzielony na łaty, jednak w tym wypadku, skoro sim jest dedykowany tylko pod śmigłowce faktycznie nie ma sensu robić całych map państw, czy świata, skoro i tak paliwa starczy nam na kilka godzin lotu. Lepiej skupić się na jej szczegółowości bo przeważnie będą to loty low & slow. Np. po mapie Seattle, jeśli chcielibyśmy ją oblecieć całą po kwadracie na MD500 zajęłoby nam to około 2-2,5h przy w miarę szybkim locie. Przy wolniej latających helikopterach ma to zatem racjonalne wytłumaczenie, a np. taka jedna misja do wykonania to czasem udawanie się w różne miejsca, powroty, lecenie dalej, znów powrót i latając nawet w bliskiej odległość wraz z procedurami może nam to zająć i dwie,trzy godziny, a lataliśmy tylko na powierzchni 20% mapki. W menu gry także widać, że będzie można instalować dodatkowe tereny działań. Temat zatem map jest jak najbardziej rozwojowy. Zresztą, czy to CloD, czy DCS, czy RoF także mają ograniczone mapy, czasem większe, czasem mniejsze. To seria FS i Xplane nas tak rozpieściła. ToH jednak to zupełnie inny tytuł i chociaż ma parę rzeczy wspólnych z serią FS błędem jest porównywanie obu symulatorów.

 

TakeOnH_5m

 

Jest też coś czym ToH kompletnie rozwala użytkownika. Czy ktoś jest w stanie wymienić jeden tytuł w historii simów lotniczych, gdzie możemy nie przełączając się na nic wysiąść ze swojej maszyny pokonać tę samą drogę ale na piechotę? Wejść po schodach do pomieszczenia, popatrzeć przez okno, schować się za drzewem, a potem wejść do rzeki i przepłynąć na drugą stronę ? Potem wrócić do swojej ostudzonej już maszyny, wykonać od nowa kartę i polecieć na jakieś inne lotnisko? Raz chodząc też po krawędzi wieżowca źle stanąłem i zacząłem spadać. Trup na miejscu na dole. Take on Helicopters prezentuje niesamowicie otwartą strukturę i olbrzymią, niespotykaną w symulatorach interakcję z otoczeniem. To nie jest gra, w której od razu siedzimy w naszym śmigłowcu. Tu trzeba czasem do niego podejść, otworzyć drzwi, zająć miejsce w kabinie. Jest to milowy krok do przodu, gody uwagi. Chodząc sterujemy naszym pilotem z klawiatury i myszki, rozglądamy się (jak w ArmA) Trackiem IR, a jeśli chcemy możemy też się czołgać czy przykucnąć. Coś niesamowitego po prostu. Tak to ja rozumiem. 

 

Czytaj więcej na YoYosims

 

 

Źródło: yoyosmis.pl