Logowanie

Zdjęcie dnia

  • Jacek Grześkowiak

    Jacek Grześkowiak

Newsletter

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

Regulamin

Pogoda

 


Dołącz do nas !

FB TW google-plus-ikona-2012 YT 

 


1 1 1 1 1 Rating 4.00 (4 Votes)

Urbanowicz  PRESSDruga wojna światowa widziana z kokpitu.

 

Początek jutra, Świt zwycięstwa i Ogień nad Chinami – porywające wojenne wspomnienia polskiego asa myśliwskiego po raz pierwszy w jednym tomie!

 
Witold Urbanowicz (1908–1996) – polski lotnik i as myśliwski. W czasie bitwy o Anglię dowodził Dywizjonem 303. Od 1943 roku walczył jako jedyny polski lotnik na froncie japońsko-chińskim. W 1995 roku prezydent Lech Wałęsa mianował go generałem lotnictwa polskiego.

 

 


Jak wyglądały pierwsze dni września 1939 roku z perspektywy porucznika lotnictwa?

Co czuje człowiek ostrzeliwany przez messerschmitta?

Jak to jest – w piątek zestrzelić cztery niemieckie samoloty jednego dnia, a w poniedziałek powtórzyć ten wyczyn?

Jak wygląda powietrzny pojedynek z kamikadze?

Co myśli pilot, gdy widzi ciało zestrzelonego wroga spadające do pełnego rekinów oceanu?


 

O swoich wojennych przygodach, od pierwszych dni kampanii wrześniowej, przez bitwę o Anglię w składzie Dywizjonu 303, aż do walk z Japończykami w słynnej formacji „Latające Tygrysy”, opowiada jeden z najskuteczniejszych pilotów myśliwskich w naszej historii.

 

Witold Urbanowicz wspaniale walczył i jeszcze lepiej pisał. 

 

Fragmenty książki:


 

  • Biłem się w powietrzu nad Anglią wraz z wieloma moimi kolegami i przyjaciółmi. Było nas wówczas tylko 138, zginęło w bitwie 36, zestrzeliliśmy na pewno 203 samoloty niemieckie, 35 prawdopodobnie, w wielu okresach Battle of Britain mieliśmy najlepsze konto w RAF-ie. Byliśmy lojalnymi, nieoszczędzającymi się i cenionymi sojusznikami, obowiązek spełniliśmy uczciwie. Spotkałem w Anglii wielu życzliwych ludzi, towarzyszy broni. Jednakże nauczyłem się także wielu przykrych prawd. W tamtym czasie biliśmy się – my, polscy lotnicy – nie tylko o drogę do wolności swego kraju i nie tylko o powrót dla siebie. Biliśmy się także o wolność dla Anglii i wiele innych rzeczy, nie zawsze identycznych z naszym partykularnym, polskim interesem. Jak słyszałem ze źródeł krajowych, po zakończeniu wojny nasz brytyjski sojusznik skrupulatnie kazał zapłacić sobie złotem z polskiego skarbu państwa należność za każdy samolot, na którym lataliśmy nad Anglią. Za każdy samolot, w którym ginęli moi przyjaciele i koledzy – w końcu nie tylko za swój kraj. Wiele rzeczy zrozumiałem, gdy tuż po wojnie zabrakło dla Polaków miejsca nawet w tak marginesowej w końcu i symbolicznej historii, jak aliancka „defilada zwycięstwa”. Obserwowałem ją, stojąc na chodniku, jako cywil. Stara historia o „murzynie, który zrobił swoje i może już odejść”. Głupstwo. Nie chciałbym jednak, aby kiedykolwiek mój kraj był takim murzynem. (s.17)

 


  • Nagle zauważyłem od strony Anglii czwórkę myśliwców. Ucieszyłem się, że będzie nas więcej. Kopnąłem samolot w prawo, by dać miejsce przybyszom. Spojrzałem w drugą stronę i ku mojemu przerażeniu zobaczyłem messerschmitta 109, nie dalej jak o trzysta metrów. Był trochę niżej, leciał prosto na mnie. Wyraźne czarne krzyże. A tamci od strony Anglii to także byli Niemcy. „Messerschmitty atakują od tyłu!” – krzyknąłem przez radio. Jednocześnie z góry zanurkowały na nas messerschmitty 109. Było ich ponad dwadzieścia. Dywizjon prysnął na wszystkie strony, jak stado gołębi pod nagłym atakiem jastrzębia. W takiej sytuacji to najlepsza taktyka. Przeciwnik traci orientację i dywizjon jako cel przestaje istnieć. Nieprzyjaciel nie będzie atakował pojedynczych myśliwców w zwartym szyku. Musi się również rozproszyć. Bitwa rozpada się na szereg pojedynków. (s.301)

 

 


  • Teraz nastąpiła walka jeszcze bardziej zażarta. Widziałem słońce, błyszczące wody kanału, niebo. I białe kopuły rozwiniętych spadochronów. I samoloty z czarnymi ogonami dymu zataczające łuki na błękicie. W pewnym momencie Niemiec wyrwał swój samolot i znurkował na pełnym gazie. Byłem tak zacietrzewiony, że nie zorientowałem się, co się dzieje tuż koło nas. Wpadliśmy w cały rój messerschmittów. Tylu czarnych krzyży naraz nie widziałem nigdy przedtem. Jakbym się znalazł na latającym cmentarzu. (s.303)

 


  • Złamaliśmy niemiecką wyprawę bombową. Bombowce wyrzucały ładunki gdzie popadło i wiały do swoich baz. Gdyby nie było zasłony chmur, Niemcy ponieśliby tego dnia poważne straty. Nasi myśliwcy ścigali wroga. Jeden z bombowców, Ju-88, leciał w stronę Francji pod osłoną chmur, które wyglądały jak potężne góry. Niemiec wpadał w jedną z nich, potem wyskakiwał i znowu się krył. Ścigałem go. W pewnym momencie zawrócił w stronę Anglii. Prawdopodobnie nie wyrzucił swoich bomb i chciał je wpakować w jakąś miejscowość, zamieszkaną przez Bogu ducha winnych ludzi; w tym rejonie nie było żadnego celu o znaczeniu militarnym. Fanatyk. Krążył, szukał luki w chmurach. Byłem pewny, że go zestrzelę. Rozglądałem się, czy w pobliżu nie ma niemieckich myśliwców. Przegapiłem sprawę. Nasi myśliwcy zaatakowali go pierwsi, było ich jedenastu, z różnych dywizjonów: spitfire’y i hurricane’y. Niemiec zorientował się, że jego sytuacja jest tragiczna. Krył się w chmury. Ale w tym miejscu były poprzerywane. Wywiewał na pełnej szybkości. Dołączyłem do atakujących myśliwców. Chciałem przyjrzeć się, czym się to wszystko skończy. W kilka minut potem było nas już dwudziestu. Wątpię, żeby ktoś z naszych myśliwców leciał tu z nienawiści do Niemców; i wątpię, czy był ktoś między nami, kto by nie chciał tego Niemca zestrzelić. Każdy z nas miał osiem karabinów maszynowych: razem stanowiło to 160 luf, które siały pociskami, nastawione na jeden jedyny punkt w przestrzeni – na samolot i jego załogę. (s. 312-313)

 


  • Widzę, że niektóre bombowce lecą nadal w kierunku Londynu. Tych atakuje nasza piątka. Jedna z trójek bombowców Do-215 skrada się do dużej luki w chmurach. Przyjęły szyk jeden za drugim. Atakuję dowódcę klucza. Strzelam z odległości około 100 metrów z tyłu, krótkimi seriami. Prawy silnik zapalił się. Upewniając się, czy nie atakują mnie myśliwcy niemieccy, zbliżam się jeszcze bardziej do bombowca. Strzelam w oszkloną kabinę. Spieszę się, tylu Niemców jest do dyspozycji. Załoga skacze, samolot bez pilota traci balans, zwala się na łeb w chmury. Przez lukę w chmurach widzę wody Tamizy. Atakuję drugiego bombowca z odległości kilkudziesięciu metrów w momencie, kiedy wyskoczył z chmury. Pilot, widać przerażony moim widokiem, skręca tak gwałtownie, że traci panowanie nad samolotem. Po moim pierwszym ataku strzelec ogonowy przestaje strzelać, zwisa bezwładnie na swoich karabinach maszynowych, może ranny, może zabity? (s. 382)

 


  • Messerschmitty 109 zaskoczyły nas. Było ich osiem. Atak był nagły: w pierwszym momencie widziałem tylko czarne krzyże na samolotach. Potem smugi pocisków świetlnych i zapalających. Najwięcej tych smug przeszło koło samolotu Łapkowskiego, nowego dowódcy Dywizjonu 303. Zaatakowaliśmy Niemców. Lecz oni tak jak zjawili się nagle, tak też nagle znikli w chmurach. Nie przyjęli walki. Gorąco mi się zrobiło. Rozglądam się, żeby nie dać się powtórnie zaskoczyć. (s.428)

 


  • Dla nas była to walka o życie – zresztą nie tylko o swoje własne życie. Dla widzów z ziemi było to bardzo atrakcyjne widowisko. Wycie silników, grzechot broni maszynowej, rozwinięte grzyby białych spadochronów, palące się samoloty z ogonami czarnego dymu – musiało to bardzo efektownie wyglądać. Nie wiadomo było, kto do kogo strzela, linie pocisków zapalających i świetlnych krzyżowały się jak pajęczyna i trafiało się, że w ferworze walki piloci atakowali swoich kolegów; bo ostatecznie gra szła czasem w ułamkach sekund, opóźnienie w naciśnięciu spustu mogło dużo kosztować. (s.501)

 


  • Na drzwiach widniała instrukcja w językach chińskim i angielskim: „Przed wejściem do baraku wieczorem zaświeć latarkę i sprawdź, czy na ziemi nie leży jadowity wąż”. Świetnie trafiłem, to coś dla mnie. „To samo zrób po otwarciu drzwi: patrz na podłogę. Przed spaniem sprawdź pościel, czy węża nie znajdziesz. Rano zaglądnij do butów, gdyż żmije lubią miejsca przytulne na spoczynek nocy. Zaciągnij siatkę na łóżko w czasie snu, gdyż wśród komarów trafiają się malaryczne. Na skorpiony uważaj również. Gdybyś zauważył jakieś inne stworzenia nieobjęte instrukcją – zamelduj się natychmiast w miejscowym szpitalu. Uważaj na szczury”. (s.556-557)

 


 

Lektura obowiązkowa dla każdego fana lotnictwa.

 

Urbanowicz PRESS inf ten wlasciwyxxx

 

Zdjęcia z Prywatnego Archiwum Autora :

 

  • Dwaj piloci Dywizjonu 303 - Jan Zumbach (z lewej) i Mirosław Ferić.

Dwaj piloci Dywizjonu 303 - Jan Zumbach z lewej i Mirosław Ferić. Archiwum prywatne Autora


  • Grupa pilotów Dywizjonu 303 w 1940 roku.

Grupa pilotów Dywizjonu 303 w 1940 roku. Archiwum prywatne Autora


  • Piloci dywizjonu 303 udekorowani brytyjskim.

Piloci dywizjonu 303 udekorowani brytyjskim. Arch. prywatne Autora